Выбрать главу

Odetchnął głęboko. Następne słowa rozbrzmiały takim grzmotem, że wskaźniki głośności w reżyserce nagle oszalały.

– Bóg istnieje! Zaakceptujcie to, a dopiero potem pytajcie, czym i kim jest! Mówią, że kiedy człowiek zbliża się do grobu, zaczyna wierzyć w Boga ze strachu przed śmiercią. Nie zgadzam się! Wiara zastępuje sceptycyzm. W miarę starzenia się ludzie dostrzegają regułę.

Nie coś, co wpływa na rodzaj ludzki, lecz wewnętrzny wzór, dostrzegalny w naszym nieważnym, skromnym życiu. Przypadki, zbiegi okoliczności, zadziwiające prawidłowości. Młodzi nie widzą tego, bo brak im doświadczenia.

Bóg jest! Tyle wiem. Nie potępiam zdecydowanie żadnego wyznania i obrządku, ale sam w nie nie wierzę. Muszę wam wyznać, że mogę pomóc cierpiącym na nerwicę tysiąclecia. Wyleczyłem już wiele osób w Holloman, ale jestem tylko człowiekiem. Aby dotrzeć do was wszystkich, napisałem książkę. Dlatego macie prawo wiedzieć, jaki ze mnie człowiek. Nie jestem duchownym, jeśli rozumiemy przez to kogoś, kto przestrzega określonego obrządku. Ale wierzę w Boga!

Mojego Boga. Nie czyjegoś. I Bóg jest w centrum mojego życia, terapii, książki. Dlatego stoję tu – drżącą ręką zatoczył koło w tym dziwacznym miejscu, mówiąc o Bogu do ludzi, których nigdy nie poznam!

Pochylił głowę. Zmieniał głos jak kameleon, teraz – z ryku lwa na spokojny monotonny żal.

– Każdy potrzebuje muru, chroniącego nas przed samotnością.

Bo wiedziemy samotne życie! Czasami nie do zniesienia. Nie do opisania. W każdym z nas tkwi samotna dusza, absolutnie niepowtarzalna, doskonale ukształtowana, nawet jeśli umysł i ciało są niedoskonałe.

Według mnie dusza to tylko część kobiety i mężczyzny, których Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo, bo Bóg nie jest ludzką istotą. Pewnie nawet nie zajmuje tego nieskończenie małego skrawka naszego nieba. Nastały nowe czasy. Ludzka natura mogła zmienić się lub nie – chociaż sądzę, że raczej zmieniła się i to na lepsze. Już nie ranimy się tak chętnie, nie jesteśmy tak obojętni na los innych. Ale tylu z nas porzuciło Boga myśląc, że On się nie zmienił. To zupełny fałsz. Nadal hołdujemy formalnej zinstytucjonalizowanej koncepcji Boga, którą sami stworzyliśmy. Bóg nie musi zmieniać się, bo nie jest Istotą, której dotyczy ta abstrakcja, nazywana przez nas „zmianą”.

Trzecie tysiąclecie pokazało nam, Amerykanom, wyjątkowe niebezpieczeństwo, niesione przez naiwność i korzyści wynikające ze zdrowego sceptycyzmu. Ale nigdy, nigdy wobec Boga! Bądźmy sceptyczni wobec ludzi, którzy opisują i definiują Boga. Są tylko ludźmi wcale nie bardziej uprawnionymi do opisywania i definiowania Boga niż każdy z nas. Główny powód, dla którego tak wiele osób porzuciło Boga w ostatnich stu pięćdziesięciu latach, nie ma nic wspólnego z samym Bogiem, tylko z ludźmi. Podawali mi najróżniejsze przyczyny, dla których odeszli od Boga i zawsze było to zupełnie przyziemne tłumaczenie.

Zwróćcie się do Boga! Oto wasza obrona przed samotnością!

Dostrzeżcie i zrozumcie ten wzór. Pojmijcie, że pojedyncze ludzkie istnienie jest jego ważną częścią. Wejdźcie nie w chaos przypadkowych szans, lecz w kolejną fazę historii naszej rasy, poszukujcie prawdy i dobroci, bo to jest Bóg.

Zaczął chodzić, wprowadzając popłoch wśród operatorów obsługi planu i ekipy w reżyserce. Zaskoczył wszystkich i nawet tego nie zauważył.

– Nie jesteśmy dziećmi Boga. Należymy do siebie. To niezbywalne prawo istot ludzkich. Bóg nie dał nam żadnych praw, lecz zdolność ich ustanawiania. A Bóg oczekuje od nas cierpliwości, wytrzymałości i siły, by przezwyciężyć przeszkody, które sami stawiamy na drodze, nie On. To nie jest świat Boga, lecz nasz! Nie wierzę, źe Bóg włada naszym światem. To my stworzyliśmy określoną rzeczywistość, nie Bóg. Lubię myśleć, że po śmierci najlepsza część nas wraca do Boga – owa samotna dusza. Nie mogę powiedzieć wam tego z całą pewnością, ale po prostu wierzę, że jest we mnie kropla Boga, która mnie napędza i nie pozwala stanąć. To pewne, że jestem teraz tutaj – w świecie stworzonym przeze mnie, moich towarzyszy i naszych przodków. Oto świat, który przeczuwałem, tworząc go, za który ponoszę odpowiedzialność – ja i wszyscy ludzie.

– Książka! – krzyknął Bob Smith, oczarowany, lecz na tyle jeszcze przytomny, by zareagować, gdy program wymykał mu się spod kontroli.

Dr Christian odwrócił się, by spojrzeć ze swoich wyżyn na Boba Smitha. Spod makijażu jego oczy jarzyły się dziwnym płomieniem.

Głos Boba Smitha sprowadził go na ziemię.

– Książka – powtórzył, co równie dobrze mogło znaczyć: „Jaka książka?” Stanął i szukał w pamięci: – Książka. A, książka! Zatytułowałem ją „Boże przekleństwo”, bo przemawia do mnie to najważniejsze sformułowanie z poematu Elisabeth Barrett Browning. Jest w nim coś biblijnego, nawiązuje do rozdzielenia Boga od człowieka i czasów, gdy człowieka wygnano z Raju. Bóg przeklął człowieka, dając wolny wybór między dobrem i złem, tworząc cykl życie-śmierć, każąc rodzić w bólu i wychowywać dzieci, pracą własnych rąk wydzierać ziemi jej płody. Sam wiersz jest hymnem ku czci pracy.

„Zwróć się ku pracy, bo przekleństwo boże większym jest darem niż ludzkie miłosierdzie”.

Uważam – ciągnął, nie oczekując wyrozumiałości – że cały ten mit, legenda i archaiczna teologia, włącznie z Genesis, to alegoria.

Zresztą tak uważali autorzy. Według mnie, wraz z boskim przekleństwem otrzymaliśmy dar odpowiedzialności za nasz wspólny i indywidualny los. Bóg, jak każdy dobry rodzic, wyrzucił nas z gniazda, abyśmy zaczęli żyć na własny rachunek w naszym maleńkim zakątku nieba.

Rasa ludzka i ludzka potęga istnieją od bardzo dawna. A teraz przed nami tysiąclecie ze starymi i nowymi problemami. Dobro i zło są niezmienne. Ale praca nagle staje się arystokratycznym przywilejem.

Obecnie coraz częściej płaci się ludziom za to, że nie pracują.

A najwięcej cierpimy z powodu dzieci, gdyż ich liczba wciąż maleje, my natomiast musimy wiązać nadzieje na nieśmiertelność z jedynakami.

Lecz zwycięzcy loterii KSDD również mają problemy, nieszczęśnicy.

Niektórzy słuchacze poruszyli się na miejscach, słysząc, jak dr Christian współczuje rodzicom dwojga dzieci. Bob Smith, ojciec dwójki dzieci (chętnie poprzestałby na jednym, gdyby nie obawa przed konsekwencjami), nagle poczuł sympatię do tego dziwnego, przerażającego człowieka. Nawet wybaczył mu, że zawładnął jego programem.

– Nerwica tysiąclecia to brak nadziei na przyszłość i wiary w dzień dzisiejszy. To ciągłe uczucie apatii. Tępa i bezsensowna furia, depresja często na progu samobójstwa. Bierność. To brak wiary w cokolwiek, od Boga, przez kraj aż po nas samych. To męki Tantala, które przeżywa większość z nas. Przeciętny Amerykanin po czterdziestce pamięta przyjemniejsze dni, gdy narzekaliśmy na ograniczenia wolności, tak niewielkie, że dalibyśmy sobie odjąć rękę za możliwość powrotu do tych czasów. Tak więc nerwica tysiąclecia to nie tylko brak nadziei na przyszłość i wiary w teraźniejszość, lecz również tęsknota za przeszłością. Cóż, kto tak naprawdę chce żyć w naszej rzeczywistości?

– Ale skoro nie mamy wyboru, może coś nam pan doradzi?! zawołał Manning Croft.

Dr Christian spojrzał z wdzięcznością na czarnego mężczyznę, zadowolony, że przypomniano mu, gdzie się znajduje i po co. Odpowiedział zrównoważonym i silnym głosem.

– Po pierwsze zwróćcie się do Boga i zrozumcie, że im bardziej wytrwały jest człowiek w obliczu przeciwności losu, tym bogatsze wiedzie życie i łatwiej stawi czoło śmierci. Żyjcie aktywnie, lżej zniesiecie żal. Zasmakujcie w otaczającym was świecie, książkach, filmach, swoich domach, ulicach, mieście. Hodujcie wszystko, co żyje nie w zastępstwie dzieci, których nie możecie wychowywać, lecz by bezustannie zajmować oczy i umysł obserwowaniem rozwoju i życia.