Nie pojmowała, jakim cudem jej podopieczny był w nieustającej euforii. Każdy miłośnik bezpośredniego kontaktu z ludźmi już miałby dosyć! Ale widocznie dr Joshua Christian był nienasycony.
Oczywiście nie wszystkie jego wystąpienia szły dobrze czy choćby gładko. Dr Christian nie zgadzał się, by pisano mu przemówienia twierdząc, że jeśli nie będą improwizowane, stracą siłę oddziaływania na słuchaczy. Ale to powodowało pewną niejednolitość, ponieważ dr Christian nie kierował się w postępowaniu logiką, czasem ponosiły go dzikie emocje. Na szczęście radio i telewizja temperowały go trochę, więc przynajmniej trzymał się tematu i odpowiadał na pytania. Bądźmy wdzięczni za małe błogosławieństwa, powiedziała do siebie dr Carriol.
I obym znalazła w sobie siłę, by objechać z nim ten wielki kraj!
Kiedy dr Christian odbywał wciąż przedłużającą się i coraz bardziej tryumfalną podróż po Stanach Zjednoczonych, wydawca zastanawiał się, kiedy (jeśli w ogóle) znalazłby czas na objazd Ameryki Południowej i Eurowspólnoty. „Boże przekleństwo” sprzedawało się znakomicie na obu kontynentach, mimo nieuniknionych niedociągnięć, spowodowanych tłumaczeniem i różnicami ideologicznymi. Rosjanie początkowo trochę marudzili, ale później roztropnie zamilkli, zastanawiając się, na ile trzeba ocenzurować książkę, zanim rozpropaguje się ją w republikach. To największe, odcięte od mórz i najdalej wysunięte na północ mocarstwo ucierpiało najbardziej z powodu lodowacenia, więc wizji Boga, egzystującego z marksizmem, nie należało lekceważyć.
Oczywiście cała rodzina Christianów śledziła peregrynacje Joshuy, poświęcając minimum uwagi ich znaczeniu dla kraju, a maksimum – jemu samemu. Bracia początkowo próbowali zachować pewien obiektywizm, ale po tygodniu ulegli nastrojowi kobiet.
– Jest wspaniały! – zawołała Myszka po obejrzeniu „Wieczoru z Bobem Smithem”.
– Naturalnie – powiedziała mama błogo.
– Jest wspaniały! – zawołała Myszka po obejrzeniu „Niedzielnego Forum” Benjamina Steinfelda.
– Zawsze to wiedziałam – powiedziała mama błogo.
Tylko Mary milczała. Ból, który nią zawładnął, to nie była zwyczajna zazdrość. Sądziła, że cierpi, ponieważ to zawsze Joshua uniemożliwiał jej osiągnięcie szczęścia. Pełniąc obowiązki sekretarki otworzyła przesyłkę z Atticusa, zawierającą poster z Joshuą i podkoszulek – o, to już była ostatnia kropla! Dopiero przy kolacji bez słowa rzuciła przesyłkę na stolik i wróciła rozdygotana na miejsce.
Trzeba oddać rodzinie sprawiedliwość, że nikt nie był specjalnie zachwycony, nawet mama. Andrew okazał niesmak, James zakłopotanie.
– To chyba nieuniknione – powiedział Andrew po długiej chwili. Wzruszył ramionami. – Ciekawe, co o tym myśli Joshua?
– O ile go znam – wtrąciła Miriam – nic nie zauważył.
Wszyscy wokół niego mogliby ubrać się w te podkoszulki, a on i tak nie zwróciłby uwagi. Nigdy nie widzi tego, co ma z nim związek.
Wiecie co, jego oczy chyba specjalnie eliminują z pola widzenia wszystko, co go dotyczy.
– Masz absolutną rację – stwierdził James. – Biedny Joshua!
– To jest komplement – dodała mama słabo.
Biedna Myszka konała z chęci zagarnięcia postem na własność, ale brakowało jej odwagi.
– To obrzydliwe! – Zerwała się na równe nogi. – Och, wy głupcy, idioci! Oni go wykorzystują! Mają go gdzieś, chodzi im tylko o to, żeby go doić, a on to ślepy osioł, który pociągnie ich wózek tak długo, jak będą mu machać przed nosem marchewką! Nie widzicie, że go wykorzystują? I nas wszystkich? A kiedy skończą – otarła niecierpliwie łzy – po prostu dadzą mu kopniaka. To obrzydliwe – zwróciła się do przerażonej Marthy. – Dorośnij wreszcie, do cholery! Czy on cię kocha? Czy kocha kogokolwiek z nas, poza mamą? Nie! Dlaczego nie pokochacie kogoś, kto odwzajemni waszą miłość? Dlaczego?
Chciała podrzeć poster, ale Martha była szybsza. Zabrała go ze stołu, zwinęła i dała z uszanowaniem mamie.
– Idź spać, Mary – powiedział znużony Andrew.
Jeszcze chwilę patrzyła na nich. Potem odwróciła się i wyszła. Nie biegła, nie dała im tej satysfakcji.
– Dlaczego ta dziewczyna sprawia tyle kłopotu? – spytała zmartwiona i bezradna mama. Nie wiedziała, co dzieje się z Mary, ani jak temu zaradzić.
– Jest zazdrosna o Joshuę – stwierdził James. – Zawsze była, biedactwo.
– No cóż – powiedziała mama, wpychając koszulkę w zrolowany poster. – Najlepiej, gdy spalimy te rzeczy.
Martha poderwała się.
– Daj mnie, zaniosę ja na dół do pieca – odezwała się głosem bez wyrazu.
Ale to Andrew odebrał rulon od mamy.
– Nie, ja to zrobię. – Ty, moja Myszko, przygotuj mi gorącej czekolady.
Spojrzał ze zmarszczonymi brwiami na Jamesa i Miriam.
– Roślinom z pewnością nie zaszkodzi trochę ciepła w prezencie od Joshuy!
Z pewnością była to najbardziej negatywna reakcja rodziny Christianów na sławę Joshuy i to wkrótce po eksplozji euforii, wywołanej wizytą Elliota MacKenzie, który zjawił się w numerze 1047 przy Oak Street z pewną propozycją.
Zaczekał, aż Miriam poda mu wspaniałą kolację. Przez ten czas przyglądał się tak różnym twarzom Christianów i zastanawiał się, jak promieniujące z nich piękno miało jakikś związek z niepokojem Joshuy.
– Joshua zamierza kontynuować tę podróż miesiącami – oświadczył przy kawie. – A ja mam dla niego nadzwyczajne propozycje zza granicy, zwłaszcza z Europy i Ameryki Południowej. Anglia, Francja, Niemcy, Włochy i Niderlandy błagały o jego wizytę, podobnie jak wszystkie stany na południe od Panamy.
Słuchali go z uwagą, dumni, lecz trochę zakłopotani.
– W każdym razie, mam pewien pomysł, który chciałbym wam przedstawić – ciągnął – chociaż nie musicie mi zaraz odpowiadać.
Zawsze pomagaliście Joshui w klinice, jesteście ze sobą silnie związani i chyba znacie jego dzieło i idee lepiej niż ktokolwiek – zamilkł i zwrócił się do Jamesa. – Czy ty z Miriam pojechalibyście w jego imieniu do Eurowspólnoty? Wiem, że Miriam znakomicie zna języki – w przeciwieństwie do Joshuy – a to daje wam dużą przewagę. – Teraz zwrócił się do Andrew: – Dla ciebie również mam zadanie, jeśli cię to interesuje. Ameryka Południowa.
W piątkowy wieczór 29 października 2032 roku dr Joshua Christian stał się sławny. Cały wielki nakład „Bożego przekleństwa” rozprzedano w ciągu miesiąca i nadal sprzedawano po 100 tysięcy egzemplarzy dziennie. Wszyscy wszędzie rozchwytywali białe tomy z czerwonymi literami oraz srebrnym piorunem na okładce.
W odpowiedzi na powszechne prośby powtórzono program Boba Smitha, w którym po raz pierwszy wystąpił dr Christian w tydzień po wielkiej kampanii reklamowej, a cały kraj go oglądał. Tym razem sponsorów programu pokazano w trzech długich przerwach na reklamę. Chociaż „Wieczór” nie poniósł strat po pierwszej emisji, Środowisko uiściło wszelkie rachunki.
I wkrótce posępna, zapadła twarz o przenikliwych ciemnych oczach pojawiła się na okładkach magazynów i periodyków, na koszulkach, a pierwsze wydanie plakatu z jedynym słowem UWIERZCIE rozeszło się w ciągu dnia.
Dr Moshe Chasen wymknął się kolegom w dniu, kiedy dr Christian pojawił się u Boba Smitha, ale miał świadomość, że tylko odsunął nieuniknioną konfrontację. W poniedziałek bowiem znalazł na biurku sekretarki dwie wiadomości. Westchnął, podrapał się po głowie i zaprosił dr. Abrahama i dr Hemingway na poranną kawę.
– Oglądałeś w piątek „Wieczór”, Moshe? – zaczął dr Abraham, zanim usiadł.
– Owszem – odpowiedział. – Judith mnie zawiadomiła.
– Oho! – zakrzyknęła dr Hemingway. – Wiedziała, co?
Dr Chasen z najwyższą przyjemnością odchylił się do tyłu na krześle i spróbował naśladować najbardziej wyniosłe zachowanie dr Carrioclass="underline" podniósł brwi niemal do linii włosów i wycedził: – Millie, moja droga, przyłapałaś kiedyś naszą szacowną szefową na drzemce?