Goście się zasępili.
– Wygląda to tak – ciągnął dr Chasen, a ton wskazywał, że budzą w nim litość. – Judith jest przyjaciółką wydawcy z Atticusa, a Atticus podpisał kontrakt z doktorem Christianem. Sądzę, że wydawnictwo wykorzystało ją jako jedną z pierwszych recenzentek książki jeszcze w rękopisie.
– Więc ostatni „Wieczór” nie zaskoczył cię, co? – zapytał dr Abraham, wciąż sceptycznie.
– Nie.
– To dlaczego nam nie powiedziałeś? – spytała dr Hemingway.
Dr Chasen uśmiechnął się chytrze.
– Nie mogłem sobie tego odmówić. I dziwię się niezmiernie, że nie spotkaliście się z nim, gdy przyjechał w tym roku do Środowiska.
Poderwali się.
– TUTAJ?!- ryknął dr Abraham.
– Dokładnie. Kiedy Judith przeczytała książkę, zaprosiła go, by porozmawiał ze mną o posiedzeniu.
Zupełnie oklapli. Patrzyli na niego jak para dzieci, które zbyt późno zrozumiały, iż się spóźniły na ucztę.
– Nie sądziłem, że taki jesteś skryty – jęknął dr Abraham.
Owszem, pomyślał dr Chasen. Nie musiałem informować cię o jego przyjeździe.
– To było ćwiczenie, prawda? – zapytała dr Hemingway.
– Tak, Millie – powiedział łagodnie dr Chasen.
Dr Abraham potrząsnął głową bez przekonania.
– No nie wiem – wątpił. – Coś tu nie gra.
Dr Christian spędził w Atlancie tydzień. Miotał się między budynkami, których różowe, błękitne, szare, złote i czarne lustrzane ściany tworzyły półokrąg Media Plaża. Rozmawiał w radiu z Danem Connorsem i Marlene Geldman, znów z Bobem Smithem i Dominikiem d’Este, z Benjaminem Steinfeldem, Wiikołakiem Jackiem VI, Reginaldem Parkerem i Mischą Bronskim. Udzielał długich wywiadów wszystkim znanym dziennikom i magazynom, kilka razy rozdawał autografy w dużych księgarniach. Czasy zmieniły się, teraz Atlanta była najważniejszą siedzibą wydawnictw w Ameryce i szybko zakasowała Nowy Jork jako stolica kulturalna kraju. Po części wynikało to z faktu, że już teraz jej populacja przekraczała pięć milionów, a miasto leżało poza wielkimi skupiskami przesiedleńczych osad.
Podróżowali wśród tłumów. Nawet dr Judith Carriol była zaskoczona, że tak niewielu miał oponentów. Zapewne dlatego, że nie negował istnienia Boga, więc nie uznano go za złego czy zepsutego człowieka. Ale prywatnie uważała, że główna przyczyna jego pozytywnego wpływu na ludzi leży w niezwykłej sile, która emanowała z telewizorów i radia, dosięgał słuchaczy, obejmował ich, wnikał głęboko pod skórę. Sprawiał, że ludzie wierzyli mu, więc wykorzystywał ich emocje, instynkty, ból i poczucie samotności.
Prawda uniwersalna zawsze ją intrygowała, lecz także zbijała z tropu. Tłumaczył jej to, jednak wciąż nie pojmowała.
W każdym razie, Atlanta była zaledwie początkiem podróży.
Zarówno mózg Środowiska w osobie dr Carriol, jak i Elliot MacKenzie z Atticus Press uważali, że dr. Christiana należy pokazać masom.
Zwykle objazdy reklamowe bazują na występach w mass mediach, ale w ramach tournee dr. Christiana zaplanowano wiele wystąpień publicznych w większych przesiedleńczych miastach.
Po dwóch dość nieprzyjemnych zdarzeniach podczas podpisywania książki w Atlancie, porzucono pomysł rozdawania autografów.
Przyciągał zbyt wielkie tłumy, w księgarniach panował chaos, a dr.
Christiana trzeba było pospiesznie ewakuować. Zorganizowano więc wykłady, na które obowiązywały bezpłatne bilety, ale należało składać o nie podanie.
Nikt nie wiedział, kiedy dr Christian upora się z całą kampanią reklamową, jak szybko znudzi mu się, a on sam zniechęci. Mimo to, dr Carriol przygotowała się do kampanii najlepiej, jak mogła. Rozmawiała ze znanymi pisarzami, gwiazdami filmowymi i w trzech biurach prasowych. Od każdego z rozmówców dowiedziała się, że tournee staje się dla autora mordęgą, że w końcu lekko wariuje po częstych spotkaniach z tłumami i że może nagle spakować się i wrócić do domu bez słowa wyjaśnienia czy przeprosin.
Ale dr Joshua Christian nie zdradzał żadnych oznak znudzenia, wyczerpania lub rozczarowania. Nadal rozmawiał z każdym chętnym, naprawdę cieszył się na widok ludzi, którzy go rozpoznawali i zaczepiali, z radością podpisywał książkę, radził sobie z szaleńcami lub antagonistami, a dziennikarzy olśniewał.
Najgorsze, że podróż się przedłużała. W miarę, jak książka zdobywała popularność, a jego nazwisko stało się powszechnie znane, zasypywano Atticusa prośbami o wizytę dr. Christiana.
Elliott MacKenzie odmawiał, świadomy konsekwencji publicznych występów, dopóki Waszyngton nie powiadomił dyskretnie, że dr Christian powinien jednak odwiedzić wszystkie miasta, gdzie go zapraszają. Dr Carriol przynajmniej dwa razy w tygodniu otrzymywała z wydawnictwa wiadomość, że muszą pojechać jeszcze do kilku miast.
Tydzień zmienił się w dwa, trzy, cztery – cały miesiąc w drodze, a dr Christian wciąż spotykał się z tłumami, najwidoczniej zdolny myślała dr Carriol ze zgrozą – do podróżowania bez końca.
– Czy zastąpicie Joshuę? Wiem, że mówisz płynnie po hiszpańsku, a my skierujemy was przed wyjazdem na intensywny kurs portugalskiego.
– Skąd wiesz, jakie znamy języki? – spytała Mary, patrząc na Elliota MacKenzie z takim bólem, że ten poruszył się niespokojnie na bladoróżowym krześle.
– Joshua mi powiedział, gdy jedliśmy u mnie obiad. Jest z was niesamowicie dumny. A ja sądzę, że sprawicie mu ogromną radość, przedstawiając jego dzieło w innych krajach.
– To trudna sprawa – powiedział James powoli. – Zwykle Joshua tutaj decyduje. Czy moglibyśmy zapytać go przez telefon, co o tym myśli?
– Nie chciałbym podrywać jego autorytetu, ale, prawdę mówiąc, tyle ma teraz na głowie, że chyba lepiej go tym nie niepokoić zaoponował ostrożnie Elliott MacKenzie.
– Ja pojadę – odezwała się nagle Mary.
Bracia spojrzeli na nią w osłupieniu.
– Ty? – zapytał James.
– Tak. Czemu nie?
– Po pierwsze, ja i Drew mamy do pomocy żony. Po drugie, znamy języki.
– Pozwólcie mi jechać – szepnęła.
Andrew roześmiał się.
– Nawet nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy w ogóle ktokolwiek wyruszy, Mair. Ale Jimmy ma rację. Powinny to być małżeństwa. Ty i mama musicie pilnować wszystkiego. – Spojrzał z namysłem na Myszkę, siedzącą ze spuszczonymi powiekami i twarzą bez wyrazu. – Mam na to wielką ochotę, Elliott. – Odwrócił się do wydawcy z uśmiechem tak słodkim jak starszego brata. – Kilka miesięcy w Ameryce Południowej wyjdzie mojej żonie na dobre.
Matka dołączyła do dr. Christiana w Mobile w stanie Alabama.
Swój nie zapowiedziany przyjazd wytłumaczyła tym, że trzeba zawiesić działalność kliniki, ponieważ stał się sławny.
– Nie masz pojęcia, co się działo! – powiedziała do syna z ożywieniem. – Wszędzie ludzie! Nie po to, żeby się leczyć, chcą po prostu obejrzeć nasze domy, wypić z nami kawę i porozmawiać, bo należymy do twojej rodziny. Jakbym poruszała się wśród milionów świeżo wylęgłych piskląt! Nie możemy pracować. Ale to nic, najdroższy – dodała z wielką powagą, ponieważ stał przy niej, spokojny i cichy. – Znaleźliśmy inne zajęcie. Pan MacKenzie wysyła Jamesa i Miriam do Europy, bo książka już tam wyszła i wszyscy domagają się spotkania z tobą. Tylko, że ty nie możesz do nich pojechać, bo masz tutaj zajęcie, zresztą i tak nie znasz języków.
A ponieważ Andrew pięknie mówi po hiszpańsku, pan MacKenzie wysyła go z Marthą do Ameryki Południowej. Tam też już ukazała się książka. No więc jestem! Bez pracy! James, Miriam, Andrew i Martha pojechali do Nowego Jorku na odprawę, trening czy coś w tym rodzaju i nie wrócą. No więc… co tam! – Powiedziałam Mary, że musi opiekować się domem i roślinami, bo ja będę teraz jeździć z tobą.