Wstrząsnął nim gwałtowny dreszcz.
– Ależ moja praca! – jęknął.
Mama zatrajkotała nerwowo.
– No tak, naturalnie trwa nadal, najdroższy, ale już nie w klinice.
Obejmuje cały nasz kraj i inne kraje. Na pewno James i Andrew będą dla ciebie bardzo ciężko pracować za granicą! Widzisz, kiedy pan MacKenzie pojechał do Nowego Jorku, odbyliśmy rodzinną naradę i zdecydowaliśmy, że w tych okolicznościach najlepiej pomożemy ci, rozpowszechniając książkę.
– Co ja zrobiłem? – zapytał w przestrzeń.
Dr Carriol nie miała szansy przerwać tego bezmyślnego potopu informacji, które zamierzano na razie ukryć przed dr. Christianem.
Bezradna i wściekła, trzymała język za zębami. Teraz spróbowała naprawić szkody.
– Joshua, robisz to, czego najbardziej pragnąłeś! – powiedziała kojąco. Czynnie pomagasz milionom ludzi uchronić się przed kryzysem dziesięcioleci! W kraju zapanował zupełnie inny nastrój, a zawdzięczamy to jedynie tobie.
Zwrócił ku niej żałośnie drżącą twarz.
– Tak, Judith? Naprawdę?
Ujęła mocno jego ręce.
– Mój drogi, nie wprowadzałabym cię w błąd w tak poważnej sprawie! Właśnie dokonujesz wspaniałego cudu.
– Nie jestem cudotwórcą, tylko człowiekiem, który stara się ze wszystkich sił!
– Tak, tak. Wiem. To była przenośnia.
Westchnęła cicho, trochę zrozpaczona, rozdrażniona i zawiedziona, – Zrozum, w ciągu miesiąca stałeś się sławny. Skąd mogłeś wiedzieć, co to znaczy? Nikt tego nie wiedział, łącznie ze mną! Ani razu nie pomyślałam o tym, co zdarzy się w Holloman. Ale mimo iż klinikę zamknięto, posuwasz się naprzód siedmiomilowymi krokami.
– A więc to jest dzieło mojego życia, Judith? Nieprawda! Nie przetrwa! Nigdy nie chciałem, żeby trwało! Klinika… – urwał.
Wzburzenie odebrało mu głos.
– Joshua, kiedy wszystko się skończy, otworzysz klinikę. To całkiem proste! James i Andrew wrócą, znowu będziecie razem, i wasze życie wróci do normy. Oczywiście, nigdy nie uwolnisz się od wpływu „Bożego przekleństwa”, ale chyba tego nie pragniesz.
Będziesz znów pracował w Holloman! Wieści, które przywiozła mama, brzmią tak katastroficznie, bo czujesz, że gdybyś nie wyjechał, nie zamknięto by kliniki. Uspokój się i przemyśl wszystko! To, co teraz robisz jest najbardziej nierealną formą egzystencji – ciągłe podróże, spotkania z ludźmi, zmęczenie, ale przecież nigdy nie sądziłeś, że to będzie łatwe, Joshua. Więc może by tak trochę odczekać? Przeżyj ten okres zmian. Przecież w książce tłumaczysz, że zmiana oznacza reorganizację. A reorganizacja wymaga czasu i cierpliwości! Pracy!
Spróbował się roześmiać, ale mu nie wyszło.
– Kiepski ze mnie odbiorca własnych kazań, w tym cały kłopot.
Potrafię słuchać tylko wtedy, gdy rozbrzmiewają mi w głowie.
A z moją ostatnio źle się dzieje.
– Joshua, już późno – powiedziała, z nieświadomą troskliwością, zniżając głos o oktawę. – Jutro zaczynamy od szóstej rano, bo to Mobile. Idź spać.
Posłuchał, ale dziś nie odczuwał już euforii. Po raz pierwszy od rozpoczęcia podróży dr Carriol zauważyła u niego przygnębienie.
Cholera jasna, mamo! Dlaczego istnieją na świecie kobiety, które nie myślą o niczym, z wyjątkiem własnej macicy? Kiedy Judith rozpaczliwie próbowała naprawić to, co mama zepsuła, winowajczyni siedziała zakłopotana i niewinna, wodząc spojrzeniem od Joshuy do
Judith, jakby zupełnie nie rozumiała, o co chodzi.
Rzeczywiście nic nie pojęła, bo kiedy zbierał się do wyjścia, wstała, by mu towarzyszyć, nadal narzekać i jęczeć.
Dr Carriol powstrzymała ją ostro.
– O, nie! Chcę zamienić z tobą parę słów! – powiedziała groźnie i wywlokła mamę z salonu do jej pokoju. A czy mama pomyślała o mieszkaniu? Że mogłaby dzielić pokój z drogą Judith? Jak dostała się do Mobile? Na pewno nie przy pomocy Atticusa! O, wiedziała, że robi coś złego, jasne. Ale to jej nie powstrzymało.
– O co chodzi, Judith? – zadrżała mama. – Czy narozrabiałam?
– Ostatnia rzecz, jakiej potrzebował twój syn, to dowiedzieć się, że zamknięto klinikę, a rodzina wyjechała za granicę.
– Ależ to prawda! Dlaczego miałby o tym nie wiedzieć? Myślałam, że się ucieszy! – jęknęła mama.
– Byłoby na to dość czasu po jego powrocie do Holloman. Jak sądzisz, dlaczego mu nie powiedziałam? W tej chwili przeżywa nieprawdopodobne napięcie! Podróżuje bez przerwy, nie dosypia, wyczerpuje wszystkie zapasy energii na spotkaniach, podpisując setki książek. Mamo, dlaczego przyjechałaś? Nie rozumiesz, że twoja obecność to kolejne brzemię, które musi znieść?
Oddychała ciężko, jej wspaniały biust falował.
– Jestem jego matką! – westchnęła. – Byłam… byłam za niego odpowiedzialna, odkąd skończył cztery lata. Wiem, że przeżywa stres, dlatego przyjechałam! Proszę mi wierzyć, doktor Carriol, będę mu pomocą, nie brzemieniem!
– Na miłość boską, mamo, nie próbuj ze mną tych gierek powiedziała Judith ze znużeniem. – Bądź uczciwa! Siedziałaś w Holloman, w opuszczonej klinice, twoi synowie wyruszyli w świat, a ty poczułaś się osamotniona. Gdybyś naprawdę tak troszczyła się o dobro Joshuy, wysłałabyś tu Mary, a sama dowodziła tą fortecą w Holloman. Gnębisz tę dziewczynę przez cały czas. Biedna Mary!
Przyznaj! Umierałaś z ciekawości! Twój wychuchany pierworodny odszedł i stał się sławny, więc chciałaś trochę się zabawić. Jesteś piękną kobietą, wciąż w rozkwicie młodości i ludzie będą cię podziwiać, gratulować ci, że urodziłaś Joshuę. Od razu ci zaufają.
– Judith!
– Słuchaj, mamo, odgrywanie męczennicy nie robi na mnie wrażenia, więc się nie wysilaj. Ja zatroszczę się o niego podczas tej szaleńczej podróży, nie martw się. Nie niwecz jego pracy, rozpowiadając, jak dobrze mieć czworo dzieci, gdy on przekonuje ludzi, że idealną sytuacją jest posiadanie jednego dziecka. Czy czujesz się tak samo wykończona i zszargana jak on? Czy masz co jeść, jeśli on nie będzie miał? Czy nie zanudzisz się, jeśli zostawi cię gdzieś w rozgłośni radiowej lub redakcji gazety? Oto cała prawda, mamo!
Jedyną możliwą ucieczką były łzy, więc rozpłakała się szczerze, ponieważ nie zastanawiała się dotąd, dlaczego tu przyjechała. A teraz ktoś, komu ufała i szanowała, wytknął jej z bezlitosną szczerością motywy postępowania. Była zgnębiona i wstydziła się. Również bezmyślności, z jaką postępowała z Mary, zaniedbaną starą panną, której nigdy nie poświęcała uwagi i nigdy nie nagradzała.
– Rano wracam do domu i przyślę tu Mary – wyszlochała.
– Nie, teraz już za późno. Zostaniesz – powiedziała dr Carriol z rezygnacją. – Ale ostrzegam cię. Siedź cicho! Nie otwieraj buzi i nie odgrywaj milczącej męczennicy. Masz wyglądać jak zachwycający upadły anioł, czyli tak jak zwykle. Nie pogłębiaj jego lęków.
– Judith, obiecuję! – rozchmurzyła się błyskawicznie. – Pomogę wam, naprawdę! Mogę prać dla wszystkich…
Śmiech, o którego istnieniu dr Carriol zdążyła zapomnieć, wyrwał się jej z piersi.
– Och, mamo! Kto ma czas i warunki na pranie? Codziennie nasz pilot kupuje nam po kilka sztuk garderoby, której akurat potrzebujemy. Dla siebie też. A skoro dołączasz do zespołu, musisz podać Billy’emu rozmiar twoich majtek i stanika. W przeciwnym razie będziesz nosiła brudne.
Mama oblała się rumieńcem.
Dr Carriol poddała się.
– Proszę, skorzystaj z mojego pokoju – podniosła wciąż nie rozpakowaną walizkę. – Pójdę do recepcji i rozejrzę się za innym.