I drżała, nie tylko z zimna.
Dopóki nie zameldowali się w hotelu w Little Rock, nie miała okazji na wyrażenie niezadowolenia. Przez ciągłe zmiany w terminarzu podróży, ich trasa przypominała błędny ognik: dziś północ, jutro południe, znów północ, potem na wschód od Missisipi i na zachód.
Dlatego już po wszystkim zamierzała zadzwonić do Harolda Magnusa i porządnie zmyć mu głowę.
Ponieważ dr Christian wydawał się chętny, kilka osób z Sekcji Czwartej musi natychmiast zaplanować jakąś sensowną trasę. Kansas City i St Louis leżały zbyt daleko na pomoc. Z Little Rock muszą skierować się na południe i zachód, unikając przeraźliwie mroźnej zimy.
Ale najpierw porozmawia z dr. Christianem.
W hotelu dostał apartament, panie zwykłe pokoje obok, a Billy roztropnie wybrał niezależność w pokoju na niższym piętrze.
Kiedy bagażowy i mama zniknęli w salonie, przygotowała się do bitwy.
– No i co to znaczy, Joshua? – spytała.
Zatrzymał się w pół drogi do sypialni i spojrzał na nią, autentycznie zdziwiony.
– Ale co?
– To chodzenie! Na miłość Boską, wpakowałeś się w sam środek tłumu! Ktoś mógł cię zastrzelić!
Roześmiał się.
– Nie pomyślałem o tym!
– O czym?
– O chodzeniu wśród ludzi. Och, radio i telewizja też spełniają zadanie, ale najlepszy program był w Atlancie. Lokalne stacje nie są tak ważne jak mieszkańcy. Dzisiaj zdziałałem więcej dobrego rozmawiając z ludźmi, którzy przyszli mnie zobaczyć, niż występując w stu regionalnych rozgłośniach.
Słuchała w oszołomieniu, nie znajdując żadnej odpowiedzi. Stała i patrzyła na niego.
Roześmiał się na widok jej miny, podszedł i ujął ją lekko za podbródek.
– Judith, nie psuj teraz wszystkiego scenami! Wiem, wiem, masz fioła na temat punktualności, lubisz stawiać kropkę nad „i”. Ale jeśli chcesz, żebym brał udział w tej podróży, musimy ją zmienić. Zrozumiałem to w chwili, gdy wyszedłem z WKCM i zobaczyłem tych ludzi, czekających na mnie na trzaskającym mrozie. Nie chcę rozsławiać mass mediów, tylko pomagać ludziom. Więc dlaczego tracę czas na patrzenie w obiektywy i mówienie do mikrofonów? Dlaczego podróżuję samochodem? O, Judith, czy rozumiesz? Czekali na mnie na trzaskającym mrozie z nadzieją, że zbliżę się do nich z czymś więcej niż królewskim uśmiechem i skinieniem dłoni. Kiedy szliśmy razem, rozkwitali jak krokusy po roztopach. Dziś naprawdę zrobiłem coś dobrego. Nie czułem się winny czy zakłopotany, wsiadając do samochodu. Oni przecież nie mają samochodów. Byłem jednym z nich. Judith, uwielbiam to!
Gniew uszedł z niej bez śladu. Nie ma sensu się awanturować.
Jakże zmieniła się jego twarz! I jaka to była szczęśliwa twarz, choć ani piękna, ani pociągająca, ani harmonijna.
– Rozumiem, Joshua – stwierdziła smutno. – Na pewno masz rację.
Tak szybkie zwycięstwo wstrząsnęło nim. Przygotował się na prawdziwą potyczkę, a teraz nie wiedział, co powiedzieć. Więc zaczął z nią tańczyć po pokoju. Trzymał ją w ramionach i śmiał się głośno z jej pisków i prób wyrywania.
Mama weszła na to wszystko i niemal popłakała się ze szczęścia.
Wszystko w porządku, wszystko się ułożyło, zły nastrój Judith rozwiał się.
Westchnienie matki otrzeźwiło go. Od razu postawił dr Carriol na podłodze i z zakłopotaniem potarł dłonie.
– Po prostu wygrałem – powiedział. – Mamo, od dzisiaj będę szedł piechotą przez każde miasto.
– O, mój Boże. – Mama zatoczyła się na najbliższe krzesło i opadła na nie.
– Wy nie musicie mi towarzyszyć – uspokoił ją. – Możecie jechać samochodem.
Dr Carriol odzyskała nieco poczucia godności i spróbowała go podejść.
– Wszystko świetnie, Joshua, ale ty też bądź rozsądny – powiedziała. – Musisz przecież odwiedzać radio i telewizję, a w małych miastach stacje telewizyjne są na peryferiach. Zawrzyjmy kompromis: podjeżdżaj przynajmniej milę do nich.
– Będę szedł. Nie chcę samochodu.
– Bądźże rozsądny! Od pięciu tygodni jesteśmy w drodze, przed nami jeszcze co najmniej dziesięć tygodni. Z każdym dniem podróż przedłuża się, codziennie władze decydują, że powinniśmy odwiedzić kolejne przeklęte miasto. Joshua, jeśli to nie skończy się szybko, pomrzemy z wyczerpania! Prawie już przegrałam wojnę z Waszyngtonem… – przerwała, przerażona własną niedyskrecją.
Nawet nie zauważył.
– To nie jest podróż reklamowa, lecz dzieło mojego życia! Po to się urodziłem! Porzuciłem Holloman i poprzednie życie, by robić właśnie to co teraz! Powiedziałaś, że rozumiesz!
– Oczywiście – potwierdziła, ale zapomniała o zmianie w jego wyglądzie od czasów Mobile i informacji mamy. – Masz rację, Joshua. Zgoda! – objęła głowę rękami. – Nie, już ani słowa! Muszę pomyśleć. – Podeszła do krzesła, by usiąść, uspokoić się, zastanowić. – Dobrze. Jesteśmy w Little Rock i nie możemy znów wyruszyć na północ. Zimy są tutaj bardzo ostre. Więc pojedziemy na południe.
Zawitamy w kilku przesiedleńczych miastach w Arkansas, a potem skierujemy się do Teksasu, Nowego Meksyku, Arizony i Kalifornii.
Powiedzmy, że to zajmie dwanaście tygodni. Ale w każdym mieście spędzimy dwa dni, żebyś się nie wykończył. I skreślimy północ.
Przeraził się.
– To zupełnie nie tak! Judith, musimy wyruszyć w zimie na północ! Ludzie, którzy tam zostali, potrzebują mnie bardziej niż ktokolwiek na południu, czy to przesiedleńcy, czy mieszkańcy od pokoleń. Północne miasta jeszcze nie umarły, Judith. Teraz Waszyngton zarządził, by przesiedlenie trwało sześć miesięcy, a nie cztery. Dlatego pomyśl, ile ludzi podczas tej zimy usiłuje stawić czoło prawdzie, z którą dotąd sobie nie radzili. Będą się bać, załamią się, jakby ziemia usunęła się im spod nóg. Nie możemy pojechać na południe! Tylko na północ albo nigdzie! Boże Narodzenie w Chicago, Nowy Rok w… nie wiem – Minneapolis lub Omaha.
– Joshuo Christianie, czyś postradał zmysły? Nie możesz tam wędrować w zimie! Zamarzniesz na śmierć!
Mama poparła ją ze łzami w oczach.
Ale on zamknął na słowa kobiet uszy i serce. Północ albo nic.
I będzie chodził pieszo.
Toteż z Little Rock pojechali na północ w najgorszą zimę w historii świata. Nawet na wybrzeżu zatoki leżał już śnieg. Północne miasta były zasypane. Ale on szedł. Cincinnati, Indianapolis, Fort Wayne. I miał rację. Ludzie przychodzili na spotkania i mu towarzyszyli.
Z początku dr Carriol dzielne dotrzymywała mu kroku, podobnie mama. Nie miały jednak takich zapasów energii, nie zamierzały zresztą dawać z siebie wszystkiego, więc jechały samochodem, jeśli to było możliwe, lub zostawały w hotelu. Szydełkowały, rozmawiały, czytały. Czekały.
W nowym planie podróży przeznaczono na każde miasto trzy dni, a nie, jak niegdyś, jeden. Wkrótce dr Carriol i mama przyznały, że to dużo wygodniejsze. Dłużej spali, nie zmieniali tak często hoteli, a Carriol pozbyła się obowiązku nadzorowania programów w radiu i telewizji, z których dr Christian niemal zupełnie zrezygnował. Pilot Billy był również zadowolony, że ma dłuższe przerwy między lotami.
I tak powoli, aż trudno uwierzyć, dr Christian zbliżał się do południowego krańca jeziora Michigan. W pewien sposób jego wygląd uległ zmianie. Nadal golił się gładko i obcinał krótko włosy, ale ta obszarpana tyka grochowa z czasów „Wieczoru” stała się teraz odkrywcą bieguna północnego. Szedł bardzo szybko. Osiem kilometrów na godzinę, gdy warunki atmosferyczne na to pozwalały. Wówczas towarzyszyło mu nie więcej niż dwadzieścia osób. Dotrzymywali mu kroku przez mniej więcej sto metrów, a potem zostawali w tyle.
Zastępowali ich inni, oczekujący wzdłuż dobrze rozreklamowanej i przygotowanej trasy.