– Sama zadaję sobie to pytanie.
– Kto wpadł na pomysł z wędrowaniem po śniegu?
– Oczywiście, Joshua. Jestem twarda, Moshe, ale nawet ja nie zmusiłabym drugiego człowieka do takiej tortury! – powiedziała cierpko.
– Przepraszam, przepraszam! Nie posądzałem cię o to! On też podawał się bardziej rozsądny.
Roześmiała się niewesoło.
– Rozsądny? Moshe, on nawet nie zna tego słowa! No, może kiedyś, ale to było dawno temu. P. K.
– P. K.?
– Przed Książką.
Zadzwonił Harold Magnus, niecierpliwy i rozdrażniony.
– Prezydent chce się z nami spotkać dziś wieczorem – poinformował.
– Rozumiem – zastanowiła się i zdecydowała na pytanie: Niezadowolony?
– Boże, nie! Dlaczego?
– Jestem trochę oszołomiona – tyle tygodni w drodze, rozumie pan. Zwłaszcza że to nie ja gram główną rolę, a jedynie wtrącam się do wszystkiego.
– Wisconsin i Minnesota w styczniu? Nie dziwi mnie to. Może chcesz specjalne pozwolenie na ogrzewanie, żebyś trochę odtajała, Judith?
Pierwszy naprawdę troskliwy gest, z jakim kiedykolwiek spotkała się z jego strony! I pierwszy raz zwrócił się do niej po imieniu.
Wystarczające dowody, że prezydent jest zadowolony.
– Wierz mi lub nie, ale przyzwyczaiłam się do zimna – powiedziała i roześmiała się z sarkazmem. – Dziękuję ci za propozycję.
Może skorzystam w czerwcu – kolejny wybuch śmiechu, podobny do chrapliwego gdakania. – Tyle mi zajmie odmarzanie, żebym w ogóle poczuła ciepło.
– Spotkamy się u mnie o wpół do szóstej – rozkazał Harold Magnus.
Odłożyła słuchawkę i odwróciła się do Moshe Chosena.
– Wezwanie na audiencję do Białego Domu. O szóstej.
Dr Chasen opróżnił szklankę i wstał.
– Lepiej zejdę ci teraz z oczu. Zapewne chętnie wykąpiesz się i przebierzesz.
– Do jutra, Moshe. Wtedy porozmawiamy. Niech kierowca odwiezie cię do domu. Zanim wróci, będę gotowa.
– Naprawdę mogę skorzystać z samochodu, Judith?
– Oczywiście. No, uciekaj!
Tibor Reece uśmiechał się od ucha do ucha.
– Droga dr Carriol, Operacja Mesjasz z pewnością pomogła ludziom w tym kraju! Jestem zachwycony.
– Ja również, panie prezydencie.
– Kto mu poddał pomysł, żeby szedł piechotą? Wspaniały!
– Sam na to wpadł. Jestem bardzo oddana sprawie, ale w tamtych warunkach nie pomyślałabym nawet o czymś takim.
Harold Magnus wypuścił powietrze zaciskając wargi z wyraźnym parsknięciem. Drażniący nawyk, ale jedynie żona miała mu odwagę mu to wypomnieć, a on nigdy nie zwracał na nią uwagi, nie mówiąc już o przyznawaniu racji.
– Nie sądzi pani chyba, że dr Christian zaczyna wariować? zapytał.
Tibor Reece miał jedną wielką słabość – zawsze interpretował fakty i zdarzenia tak, jak mu było wygodniej.
– Nonsens! – powiedział z mocą, zanim dr Carriol się odezwała. – To najlepsze wyjście. Ja zrobiłbym to samo. – Włożył okulary i przeglądał leżące na biurku papiery. – Nie zatrzymuję was dłużej.
Chciałem tylko osobiście podziękować wam za Operację Mesjasz.
Sądzę, że nadzwyczajnie się sprawdziła, gratuluję.
Dzisiaj dr Carriol dysponowała samochodem z kierowcą, czekał na nią tuż za wozem sekretarza.
– Chcę spotkać się z panią w moim gabinecie – powiedział prezydent.
– Ja również, sir.
Oczywiście, Helena Taverner była na miejscu, gdy dr Carriol weszła do biura sekretarza Środowiska. Uśmiechnęła się do niej i spojrzała na zegarek.
– Nigdy nie bywa pani w domu?
Helena Taverner roześmiała się i oblała rumieńcem.
– Bo on pracuje w takich dziwnych godzinach, dr Carriol, w tym cały problem. A ja najlepiej znam się na wszystkim. Jeśli mnie nie ma, szef przewraca wszystko do góry nogami, szukając czegoś. Dlatego wstawiłam kanapę do mojego prywatnego pokoju wypoczynkowego.
Harold Magnus siedział za biurkiem i czekał.
– Świetnie. Proszę o zupełną szczerość, dr Carriol.
– Dobrze, panie sekretarzu.
– Nie cieszy pani ta sytuacja, prawda?
– Nie.
– Dlaczego? Czy są jakieś konkretne powody, oprócz tego wędrowania?
– Trudno powiedzieć. W końcu sama ochrzciłam tę operację imieniem Mesjasza, więc dlaczego mam się martwić, kiedy on naprawdę zachowuje się jak Mesjasz?
– Czy na tym polega problem?
Westchnęła, oparła się, uniosła głowę i zamyśliła. Harold Magnus obserwował ją z ukosa, wychwytując subtelne zmiany, jakie w niej zaszły. Nie przypominała już tak bardzo węża, nie drażniła tak wyglądem. Cokolwiek stało się gdzieś na drogach Ameryki, zrodziło w niej pewną kruchość.
– Jestem psychologiem, statystykiem i socjologiem z wykształcenia – powiedziała. – Ale nie psychiatrą. Jestem typowym ekspertem od przewidywania zachowania większych grup ludzkich. Nie sądzę, żebym miała w rządzie i poza rządem jakąkolwiek konkurencję. Ale mogę mylnie interpretować procesy myślowe dr. Christiana. Pewnie rozumie pan, dlaczego nie chcę, żeby jakiś psychiatra pomógł mi określić, co złego dzieje się z dr. Christianem.
– O tak! – powiedział z uczuciem.
– Ten człowiek traci siły. Konkretne dowody na to są prawie niezauważalne. Złudzenie wielkości? Ach… Jeśli nawet, to niezbyt oczywiste. Poczucie nieomylności? Ha…! Raczej nie. Utrata kontaktu z rzeczywistością? Hm… A jednak coś się zmieniło. Po przeżyciach w ostatnich miesiącach to logiczne. Może zachowuje się dziwacznie, ale ma bezbłędny instynkt, co odgrywa wielką rolę w jego postępowaniu. Starałam się poznać go bardzo dokładnie. I odkrywam złe wibracje.
Jej odpowiedź wywołała w nim panikę.
– O Boże, Judith, czy to znaczy, że zaraz wszyscy polecimy na mordę?
Znowu jej imię! No, no.
– Nie – powiedziała pewnym głosem. – Nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji. Ale sądzę, że powinniśmy – pan i ja – obmyślić jakieś plany awaryjne. Na wszelki wypadek. I musimy przygotować się do działania.
– Zgadzam się, z całego serca. Jakie sugestie? Czy przewidzi pani, dokąd on poleci, jeśli się załamie?
– Nie.
– A więc?
– Potrzebuję pół tuzina – właściwie nie wiem, jak ich nazwać.
W filmach to są „dragoni gwardii”. No więc, pół tuzina „dragonów”, stale pod ręką, by wykonywali moje wszystkie rozkazy.
– Cholera, chyba nie zabije go pani?
– Oczywiście, że nie! Tylko nie to! Stworzenie męczennika byłoby klęską. Nie, chcę tylko przenieść dr. Christiana do stosownej instytucji, co oznacza, że musi mi pan przydzielić wykwalifikowanych pielęgniarzy radzących sobie z gwałtowną przemocą i szaleństwem.
Nie mogą zawieść i nie powinni być wyznawcami dr. Christiana.
Ostatnia rzecz, jakiej nam potrzeba, to publiczne sceny. Dlatego przydzielcie mi inteligentnych pomocników, gotowych na każdy mój znak, by zgarnąć Joshuę, zanim ktokolwiek zorientuje się, co się stało, i zanim narobi hałasu.
– Do Chicago ci ludzie polecą razem z panią, ale potem powinni mieć własny helikopter i proszę jeszcze w Waszyngtonie poinstruować ich szczegółowo o wszystkim. Bez obawy! Znajdę odpowiednią obstawę.
– Dobrze!
– To w najbliższej przyszłości. A co z dalszą?
– Nie wiem. Mam absolutną pewność co do jednej rzeczy. On nie wytrzyma tej wędrówki. Trasa jest coraz dłuższa, zresztą dzięki naszemu dobremu prezydentowi. A przy okazji, ciekawe, co stałoby się z operacją Mesjasz, gdyby przegrał wybory? Byłam tak zajęta, że zapomniałam zagłosować! W każdym razie, Biały Dom wciąż dodaje nowe miasta do naszego rozkładu jazdy, a odkąd opuściliśmy Chicago, dr Christian sam przegląda i wybiera nowe miejsca spotkań.
– Cholera!
– I to całkiem bez umiaru. O ile do końca marca śnieżyce utrudnią nam podróż, dr Christian skończy swoją misję za rok.