Ofiarą ich depresji padły nie tylko stare, papierowe księgi, lecz nawet niejadalne tworzywa sztuczne. Notatnik – dzięki swej odporności – ocalał nie naruszony i przez to wyodrębnił się niejako spośród wszystkich mniej trwałych dokumentów.
Oprócz osobistych, banalnych czasem zapisów i refleksji autora notatek, zeszyt ów zawiera znaczną warstwę informacyjno-historyczną, którą chciałbym uczynić przedmiotem osobnego opracowania. Niezależnie od tego zainteresowała mnie ze wszech miar ciekawa postać samego autora notatek, którego – nie bez przewrotnej ironii – nazwałem Nieśmiertelnym.
W ogóle całe zagadnienie cylindra van Troffa wydaje się rewelacja na miarę epoki, nawet dla nas, filijczyków. Wprawdzie dziedzina nauki, zajmująca się sprawami teorii czasu, jest mi doskonale obca, jednak wedle opinii fachowców, której nie omieszkałem zasięgnąć, teoretycznie rzecz jest do pomyślenia.
Wszystko zresztą wskazuje na autentyczność danych zawartych w notatkach. Moje prace w dolnych warstwach Miasta potwierdziły wiele informacji przekazanych przez Nieśmiertelnego. Niedawno także doniesiono o odkryciach dokonanych na Księżycu i choć nie dysponuje szczegółowymi sprawozdaniami z tych badań, sądzę, że one także potwierdzą dobrą wiedze i prawdomówność autora notatek.
Zapis w "zielonym zeszycie" rozpoczyna się w momencie powrotu autora z wyprawy międzygwiezdnej. Na temat tej wyprawy niewiele wiadomo – być może prace prowadzone na Księżycu ujawnią obfitsze źródła, dotyczące jej przebiegu i losów innych jej uczestników. W notatniku znajdujemy zaledwie reminiscencje i fragmentaryczne wspomnienia autora. Komentując zapis, pominę świadomie okres pobytu autora w Osiedlu Luna I, albowiem obraz przedstawiony przez niego jest dostatecznie przejrzysty, a ja sam, wiedząc znacznie mniej, niczego tu dodać nie potrafię. Natomiast czas pobytu Nieśmiertelnego na Ziemi – jego obsesyjne poszukiwania śladów własnej przeszłości, szamotanie się z sobą samym, z własnymi uczuciami – nasuwa wiele wniosków. Autor notatek w pewnej chwili sam stwierdza, że dostępność przyszłości, jaką daje cylinder van Troffa, jest pokusą przekraczającą zdolność oporu normalnego człowieka. Tym bardziej człowieka pozbawionego jakichkolwiek perspektyw i złudzeń co do teraźniejszości. Notatki urywają się w zupełnie przypadkowej chwili – jakby ich autor zgubił lub porzucił notatnik… Może podjął nagłą decyzję, może przytrafiło mu się jakieś nieszczęście. Jeśli jednak nie zginął przypadkową, nagłą śmiercią – w co wątpię ze względu na jego astronautyczną przeszłość – to cóż mogło się z nim stać? W tym miejscu chciałbym sformułować pewne twierdzenie, którego dowód zamierzam przeprowadzić. Twierdzę mianowicie, że Nieśmiertelny istnieje.
Nie tylko "istniał", a "istnieje"! W każdej chwili czasu, od swych urodzin do dziś i dalej jeszcze. Gdzie należy go szukać? Oczywiście we wnętrzu cylindra van Troffa.
Jeśli zaś znajdziemy ów cylinder, a jego w nim nie będzie, oznacza to – z prawdopodobieństwem równym prawie pewności – że Nieśmiertelny żyje wśród nas, tutaj, na tej planecie. Wśród nas, filijczyków, których jest tutaj parę setek, spośród których wielu nie zna się nawzajem… Trzeciej możliwości nie ma! Naszych tysiąc sto lat – to wszak zaledwie półtorej godziny we wnętrzu cylindra! Czy dysponując takim środkiem technicznym, człowiek ów oparł się chęci poznania dalszych losów tej planety? Cóż miał do stracenia – gdy już nic nie łączyło go z przeszłością, do której nie miał powrotu, ani tym bardziej z obcą mu teraźniejszością? Jest rzeczą prawie pewną, że mając świadomość ograniczenia czasu życia biologicznego, nie zdecydował się na przeżycie go do końca w ginącym świecie, który zastał po powrocie z gwiazd. Ta sama przyczyna, dla której porzucił swą epokę ruszając do gwiazd, także w tej sytuacji kazała mu skorzystać z szansy dalszej podróży naprzód. Jestem przekonany, że wybrał ten szczególny rodzaj nieśmiertelności, który oznacza nieśmiertelność dla nas, obserwatorów – a dla niego jest tylko przeżywaniem kolejnych interwałów rzeczywistości, poprzedzielanych stuleciami trwania w cylindrze, które dla niego są minutami…
Wróciwszy na Ziemię Nieśmiertelny liczył sobie lat około czterdziestu. Teoretycznie przyjmując, że żyłby do lat siedemdziesięciu, mógłby przy użyciu cylindra przenieść się o prawie dwieście milionów lat naprzód (sądzę, że wobec takiego wyniku nikt nie zakwestionuje imienia, które mu nadałem, jest to wszak zupełnie niezwykłe przybliżenie… nieskończoności, w skali czasu trwania cywilizacji istot rozumnych na tej planecie). Rachunek taki jest jednakże dość bałamutny, jeśli weźmie się pod uwagę potrzeby fizjologiczne człowieka zamkniętego w cylindrze. Na jak długo starczyłoby mu zabranych do cylindra zapasów żywności i wody? Na tydzień, a może na miesiąc… Z innymi potrzebami można sobie poradzić, otwierając co pewien czas cylinder i wychodząc na spacer – aby przewietrzyć wnętrze. Oczywiście dopóki istnieje atmosfera nadająca się do oddychania. Ale licząc się z rychłym końcem automatycznych wytwórni żywności, można się spodziewać, że po miesiącu, który oznacza "na zewnątrz" ponad pół miliona lat, z zaopatrzeniem w żywność mogłoby być zupełnie źle. A więc nieśmiertelność taka jest złudna. Czego zatem spodziewał się Nieśmiertelny, decydując się na podróż w przyszłość? Wątpię, by liczył na mieszkańców Osiedli księżycowych. Nie wierzył w nich i, jak się okazało, słusznie…
Może więc liczył na nas? Miał do tego pewne podstawy. Ale przede wszystkim kierowała nim żądza poznania do końca dziejów cyklu cywilizacyjnego, którego był uczestnikiem.
Moja hipoteza zakłada, że Nieśmiertelny przebywa obecnie we wnętrzu cylindra. Od czasu gdy tam wszedł, upłynęło dla niego do dziś zaledwie półtorej godziny. Być może, co kilka minut opuszcza cylinder, by przekonać się, jak zmienia się sytuacja na Ziemi. Lecz dla nas, obserwatorów z zewnątrz, te jego spacery są chwilami, powtarzającymi się raz na kilkadziesiąt, być może, lat. A zatem prawdopodobieństwo spotkania jest jak dotąd niewielkie. To raczej my wcześniej odnajdziemy cylinder, niż on zawita do nas…
Zasięgnąłem w tej sprawie opinii profesora Offi i uzyskałem jego zgodę na wszczęcie poszukiwań cylindra. Przedsięwzięcie to będzie trudne i pracochłonne. Wskazówki zawarte w notatniku są niezmiernie ogólnikowe, lecz mam nadzieję, że wkrótce na poparcie moich wywodów będę mógł przedstawić żywy dowód w postaci Nieśmiertelnego. Jego relacje będą dla nas, archeologów, dokumentem wielokroć cenniejszym od wszystkiego, co wyczytać można z murów tego miasta.
Jednakże gdy już zdecydowałem się wszcząć poszukiwania, ozwały się we mnie pewne wątpliwości. Czy Nieśmiertelny życzy sobie spotkania z nami? Czy nie obawia się, że zdekonspirowanie jego kryjówki pozbawi go możliwości decydowania o własnym losie? Wyobrażam sobie fizyków rzucających się na cylinder van Troffa w celu zbadania zasady jego działania…
Poza tym wydaje mi się teraz, że oprócz zaspokojenia ciekawości jeszcze inny cel kierował Nieśmiertelnym. Cel ten – nie wprost, lecz w możliwej do rozszyfrowania formie, zawarł w dwóch co najmniej ustępach swego notatnika. Czy naprawdę liczy na realizację tego celu? O to, mam nadzieję, sam go będę mógł zapytać…
POSŁOWIE
Na tym kończy się, a raczej urywa komentarz Akka Numiego, zamieszczony na ostatnich stronach rękopisu, który przypadkiem pozostał w mojej kwaterze. Mimo usilnych poszukiwań nie odnalazłem niczego więcej – ani u mnie, ani wśród jego osobistych rzeczy.
Muszę przyznać, że początkowo nie doceniłem wagi tego dokumentu. Jednakże po dokładnym przeczytaniu zaintrygowała mnie nie dokończona myśl Akka, wyrażona na końcu rękopisu. Co mogło być tym celem Nieśmiertelnego? Nie dawało mi to spokoju. Wydało mi się, że owo enigmatyczne stwierdzenie wiąże się jakoś ze zniknięciem Akka. Czy to tak zwana intuicja, czy też moja podświadomość, zawierająca całość niezbędnych informacji, rozwiązała zagadkę, nim zrobiłem to w warstwie świadomości?
Teraz, przystępując do ostatecznego podsumowania, wiem już właściwie wszystko do końca; lecz nim podzielę się z kimkolwiek moimi wnioskami, chcę opisać wszystko dokładnie. Tak się bowiem złożyło, że jestem jedyną osobą świadomą tego, co przydarzyło się mojemu przyjacielowi Akkowi.
Analizując wielokrotnie, zdanie po zdaniu, tekst "Notatnika Nieśmiertelnego" – dostępny mi w wolnym przekładzie Akka – odnalazłem wreszcie to, co miał na myśli mój przyjaciel. Myśl o owym "celu" zasugerował Nieśmiertelnemu profesor Vergil van Troff. Opisując zasadę działania grawitacyjnej komory, pozwalającej na podróżowanie w przyszłość, wspomniał także o tym, że – gdyby miał dość czasu – pokusiłby się o jej modyfikację. Chodziło o antygrawitację i… odwrotny efekt czasowy. Chodziło o podróż w czasie – ale wstecz!