- Pamiętam o tym, ojcze, i wierzę, że mężny Terteus ma słuszność twierdząc, że nikt nie będzie żył dłużej ni krócej, niż mu naznaczono.
Uśmiechnęli się obaj ku sobie. Perilawos pochylił się i ucałował szczupłą dłoń ojca.
Później wstał i odchyliwszy zasłonę namiotu wyszedł.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
A spośród nich Skamonios wiedział najwięcej
Wielka żółta pszczoła przeleciała brzęcząc gniewnie tuż obok głowy króla, siadła na jednym z purpurowych kwiatów i zniknęła w głębi jego korony. Jedynie ruch płatków dawał poznać, że znajduje się w środku.
Minos w milczeniu wpatrywał się w kwiat, a gdy pszczoła wynurzyła się ponownie i odleciała, zwrócił spojrzenie ku siedzącemu na niskim zydlu kapłanowi, za którym stał kupiec egipski Re-Se-Net.
Znajdowali się w gaju oliwnym, rosnącym tuż u stóp pałacu, a wysokie ocienione błękitnym rozpiętym na czterech złocistych żerdziach baldachimem krzesło króla stało w równo skoszonej gęstej trawie. W pewnym oddaleniu dwaj dostojnicy dworscy czekali na skinienie władcy, rozmawiając szeptem, z głowami lekko pochylonymi ku sobie. Było bardzo cicho i ciepło.
- Gdy powrócisz do swej szczęśliwej krainy - rzekł król uśmiechając się uprzejmie - powiedz swemu boskiemu panu, przyjacielowi memu, władcy Egiptu, że serce moje pełne jest wielkiej przyjaźni dla niego.
Nadal uśmiechając się urwał i czekał, aż Re-Se-Net przełoży kapłanowi jego słowa. Gdy kupiec skończył mówić, Het-Ka-Sebek powstał i skłonił się nisko.
- A ponieważ przyjaźń, której owocem nie są czyny, jest jedynie uprzejmą obojętnością, więc uczynię to, czego pragnie mój przyjaciel syn Bogów, władca Egiptu, a co przekazał mi twymi ustami. Jeśli młodzieniec ów, który znalazł się na dworze mego brata i odpłynął wraz z nim, jest świętokradcą, który znieważył jednego z bogów Egiptu, słusznie będzie, aby został wam zwrócony dla ukarania. Czy śmierć ma być karą?
- Tak, potężny władco.
- Cóż - Minos uśmiechnął się niemal niedostrzegalnie - brat mój wyruszył na wielce niebezpieczną wyprawę, tak niebezpieczną, że odradzałem mu ją długo z obawy o jego życie. Lękam się, że nigdy nie ujrzą go już moje oczy. Lecz nie mogłem użyć mej woli królewskiej, by go powstrzymać, gdyż zapragnął, aby udziałem jego stał się czyn wielki i bohaterski, godny krwi płynącej w jego żyłach. Z bólem i troską myślę jednak o jego losie, jego i całej załogi, wśród której znajduje się także mój ukochany bratanek Perilawos. Przekaż panu twemu wieść, jak znalazłeś mnie pogrążonego w wielkim smutku. Gdyż przeczuwałem, że runą odłamane dwie piękne gałęzie rodu Minosa i zejdą do krainy wiekuistych mroków, skąd nie ma powrotu. A jeśli tak się stanie, niewątpliwie ów młodzieniec świętokradca pójdzie tam za nimi, gdyż, choć niczego bardziej bym nie pragnął, nie wierzę, aby przekroczywszy krańce świata, ktokolwiek z nich mógł powrócić.
Zamilkł. Re-Se-Net przyciszonym głosem wykładał jego słowa kapłanowi, który odparł coś żywo.
- Panie i królu, najczcigodniejszy Het-Ka-Sebek mówi, że jest pragnieniem świętego kolegium kapłanów Boga, a także życzeniem pana mego, Syna Słońca, Władcy Górnego i Dolnego Egiptu, aby młodzieniec ów stanął żywy przed obliczem Boga, jeśli będzie to zgodne także i z twą wolą.
- Żywy?
Minos uśmiechnął się lekko, później odwrócił głowę i skinął na stojących z dala dostojników, którzy zbliżyli się pospiesznie i zatrzymali na kilka kroków przed nim z nisko pochylonymi głowami.
- Powiedz mi, Skamoniosie, gdyż twoją powinnością było znać czyny i myśli ludzi otaczających mego brata, boskiego Widwojosa, co wiesz o młodzieńcu, którego czcigodni Egipcjanie tu obecni opisali jako mającego niezwykle jasne włosy, a który odpłynął wraz z nim na pokładzie Angelosa?
- Panie mój i władco, twój boski brat przywiózł go tu po swej ostatniej wyprawie morskiej, wraz z drugim barbarzyńcą. Obaj zostali pojmani, gdy zatopiono ich rozbójniczy okręt. Nie zostali oni straceni, gdyż traf chciał, że uratowali życie jego syna i książę raczył obdarować ich wolnością.! wielkim zaufaniem. Tak wielkim, że zapewne ów starszy barbarzyńca poprowadzi okręt ku...
- Nie pytam cię o to, co uczyni ten czy ów barbarzyńca. Mów, czy masz jakie inne wieści o owym młodzieńcu?
- Tak, panie mój - odparł pospiesznie dostojnik. - Jest on synem rybaka trojańskiego, tak o sobie powiada. Gdy wypłynął na połów samotnie, burza porwała go i wyłowiony przez przypływający okręt fenicki dostał się do Egiptu, skąd zbiegł, gdy rozbójnicy morscy napadli na jedną z nadbrzeżnych wiosek, w której był uwięziony. Przedtem, jak powiadał, przeżył wiele przygód, był żywcem pogrzebany w grobowcu i zabił jakiegoś potwora, czczonego tam jako...
Minos odprawił go ruchem ręki.
- A więc pochodzi on z Troi - rzekł niemal wesoło i uśmiechnął się ponownie. Później zwrócił się ku obu Egipcjanom: - Ponieważ, jak rzekłem, serce moje pełne jest miłości dla pana Egiptu, którego w myślach pełnych serdeczności nazywam bratem mym czcigodnym, poślę dziś jeszcze okręt do Aten z tajnym pismem skierowanym do króla tego miasta, aby oddał dowódcy okrętu owego chłopca, żywego. Czy będziesz tu czekał na jego powrót, szlachetny kapłanie, czy też pragniesz udać się do Aten, aby wypełnić swe zadanie?
- Jeśli obdarzasz mnie tak wielką łaską swoją, królu, zezwól mi, błagam, abym mógł udać się tam za nim i
w powrotnej podróży strzec więźnia wraz ze sługami obecnego tu Re-Se-Neta, który mi ich użyczy.
Minos skinął głową na znak, że zezwala mu na to i dodał po pewnym namyśle:
- Pragnę, abyś nikomu nie zdradził celu twej podróży, a jedynie czekał w ukryciu, póki król Aten nie wykona mego rozkazu. Nie pragnę, aby mój bogom podobny brat książę Widwojos sądził, że pragnę choćby w najmniejszej mierze utrudnić mu wyprawę, pozbawiając go jednego z członków załogi. Król Aten ma rzecz tę tak przeprowadzić, aby zniknięcie owego chłopca przypisane było przyczynie, z którą nie mógłbym mieć nic wspólnego. Okręt, którym odpłyniesz, zawiezie ode mnie pismo skierowane do księcia Widwojosa, mego brata, które odda mu kapitan. Odczyta z niego, jak bardzo go miłuję i jak pragnę ułatwić mu wszelkie jego poczynania, póki nie opuści rozległych granic mego morskiego królestwa - urwał na chwilę - a opuści je dopiero wówczas, gdy z Jolkos skieruje się ku Troi. Gdybyś dla jakichkolwiek przyczyn nie mógł przeprowadzić swego zamiaru w Atenach napotkawszy przeciwny wiatr lub nawałnicę, która nie zezwoli ci przybić na czas do przystani, lub też z woli bogów, którzy często działają wbrew naszym pragnieniom, słowem, gdybyś przybył do Aten już po odpłynięciu mego boskiego brata do Jolkos, nakaż, aby okręt skierował się wprost do Troi. Jest to znacznie dłuższa podróż, lecz władca owego miasta przyjmie cię uprzejmie. Uprzedzę go o możliwości twego przybycia. Wie on już o tym, że boski Widwojos zawita tam w drodze na północ i zapewne zechce przyjąć go okazale. A że Troja jest wielce nam przyjazna i król jej pojmuje, że cały handel jego miasta zależy od naszej dobrej woli i zgody, gdyż na nasze skinienie ani jeden z jego okrętów nie przemknąłby się z towarami na południe, tak jak żaden inny okręt bez naszej zgody nie mógłby zawitać z południa do Troi, więc uczyni wszystko, o co go zechcę prosić. Ów chłopiec jest zapewne jego poddanym, synem prostego rybaka. Bądź więc dobrej myśli, szlachetny kapłanie. Powrócisz do ojczystej krainy dobrze wypełniwszy swe zadanie. A zechciejcie obaj, ty, i ty, czcigodny Re-Se-Necie który jesteś naszym gościem, zapewnić Pana Waszego a brata mego, władcę Egiptu, o serdeczności mej i przywiązaniu, które oby były wystawione na większe próby niźli ta drobnostka.