Выбрать главу

    - Czy nie rzekłem ci dziś tego?! -Terteus spojrzał na Białowłosego, który słuchał w milczeniu z policzkami zarumienionymi winem i tym, co usłyszał.

    - Rzekłeś to samo, co twój czcigodny stryj, Terteusie! Inaon pokiwał głową. Blask nagle zgasł w jego szarych starych oczach.

    - Przybyłem tu - rzekł - pełen nadziei. Lecz pewien zaufany człowiek w mieście oznajmił mi, że Erechteus, który rządzi dziś tą krainą, nie jest już owym dawnym Erechteusem, z którym przemierzyłem trzy morza aż po dymiącą świętą górę Sycylii! Stary jest, chory i pragnie jednego tylko, aby boski Minos raczył przyjąć łaskawie daninę doroczną, którą składa w pokorze, gdy okręty pana zawijają do przystani dla załadowania czekających pithosów z winem, worów ziarna, niezliczonych dzbanów oliwy, a z nimi wybranych dziewcząt i chłopców ateńskich, aby odtąd byli niewolnikami w kreteńskich winnicach, sługami sług pana i często, jak powiadają, krwawymi ofiarami składanymi w Knossos i pomniejszych miastach wyspy w dniu święta Byka! Jakże więc przemówić mam do jego serca, skoro ono także zostało rzucone jako danina owemu rogatemu kreteńskiemu bydlęciu?

    - Ów młody książę, syn jego. nie wyglądał mi na człowieka, który pragnie służyć Minosowi - mruknął Terteus. - Rzekł to, co musiał rzec, lecz bez uniżoności. Także i lud w tym mieście nie wznosił przyjaznych okrzyków na widok kreteńskiego księcia i jego załogi.

    - Mniemasz więc, że można by z nim mówić? - Inaon zastanowił się, nalał powtórnie po pół kubka wina, uważnie dolał wody i poruszywszy koliście naczyniem, aby płyny przemieszały się, wypił. - Być może masz słuszność. Nie od siebie jedynie przybywam z poselstwem. Jest nas więcej, niźli można by przypuszczać, gdy widzi się, jak pokornie wszystkie otaczające krainy znoszą panowanie owych zniewieściałych czcicieli Byka. Żałuję wielce, że odpływasz na tę wyprawę, z której zapewne nigdy nie powrócisz, gdyż lepiej byłoby, abyś padł w walce z prawdziwym wrogiem niźli wojując z potworami północy. Lecz skoro przysiągłeś wielką przysięgą, nie godzi ci się cofnąć. Rzeknę ojcu twemu, że widziałem cię zdrowego. Mówią, że komu usypano za życia kopiec grobowy, ten będzie żył dłużej niźli wszyscy, których poznał. Oby tak było, mój bratanku. Tak, zapewne masz słuszność. Popróbuję jutro dotrzeć do młodego Tezeusza.

    Powstali wszyscy trzej. Wkrótce potem Terteus i Białowłosy spali na legowisku ze skór rzuconych na dno okrętu. Nad równiną ateńską rozciągnęła się ciepła, cicha, gwieździsta noc. Na wysokim słupie na skraju przystani płonęło podsycane nieustannie krwawe oko strażniczego ognia, wskazującego drogę zagubionym i spóźnionym okrętom.

    Lecz ani następnego ranka, ani też dzień później stary król rozbójniczej wysepki, Inaon, nie zdołał dotrzeć do młodego Tezeusza, gdyż był on zbyt zajęty goszczeniem boskiego brata króla Krety, aby znaleźć czas dla marnego kupca z Troidzeny, za jakiego podał się Inaon, by ukryć swe prawdziwe rzemiosło, którego ujawnienie musiałoby zakończyć się jego pewną śmiercią w każdej krainie pozostającej pod panowaniem Minosa.

    Tegoż dnia straże graniczne przywiodły z obszaru rozległych wzgórz, otaczających z dala miasto, kilku złodziei bydła, schwytanych w zasadzkę. Byli to ludzie dzicy, jasnowłosi i milczący. Wiedząc, jaki los ich czeka, milczeli i stali dumnie, gdy miody książę stanął przed nimi, aby się im przyjrzeć.

    Nie rozkazał ich ściąć mieczem jeszcze tegoż dnia przed zachodem słońca, aby ich głowy zatknąć na granicy państwa, jak to było w zwyczaju, gdyż radosnych uroczystości połączonych z pobytem w Atenach bogom podobnego Widwojosa nie należało łączyć z przelewem krwi, jako że dusze owych rabusiów bydła mogły wałęsać się jeszcze przy ziemi, podążyć za wyprawą i przyczynić jej szkód. Tak więc rozkazał ich rzucić do głębokiego lochu, wykutego w skale pod domem królewskim, aby tam czekali swego losu.

    Terteus, który szybko zaprzyjaźnił się z młodym księciem ateńskim, gdyż byli podobni sobie, zarówno usposobieniem jak i z postaci, i obaj pragnęli wielkiego losu i bohaterskich czynów, a nie długiego i gnuśnego żywota l pośród okupionych trwogą i uległością dostatków, szepnął mu podczas trzeciego dnia swego przebywania w Atenach, że pewien znajomy mu kupiec, który przybył tu przypadkiem wraz z nimi, lecz na innym okręcie, pragnie zamienić z nim słów kilka i, być może, dobrze byłoby, gdyby przyszły król Aten ujrzał go i odbył z nim rozmowę, przy której nie będzie zbyt wielu świadków.

    Tak więc, gdy trzeciego dnia boski Widwojos wraz z synem udał się po uczcie do królewskiej sypialni, z której na czas ich odwiedzin kazał wynieść się wraz z łożem chory Erechteus, Inaon wspiął się krętą skalistą drogą na wzgórze Akropolis ateńskiej i minąwszy bramę, został zaprowadzony przed oblicze młodego księcia, który w wielkim megaronie siedział jeszcze za stołem wraz z Terteusem i towarzyszącym mu jak cień Białowłosym, rozmawiając o krainie północnej, do której zmierzała wyprawa, mająca jutro odpłynąć. Pora nie była późna i ostatnie promienie słońca jeszcze oświecały szczyty dalekich gór. Boski Widwojos odszedł wcześniej, gdyż obawiał się, że syn jego znów może popaść w chorobę morza, jeśli fala będzie wysoka. Pragnął więc, aby wyszedł na pokład wypoczęty, a nie chciał wysyłać go samego wcześnie do łoża jak małe dziecię, gdyż zraniłby tym jego dumę.

    W tejże chwili, gdy Inaon wkraczał do megaronu królewskiego na wzgórzu ateńskim, do odległej przystani miasta wpłynął cicho smukły pięćdziesięciowiosłowiec kreteński, który nie wiózł towarów, lecz dowodzony przez młodego oficera wysokiego rodu niewielki oddział wojska oraz kilku ludzi odzianych w szaty noszone przez poddanych faraona dalekiego Egiptu. Najznaczniejszym pośród nich wydawał się młody smagły człowiek zwany Su-Ti-Mesem, sługa zaufany kupca Re-Se-Neta. On to miał wypełnić zadanie, którego wykonać nie mógł kapłan Het-Ka-Sebek, gdyż zachorzał tego samego wieczora, gdy miał wstąpić na pokład, i leżał teraz ogarnięty gorączką w domu kupca Re-Se-Neta, który czuwał nad jego słabością, czyniąc wszystko, by jej zaradzić.