Выбрать главу

    Widwojos rozkazał mu, aby podziękował jego boskiemu bratu za troskę i modły, które, pochodząc z ust tak potężnych, niewątpliwie zostaną wysłuchane przez Tych, Którzy Wszystko Słyszą. Odczytał pismo w drżącym blasku pochodni, lecz zawierało ono jedynie to, co rzekł mu oficer. Odprawił więc go uprzejmym skinieniem i wysłuchawszy kwiecistego pożegnania, rozpoczął ponownie swą samotną przechadzkę.

    Tezeusz odprawiwszy Kreteńczyka do bram Akropolis, gdzie czekali jego żołnierze, wraz z którymi powrócił do przystani, gdzie znajdowały się rozległe i dobrze zaopatrzone domostwa przeznaczone na nocleg dla załóg okrętów Minosa, zawrócił i wszedł do megaronu. Widząc jego zasępioną twarz Terteus zapytał, czy ów dostojnik z Krety przyniósł mu złe wieści.

    Młody książę zbył go kilkoma uprzejmymi słowami. Znać było, że nie chce już mówić. Powstali więc wszyscy, gotując się do odejścia. Terteus rzekł, że odprowadzi stryja do przystani, tam gdzie zamieszkiwał w jednej z gospod wraz ze swą załogą, i zwróciwszy się do Białowłosego dodał:

    - Udaj się na spoczynek, gdyż jutro o świcie czeka nas wiele pracy przed odpłynięciem.

    Tezeusz odprowadził ich do bramy domu królewskiego. Później on i Białowłosy, który zajmował izdebkę nie opodal Terteusa na tyłach domu, gdzie spał książę Widwojos wraz z synem, zawrócili.

    - 1 cóż, chłopcze, czy nie lękasz się wyruszać, na tak daleką wyprawę? –zapytał uprzejmie młody książę ateński.

    - Nie, panie! - Białowłosy stanowczo potrząsnął głową. - Rok już mija od chwili, gdy burza porwała mnie, samotnie łowiącego ryby nie opodal rodzinnych trojańskich brzegów, i od dnia owego przemierzyłem świat cały, od piasków Egiptu po Kretę - zająknął się i umilkł.

    Tezeusz, który słyszał już o jego losach od Terteusa, położył mu rękę na ramieniu.

    - Ów, którego pragną uratować bogowie, nie zginie, choćby tysiąc włóczni godziło w jego odkrytą pierś... Tak mówią tu, w mojej ojczyźnie.

    - A Terteus powiada, że los człowieka wypisany jest, gdy się on rodzi. I nie umrze, aż los ów się nie dokona, co zapewne na jedno wychodzi - odparł Białowłosy. - A choć nigdy bym w to nie uwierzył, panie, płynę oto do Troi i zapewne ujrzę ojca mego i matkę, co sprawi im wielką radość, gdyż nie mają oni innych dzieci, prócz mnie. Wiozę im także piękne dary - dodał. - Dał mi je Perilawos, gdyż uratowałem go z fal morza.

    Zamilkł.

    Tezeusz spoglądał nań w mroku smutnymi nieruchomymi oczyma.

    - Młody jesteś, a życie twoje płynie jak opowieść śpiewana przy uczcie, pełna rzeczy dziwnych i straszliwych. Czy chciałbyś pójść ze mną, jeśli sen ci oczu nie klei, i opowiedzieć jeszcze o owych dziejach, które cię spotkały? - I nie czekając jego odpowiedzi, dodał: - Muszę odejść na krótko w sprawie związanej z owym dumnym Kreteńczykiem, niechaj bogowie przetną nić jego żywota! I powrócę niebawem. Zaczekaj na mnie w megaronie!

    Pchnął lekko Białowłosego ku otwartym na oścież drzwiom wielkiej sali królewskiego domu i odszedł w mrok.

    Szedł szybko, kierując się ku kuchniom królewskim. Przeciął dziedziniec i zatrzymał się w progu rozległego niskiego budynku wciągając w nozdrze woń pieczonego barana.

    - Czy jest tu pośród was stary Pominios? Pomiędzy kilku postaciami krążącymi wokół wielkiego ogniska, nad którym obracały się rożny, przesunęła się ku drzwiom jedna, niska i lekko przygarbiona.

    - Czy wołałeś mnie, książę?

    - Tak, Pominiosie.

    Ujął go za ramię i skierował się wraz ze starym człowiekiem na dziedziniec, gdzie przystanęli. Przyciszonym głosem wypowiedział niewiele stów. Stary człowiek przytaknął w milczeniu i odszedł starając się iść tak szybko, jak na to pozwoliły jego sędziwe nogi. Tezeusz powrócił do megaronu. Szedł nie spiesząc się.

    Białowłosy powstał z ławy na jego widok.

    - Przejdźmy do izby, w której sypiam - rzekł książę - gdyż tu niebawem wejdą słudzy, aby usunąć to, co

pozostało z uczty... - Wskazał walające się na stole ogryzione kości zwierzęce, okruchy placków i plamy rozlanego wina.

    Gdy usiedli na posłaniu ze skór, Tezeusz uśmiechnął się.

    - Niechaj cię nie dziwi, że chcę usłyszeć twą opowieść, choć późno już i noc zapadła. Jutro odpłyniesz i, być może, nie ujrzę cię więcej, gdyż niezbadane są wyroki bogów. A, jak rzekłem, lubię słuchać opowieści o czynach walecznych i niewiarygodnych przygodach.

    Zaklaskał w dłonie. Ukazał się stary człowiek i skłonił w milczeniu.

    - Przynieś, Pominiosie, dzban najlepszego wina i dwa puchary!

    Stary człowiek skłonił się i zniknął.

    - Nim on powróci - rzekł Tezeusz uśmiechając się zagadkowym uśmiechem - chcę ci rzec, mój młody przyjacielu, że często człowiek musi czynić to, czego czynić nie pragnie i przed czym wzdraga się jego dusza. Gdyż szlachetny ulega przemocy na równi z nikczemnymi. Różni ich jedno tylko: szlachetny pragnie obronić się przed przemocą, gdy nikczemnik znajduje radość w uleganiu jej. Lecz, jak rzekłeś, człowiek nie rządzi ani swym losem, ani swymi uczynkami, a wszystko jest w ręku bogów. Niechaj więc spojrzą oni przychylnie na nas obu, na ciebie i na mnie.

    Wszedł stary człowiek i podał im puchary dwuuszne, po czym nalał do. obu pełną miarkę.

    - Jest ono już zmieszane, książę - rzekł cichym ochrypłym głosem. Tezeusz skinął głową.

    - Za pomyślność waszej wyprawy. Obyś ujrzał krainę bursztynu, białowłosy przyjacielu, i powrócił z niej żywy!

    Uniósł puchar ku wargom, a Białowłosy nie pragnąc urazić go, choć wypił już dziś dwie pełne czarki podczas uczty i nie miał ochoty pić więcej, także uniósł obu rękami swój puchar, przechylił go ku ustom i wypił.

    Ujrzał, jak Tezeusz odstawia na kamienną podłogę swój puchar i zwraca ku niemu oczy. poważne i niespokojne.