Wiosła pracowały równo, spokojnie, od dziobu niósł się miarowy zaśpiew młodego Orneusa, który podawał ramionom wioślarzy chwilę wspólnego wysiłku i tę, gdy wynurzone wiosła winny cofnąć się nad wodę. Zdawało się, że świat naokół, owe zielone wyspy, daleki ląd i błękitna, roziskrzona słońcem woda zatoki, zawieszone są w ogromnej ciepłej ciszy. Nad Attyką wiosna trwała w pełnym rozkwicie.
- Wciąż rozmyślam o nim - usłyszał za sobą cichy głos księcia i równocześnie pomyślał o tym, że nigdy nie słyszał dotychczas, aby brat królewski krzyknął lub roześmiał się głośno. Odwrócił się.
- I jak boski książę, nieustannie mam go przed oczyma. A nie mogę pojąć, co go spotkać mogło. Miał słuszność ów ateński syn królewski, gdy mnie skarcił za me odezwanie. Nie należał Białowłosy do tych, którzy nikczemnie umykają przed swym losem i wyrzekają się najwyższych przysiąg. Był szczery i prosty, taki, jakim mąż być winien, choć trudno jeszcze zwać go dojrzałym mężem.
- Tym większa jest moja troska o niego. Gdyż musiało go spotkać coś, co nie zezwoliło mu pojawić się na pokładzie.
Zamilkli obaj i przez chwilę spoglądali na morze.
- Jeśli nie zginął - rzekł Widwojos - cóż mogło go powstrzymać?
- Któż go mógł zabić, panie? I kiedy? Komuż potrzebna była jego śmierć?
- Gdybym to wiedział - Widwojos odwrócił wzrok - być może wiedziałbym także, kto mnie zabije i komu potrzebny jest mój zgon. Przypadek ów ukazuje mi, jak marne są me nadzieje. Brat mój uczynił rzecz tę jedynie dlatego, aby ukazać, jak potężne i długie jest jego ramię, i doprowadzić mnie do rozpaczy, która sama uśmierca ludzi. Młodzieniec ów znajdował się pośród nas, na przyjaznym dworze, i pozostał sam na krótko, gdy ja i cała załoga znajdowaliśmy się wewnątrz owych królewskich zabudowań. A mimo to znikł i nikt z nas nie wie, jak to się stało ani gdzie się znajduje.
Terteus skinął głową. Poczuł nagły dreszcz, który przeszedł mu po grzbiecie, mimo że słońce grzało mocno.
Człowiek mógł walczyć z każdym wrogiem, mógł umknąć walcząc lub używając podstępu, lecz jak walczyć z nieznanym i jak umknąć temu, który zabija nie objawiając się.
- Są tu dary, które wiózł dla matki i ojca - rzekł młody pirat, aby przerwać milczenie. - Oddamy je im, aby spełnić jego wolę. Jeśli dusza jego jest jeszcze gdzieś blisko i nie zeszła dotychczas do Krainy Cieni, uraduje się tym pewnie.
- Terteusie!... Terteusie!...
Głos był głuchy i dochodził jak gdyby z innego świata. _ cóż to było?... - wyszeptał Terteus zbielałymi wargami. - Czyżby usłyszał?
Książę cofnął się o krok i oparł o pithos.
- Myślałem dotąd - rzekł cicho - że nic takiego nie istnieje, że ludzie odchodzą tak jak przybyli z wiekuistej ciemności w wiekuistą ciemność i nie pozostaje śladu po nich. A oto sam usłyszałem jego głos z dala... Czy nie było to złudzenie? Wołał cię, czy tak?
Nie mogąc wymówić słowa, młody pirat skinął głową.
- Terteusie!...
Widwojos odskoczył od pithosu i odwrócił się gwałtownie.
- Głos ów dobiegał jak gdyby stamtąd... – rzekł wskazując drżącą dłonią.
Zbliżyli się obaj i zaciskając zęby Terteus przeciął mieczem sznur przytrzymujący pokrywę ogromnego naczynia. Zdjął ją.
A wówczas z wnętrza wysunęła się dłoń ludzka i chwyciła za krawędź.
- To człowiek! -wykrzyknął Terteus. Pochylił się nad pithosem i cofnął, lecz po chwili powrócił i wsunąwszy obie ręce do naczynia, uniósł z głębi smukłe ciało i złożył je na deskach pokładu.
Białowłosy przetarł oczy i rozejrzał się, mrużąc je. Później pojąwszy, że znajduje się wśród swoich, spróbował powstać i zaraz opadł na łokcie.
- Podał mi puchar wina... -rzekł szczękając zębami. - I wpadłem w mrok... A przebudziłem się teraz...
Przymknął oczy i znowu je otworzył. Odruchowo sięgnął szyi, dotknął wiszącego tam noża i opuścił ręce.
- Usłyszałem głos twój - próbował uśmiechnąć się do Terteusa - i począłem wołać, choć zdawało mi się, że nadal śnię. Czy usłyszałeś mnie?
- Usłyszałem!
Terteus pokręcił głową i nagle parsknął wesołym, młodym śmiechem. Bogom podobny Widwojos także uśmiechnął się, lecz czoło jego przecięła głęboka zmarszczka.
- Żyjesz?! - Perilawos przybiegł i rzucił się na kolana obok leżącego. - Gdzież się ukrywałeś?!
Terteus rozejrzał się, okręt zwalniał, wszystkie wiosła uniosły się i nie opadły, gdyż wioślarze siedząc na ławach patrzyli ze zdumieniem na rozgrywające się przed ich oczyma widowisko. Podający zaśpiew Orneus także zamilkł nagle.
- Hej tam! Czy pragniecie dokonać żywota na wodach tej zatoki?! - krzyknął Terteus. - Czemu nie wiosłujecie? Czyżby zdumiało was, że zamiast mąki w pithosie załadowaliśmy tego oto lenia, który ukrył się tam, aby nie męczyć się wraz z wami przy wiośle?!
Odpowiedział mu jedynie śmiech. Spod masztu zabrzmiały powolne słowa zaśpiewu. Wiosła opadły i zanurzyły się w wodę.
Angelos drgnął i począł przyspieszać.
Późnym popołudniem, gdy minęli ogromną, stromo spadającą ku morzu skałę suniońskiego przylądka, bogom podobny Widwojos wezwał ich do swego małego namiotu rozpiętego pod masztem.
- Jakże chcecie tłumaczyć to zdarzenie? - zapytał. - Jeśli Białowłosy twierdzi, że ów młody książę ateński zadał mu czegoś omamiającego zmysły w pucharze wina, czemu później oddał go nam, ukrytego w pithosie? Byłże by to żart?