- Nie urodziłem się tu, lecz w Troi...
Władca Tenedos wskazał gościowi kamienną ławę wspartą o ścianę przylegającego do stromej skały rozległego domu. Usiadł pierwszy, a najczcigodniejszy Skamonios zajął miejsce w pewnej odległości od niego, gdyż, jak każe obyczaj, ów, który nie jest królem, niechaj nie siada w obecności króla bliżej niż na odległość wyciągniętego ramienia.
- Jest u nas w zwyczaju - dodał król - że gdy władca Tenedos umrze nie pozostawiając syna, zostaje nim młodszy syn króla Troi, a to samo dotyczy i Troi, gdyż oboma królestwami rządzi od stuleci jeden ród. Mimo to państwa nasze - jego rozległe, a moje maleńkie - są, jak to dostrzegłeś, niezależne, choć złączone jak dwie ręce jednego ciała. Ojcowie nasi wiedzieli, że nigdy król Troi i król Tenedos nie będą wrogami. Tenedos byłoby niezdobytą twierdzą nawet bez owych murów, które wznieśliśmy, a przystań nasza jest zapewne najlepszą i najłatwiejszą do obrony przystanią w świecie. Może ona pomieścić bardzo wiele okrętów, lecz ów, który pragnąłby ją zdobyć, musiałby przyprowadzić nie tylko mrowie okrętów, lecz i potężne wojska, jakich nigdy dotąd nie przeprawiono morzem. Dla tej przyczyny wierzymy, że nigdy stopa nieprzyjaciela nie dotknie tej wyspy... - Uderzył lekko stopą, obutą w zwykły skórzany sandał, o kamienną podłogę tarasu. -Gdyż wystarczy jedno moje skinienie, a droga pnąca się tu pod górę zniknie pod nawałnicą spadających skał i wróg musiałby mieć skrzydła, aby do mnie dotrzeć. Dla tej przyczyny nie rozmyślam o nieprzyjaciołach. Nie lękam się zresztą nikogo, gdyż flotą moja jest potężna. Lecz nie mógłbym jej wybudować i utrzymywać w gotowości bez pomocy Troi, a Troja, która leży odkryta między morzami i narażona jest na natarcie zewsząd, wie, że pod osłoną floty Tenedos może rozwijać się spokojnie. Moje maleńkie królestwo jest tarczą dla całej rozległej krainy na lądzie stałym, nad którą panuje brat mój. Zresztą wiesz o tym dobrze, będąc dostojnikiem kreteńskim i człowiekiem zaufanym swego władcy. Czyż wasi potężni królowie nigdy nie pragnęli zatknąć podwójnego topora przed przesmykiem wiodącym ku północnemu morzu? Czyż nie musicie korzystać z naszego pośrednictwa w zakupie zbóż rozmaitych, które tam uprawiają? Sprzedajemy je wam taniej, niż czyni to Egipt, choć i z Egiptu je bierzecie. My kupujemy je od ludów mieszkających za przesmykiem. A bursztyn, który dociera do was przez nasze ręce? Przecież nie my go zbieramy i nie wiemy nawet, jaki lud go znajduje. Kupujemy go od plemion mieszkających wokół morza za przesmykiem, on zaś od innych ludów, które żyją dalej jeszcze na północ. Słusznie zamierzał brat królewski Widwojos odbyć wyprawę dla zbadania ojczyzny bursztynów. Wiedział też, że przepuścilibyśmy jego okręt, gdyż jest księciem Krety. Szczerze mówiąc nie wierzę, aby powrócił on kiedykolwiek z owej wyprawy, gdyby zapuścił się w którąś z rzek wpadających z północy do owego morza. Żyją tam ludy niezwykle dzikie i wrogie przybyszom. Inaczej i my pragnęlibyśmy tam dotrzeć, choć wolimy handel, jaki prowadzimy z osadami nadbrzeżnymi owych krain. Lecz wiemy, że okręty nasze, które zapuściły się zbyt daleko, nie powróciły nigdy. Szczerze mówiąc: nigdy nie dotarliśmy w głąb lądu na północy. Zresztą świat tam zimą przemienia się w białą umarłą pustynię, gdzie zginie każdy, kto nie zna jej tajemnic i nie narodził się tam. Lecz znam Kreteńczyków i wiem, że mimo to pragnęlibyście mieć w ręku ów rygiel, oddzielający oba morza, jakim jest Troja. Jeśli nie próbowaliście go uchwycić, to nie dlatego, że brak wam ludzi lub okrętów, lecz dlatego, że zawsze umiecie rozpoznać, kto z bliższych lub dalszych sąsiadów jest słabszy niźli wy, może stać się waszą ofiarą i zostać przemieniony w sługę! - Roześmiał się pogodnie.
- Szlachetny władco tej wyspy! - Skamonios uniósł obie dłonie w geście zaprzeczenia. Na jego obliczu widniał równie miły i pogodny uśmiech. - Boski Minos, jak wiesz, uważa ciebie i najszlachetniejszego brata twego za swych przyjaciół. On także jest waszym przyjacielem! Czyż inaczej wysłałby mnie tu z zadaniem tak wielkim i otoczonym tak gęstą tajemnicą?
- Słusznie rozumuje pan twój, władca Krety, sądząc, że jesteśmy jego przyjaciółmi! My także wiemy aż zbyt dobrze, że nic dobrego nie przyszłoby nam z tego, gdybyśmy nimi nie byli. Gdyby zechciał, odciąłby drogę na południe naszym okrętom, a na północ okrętom fenickim i tych ludów, którymi władacie. Wówczas handel nasz zacząłby ponosić ogromne straty, a Troja, strzegąca przesmyku między morzami, upadłaby wreszcie lub musiała szukać zysku i chwały w walkach z ubogimi ludami koczowniczymi lub silnymi na lądzie sąsiadami, którzy mogliby do boju wyprowadzić wojska liczniejsze niż nasze. Nie, los nasz związany jest z morzem i dla tej właśnie przyczyny brat mój i ja uczynimy wszystko, by zadowolić twego potężnego króla. Gdyż wielce będzie on nam wdzięczny za tak straszliwą przysługę i milczenie. A na morzach tego świata wdzięczność Minosa i jego przychylność znaczą tyleż lub więcej niż przychylność Posejdona.
- Dzięki ci, królu, za tak piękne słowa. Przekażę je memu panu, gdy czas nadejdzie.
- Uczyń to. Lecz zna on nasze myśli bez twej pomocy. Albowiem nie ma większej przyjaźni niźli ta, której źródłem jest wspólna korzyść z niej płynąca!
Roześmiał się ponownie, wstał i zrobiwszy kilka kroków odwrócił się, by spojrzeć ku wznoszącemu się nad skalnym pałacem ostremu wierzchołkowi góry. Później zawrócił i usiadł.
- Pragniemy królowi twemu wyświadczyć tę przysługę, a brat mój obmyślił pewien piękny podstęp, który posłuży do jej wypełnienia. Podstęp tak piękny, że choć pan twój pragnął, aby okręt Widwojosa także zaginął, wierzymy, że może załodze zezwolić na powrót do Knossos, gdyż wieści, które ludzie ci przywiozą, będą w wielkiej zgodzie z zamysłem Minosa. Lecz, jak dotąd, ów dzielny brat królewski nie nadpływa ku nam z południa na swym wielkim okręcie! A patrząc na ciebie, czcigodny Skamoniosie, obawiam się, że twoja przywykła do dworskich obyczajów dusza i przywykłe do dworskich wygód ciało cierpią od pięciu dni, odkąd tu się ukryłeś, aby Widwojos po przybyciu do Troi nie spotkał ciebie lub kogoś z twej załogi. Surowe życie w moim kamiennym zawieszonym nad przepaścią zamku musi wydawać ci się nędzne i prostackie po wspaniałościach Knossos. W Troi byłoby ci weselej, lecz miałeś słuszność przypuszczając, że byłaby to nieostrożność, a prócz tego gdzieżby miał cię ukryć mój brat wraz z twym okrętem i całą jego załogą?