- Żyjesz... - rzekł ojciec cicho. - Żyjesz... -1 objął go tuląc ku sobie jak małe dziecko, lecz tak silnie, że łódź zachwiała się i omal nie wpadli obaj do wody. - Synu mój... - Odsunął go od siebie. - Żyjesz...
Białowłosy dotknął jego ręki i wyprostował się.
- Żyję, ojcze... - rzekł cicho. - I powróciłem na tym okręcie... - Nie wiedział, co jeszcze może rzec. Myśli pomieszały się, a serce biło mu tak, że zaledwie mógł oddychać. Mokra skóra pancerza lepiła się do ciała.
- Hej! - usłyszał za sobą okrzyk.
Odwrócił głowę. Zapomniał na chwilę o okręcie, a oto Angeles cofał się, lekko popychany uderzeniami wioseł i niemal otarł o nich po chwili.
- Odnalazłem ojca, panie! - zawołał Białowłosy ku stojącemu na dziobie Widwojosowi.
Widząc wspaniały strój księcia, ojciec jego uniósł dłoń i przyłożył ją do czoła pochyliwszy głowę.
- Bądź pozdrowiony, wielki panie, kimkolwiek jesteś - rzekł donośnie, lecz głosem, który drżał nieco, choć walczył jak mógł, aby nie okazywać wzruszenia. - Bądź pozdrowiony, albowiem miałem jedynego syna tylko i opłakałem go, a tyś mi go zwrócił! Oby Wielka Matka czuwała równie szczęśliwie nad tobą i twymi synami!
- Dzielnego masz syna, rybaku! -zawołał wesoło boski Widwojos. - Niechaj sam ci opowie o swych przygodach, a ja jedynie pragnę, aby zabrał dary, które wiózł dla ciebie i swej matki, a których zapomniał opuszczając nas bez pożegnania! - roześmiał się.
Białowłosy nic nie odrzekł, lecz spuścił głowę. Podpłynęli i podano im wszystkie wspaniałe przedmioty, którym podobnych nigdy nie widział ich ukryty wśród głazów kamienny dom.
A gdy Terteus, pochyliwszy się nad burtą, spuszczał mu z wolna piękną kreteńską sieć, Białowłosy szepnął:
- To dla ciebie, ojcze...
Oddali mu jeszcze miecz, hełm i włócznię o lśniącym ostrzu z brązu. Złożył je ostrożnie na dnie łodzi, na którym leżało kilka ułowionych już ryb.
- Czekamy cię w Troi na dworze królewskim! -zawołał Perilawos. - Przybądź, gdy ojciec i matka nacieszą się tobą, a ty nimi!
- Przybędę, nim trzy dni przeminą! - zawołał i wraz z ojcem pochylili głowy, przykładając raz jeszcze zwinięte w pięść dłonie do czoła, gdy padł okrzyk na pokładzie i wiosła zanurzyły się w wodę.
Angelos zmierzał teraz ku pełnemu morzu, by wyminąć trzy niskie wystające ponad wodą wysepki leżące na drodze do Troi.
Podniósł się ogromny żagiel i wydął półkoliście, chwyciwszy wiatr nadbiegający z południa.
Stojąc w kołyszącej się łodzi patrzyli za nim przez chwilę, później zwrócili oczy ku sobie. Milczeli.
- Nie będę już dziś łowił... - rzekł ojciec zacinając się i zamilkł pojmując, że słowa owe brzmią niedorzecznie w takiej chwili. Siadł na tyle łodzi i sterując wiosłem pozwolił, aby wiatr zaczął spychać ich ku brzegowi.
Białowłosy patrzył na zbliżające się znajome głazy.
- Matka... - rzekł wreszcie cicho - czy zdrowa jest?
- Zdrowa... - Ojciec znów zamilkł i nagle uśmiechnął się. - Było to dla niej, jakby jej życie zatonęło wraz z twoim owego dnia. Milczy... A nocami płacze... Wierzyłem, że to minie... lecz płacze niemal co noc... -1 nagle dodał wesołym głosem: - Nie będzie tej nocy płakała!
Łódź uderzyła o kamyki wybrzeża. Wyskoczyli i wyciągnęli ją na brzeg. Białowłosy rozwiązał biały płócienny węzełek i wyjął z niego naszyjnik ze złotych listków, przetykany bryłkami bursztynu.
- To dla niej... - powiedział.
- Idź! - rzekł ojciec. - Sam tu uczynię, co trzeba. Odwrócił głowę i patrzył za wysokim młodzieńcem, który tak niedawno był niemal dzieckiem. Ów wspaniały wojownik w hełmie z czerwoną kitą, w pancerzu i z mieczem brązowym u boku, był to syn jego... syn, który oto piął się szybko biegnącą pośród skał kamienną ścieżką.
Białowłosy biegł niemal, przeskakując z kamienia na kamień, lecz zatrzymał się jak wryty przed skórą przesłaniającą wejście.
Z głębi domu dochodził miarowy szum żaren. Nie śpiewała.
Przymknął oczy. Później otworzył je i oparłszy włócznię o ścianę domu, ściskając w ręce naszyjnik, wszedł.
Odwróciła się, gdyż cień jego przesłonił wejście. Stał nie poruszając się.
Wypuściła rękojeść żaren i widząc cień wysokiego wojownika w hełmie podeszła o krok i zatrzymała . się.
- Matko... - rzekł Białowłosy i zamilkł. Gardło zacisnęło się i żaden dźwięk nie chciał już przejść przez nie.
Cofnęła się o krok i uniosła dłonie do szyi.
- Jestem, matko... - rzekł wreszcie cicho. Nie poruszyła się. Nagle powiedziała wyraźnie:
- Podejdź i podtrzymaj mnie. Nie chcę, aby radość mnie zabiła, nim cię dotknę.
Zbliżył się i objął ją ramieniem. Jakże to było możliwe, że była niższa niźli przed rokiem? Położyła głowę na jego piersi. Czuł, że serce jej bije jak szalone. Dygotała cała.
Wreszcie wyszeptała:
- Synu mój...
Objęła go ramieniem i zaczęła płakać.
TOM III
Kraina umarłych liści
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Popłyniesz do brata mego, króla Tenedos
Gdy po dwóch dniach Białowłosy wyruszył do Troi, napotkał w ulicy kramów i winiarni, rozciągającej się nad potokiem przed murami miasta, pierwszych żeglarzy z Angelosa.
Przechadzali się, zaczepiając wesoło dziewczęta, oglądając towary rozłożone na deskach wprost na ziemi, a wysokie pióropusze na ich hełmach zwracały uwagę mieszkańców grodu, gdyż wszyscy zapewne wiedzieli już, na jak niezwykłą wyprawę udaje się okręt kreteńskiego księcia.