Выбрать главу

    - Jeśli wyruszyli wkrótce po wschodzie w pełnym poranku, dognamy ich na przełęczy lub wówczas, gdy rozpoczną drogę ku dolinom prowadzącym na ową równinę, gdzie pasą się stada królewskie. Z wolna minęli bramę i znaleźli się na kamiennym trakcie.

    Człowiek zatrzymał się u wejścia wielkiego megaronu i zgiął w pokłonie tak niskim, że jego długie kędzierzawe włosy musnęły niemal gładkie kamienie posadzki.

    - Jestem, królu mój.

    Władca Troi rzucił ku niemu krótkie spojrzenie i uniósł rękę na znak, by czekał i milczał. Człowiek nadal trwał zgięty w ukłonie, jak gdyby oczekując nowego ruchu władcy, który zezwoliłby mu się wyprostować. Król był człowiekiem tłustym i nie młodym już, lecz ruchy jego były szybkie. Przechadzał się tam i na powrót po rozległej sali, zdając się zapominać o obecności tego, którego wezwał. Idąc pocierał dłonią szyję, co było u niego oznaką gniewu lub niepokoju. Lecz w owej chwili najwyraźniej nie był gniewny, gdyż zatrzymał się nagle i rzekł cicho:

    - Zbliż się!

    Człowiek zbliżył się i zgiął w ponownym ukłonie. Był nieco starszy niż król i długie włosy jego były już przyprószone siwizną.

    - Wyszedłszy stąd weźmiesz konia i pognasz do przystani, gdzie wstąpisz na okręt - rzekł król nie podnosząc głosu i rozpocząwszy ponownie okrężną wędrówkę pod ścianami megaronu - i popłyniesz do brata mego, króla Tenedos. Rzekniesz mu, że książę Widwojos udał się rankiem w góry dla obejrzenia koni z mych stad, które pasą się na północy. Rzekniesz mu także, że bratu króla Krety towarzyszy syn jego, brat mej małżonki i trzech moich zbrojnych dworzan. I rzekniesz mu prócz tego, że załoga okrętu kreteńskiego pozostała w mieście... - Urwał na chwilę, przeszedł jeszcze kilka kroków i zawrócił, zatrzymując się przed stojącym. - A nikomu nie zwierzysz tych słów, jedynie bratu memu, królowi Tenedos, gdy znajdzie się z tobą oko w oko bez świadka. Gdy. to uczynisz, masz powrócić do mnie i rzec mi, co rzekł usłyszawszy twe słowa brat mój, choć, jak mniemam, nie rzeknie ci on niczego. Jakkolwiek uczyni, winieneś powrócić tu niezwłocznie, aby mi zdać sprawę z twego poselstwa. Odejdź!

    Człowiek pochylił się jeszcze niżej, wyprostował i zniknął bez słowa.

    Król stał przez chwilę, pocierając szyję otwartą dłonią, później z wolna ruszył ku drzwiom megaronu, minął siedzącą na ławie straż pałacową, która zerwała się na jego widok z chrzęstem pancerzy i mieczy uderzających o płyty posadzki, i wyszedł na pokryty gontowym dachem ganek.

    Na dziedzińcu dostrzegł dwóch wojowników kreteńskich, których rozpoznał po czerwonych kitach kołyszących się na wysokich hełmach wygiętych u szczytu jak pęd paproci. Nadchodzili od strony stajen królewskich, prowadząc za uzdę konie, później wskoczyli na nie i odjechali niespiesznie ku bramie pałacowej.

    Stojąc w cieniu ganku, odprowadził ich wzrokiem, uśmiechając się lekko. Sam poprosił księcia Widwojosa, aby ludzie jego zechcieli korzystać z koni królewskich, gdyż droga z miasta do przystani była długa i nużąca.

   Dumne pióropusze o barwie świeżo przelanej krwi zniknęły w bramie. Król uśmiechnął się ponownie.

Choć przysługa, jaką miał wyświadczyć władcy Krety, była wielka i zapewne będzie mógł po jej wypełnieniu żądać dla swych okrętów i towarów większych ułatwień w handlu na morzach pod władzą Krety, niźli to miało miejsce dotąd, jednak nienawidził tego ludu. Nie on jeden, by rzec prawdę. Od stuleci pomniejsi władcy morscy drżeli, by gniew lub łakome oko panów tej wyspy o tysiącu okrętów nie zwróciło się przeciwko nim. Albowiem Kreta tkwiła jak czujna, nienasycona ośmiornica pośrodku świata, wyciągająca swe ruchliwe macki wszędzie tam, gdzie przeczuwała zdobycz i łatwe zwycięstwo. Ci, którzy nie wpadli jeszcze w owe macki, winni być nie mniej czujni niźli ona. Więc choć gotów był postąpić zgodnie z życzeniem Minosa, jednak sprawa ta wywołała niepokój w jego sercu. Jeśli Kreteńczycy zaczną rozmyślać o przesmyku, nad którym leżała Troja, wówczas...

    Wzruszył ramionami i z wolna zawrócił do swego królewskiego pałacu. Idąc rozmyślał nadal. Ostatnie wieści z Krety upewniały o jednym: położenie nowego władcy nie mogło być tak mocne, aby pragnął rozpocząć jakąkolwiek nową wojnę. Ów spór rodzinny i sposób, w jaki Minos pragnął go rozstrzygnąć, wskazywały na walkę stronnictw wewnątrz królestwa na wyspie bądź tez na zagrożenie samej osoby władcy. Król Troi wiedział, że Minos jest człowiekiem bezdzietnym. Można więc było przypuszczać, że sprawy wewnętrzne zajmą mu więcej czasu w okresie nadchodzącego panowania niż obmyślanie nowych wypraw. Lecz któż mógł to przewidzieć z pewnością?

    Wszedł do megaronu i nagle zatrzymał się. A jeśli nie było żadnej przyczyny do niepokoju i przedwczesnej trwogi? Jeśli Kreta po prostu traciła siły jak sędziwy drapieżnik z wolna tracący zęby i pazury? Widomym' znakiem tego mogła być zuchwałość rozbójników morskich, która rosła w ciągu ostatnich lat... A nie dochodziły do Troi żadne wieści o wielkich przedsięwziętych przeciw nim wyprawach. Lecz mogło być też inaczej. Jak przyczajony drapieżnik Kreta mogła gotować się do dalekiego skoku, którego celem była Troja odległa, lecz strzegąca drogi do nieprzeliczonych skarbów dalekiej północy?

    Zmarszczył brwi i potarł szyję otwartą dłonią. Ponownie ogarnął go niepokój. Postanowił, że w najbliższym czasie winien spotkać się z bratem i rozważyć wraz z nim pewną myśl, która nasunęła mu się w tej chwili. Przygryzł wargi. Kreteńczycy byli uprzejmi i podstępni. A jeśli Minos posłużył się nim dla zgładzenia brata i zatopienia jego okrętu wraz z całą załogą, a później wykorzysta to, aby go oskarżyć o skrytą napaść na święty ród władców Krety? To zdjęłoby z Minosa wszelkie podejrzenia i gniew własnego ludu, a on, król Troi, nie mógłby przecież wyznać, że choć księcia Widwojosa zabito na jego rozkaz, lecz dokonał owego czynu w przymierzu z królem Krety i na jego życzenie! Nikt by temu nie uwierzył i nikogo wezwać nie mógłby, aby świadczył o prawdzie jego słów, gdyż prośbę władcy Krety przekazał mu dostojnik kreteński, znajdujący się teraz na Tenedos, a uczynił to, gdy byli sami w komnacie.