Выбрать главу

    Począł przechadzać się po pustym megaronie, tam i na powrót, tam i na powrót, pełen nienawiści, z czołem pofałdowanym troską. Przeklęci Kreteńczycy!

    Wreszcie zatrzymał się pośrodku sali i pokiwał głową, jak gdyby przytwierdzając tym ruchem postanowieniu, które powziął. Skoro Widwojos musi zginąć, niechaj zginie wraz ze swym synem. Lecz okręt jego winien powrócić na Kretę niosąc wieść o nieszczęściu, jakie spotkało ród Minosa. Wszyscy ci żeglarze niechaj zobaczą ciało swego księcia i jego syna. Niechaj dowiedzą się i stwierdzą własnymi oczyma, że zginęli oni bez woli i wiedzy Trojan. Jeśli tak się stanie, wszyscy będą żywym świadectwem niewinności jego, króla Troi. Tak, okręt Widwojosa musi powrócić na Kretę!

    Podszedł do małego gongu zwisającego na wysokim trójnogu i uderzył. Natychmiast w drzwiach pojawił się niewolnik.

    - Niechaj przybędzie tu Paramas! - rzekł król i człowiek zniknął.

    Po chwili pojawił się wysoki starzec w białej szacie i skłonił przed władcą.

    - Wezwałeś mnie, panie?

    - Tak, gdyż jesteś jedynym, który może stanąć u mego boku, aby wspomóc mnie, nie pojmuję bowiem, jak mam rozstrzygnąć zwycięsko wojnę toczącą się w mojej piersi.

    I opowiedział staremu człowiekowi o swych wątpliwościach.

    - Jeśli zezwolisz, abym rzekł słowo, władco mój... - rzekł starzec. - Mniemam, że rozumowanie twe jest roztropne i pełne mądrego przewidywania na wypadek, gdyby władca Krety ukrywał przed tobą przyczyny swego kroku. Gdybyś odmówił Minosowi, naraziłbyś gród swój, handel trojański i okręty na nienawiść Krety; gdybyś natomiast spełnił życzenie jego w całości, naraziłbyś się na niebezpieczeństwo ze strony owego władcy, który może ci zapłacić nikczemnością za twą usługę, wykorzystując ją jako przyczynę do wszczęcia wojny z tobą, a wojna taka, gdyby zwyciężył, mogłaby przynieść mu panowanie nad przesmykiem łączącym znany świat z morzem północnym. Lecz jeśli spełnisz główną część jego prośby, a zachowasz przy życiu wielu ludzi, którzy powrócą na Kretę i będą świadczyli, że w śmierci Widwojosa nie było twej winy, a jedynie gniew bogów lub ich niezbadane wyroki zesłały ją, wówczas Minos nie będzie mógł wołać, że pragnie pomścić na tobie śmierć brata, której sam tak bardzo pragnął i którą wywołał. Tak więc, panie mój, choć książę i jego syn zginą, niechaj okręt ów wyruszy w podróż powrotną. A jeśli Minos przez poufnego posła, oczekującego na Tenedos, wyrazi ci swój gniew dowiedziawszy się, że zezwoliłeś okrętowi Widwojosa powrócić, odpowiesz, że wymknęli się pod osłoną nocy zasadzce okrętów twego brata.

    - Rankiem wydałem rozkazy, aby okręty nasze czuwały na morzu, na wypadek, gdyby Kreteńczycy chcieli odpłynąć na wieść o śmierci swego wodza. Mają one nie spuszczać ich okrętu z oczu, póki nie dotrze do Tenedos, gdzie brat mój ma w pogotowiu siły morskie, które mają zatopić go na pełnym morzu z dala od brzegów, aby żadna wieść o tym nie dotarła do innych ludów. A gdyby nawet trafem poznał ktoś prawdę o przebiegu wypadków, brat mój rzec może, iż okręty jego wzięły Kreteńczyków nocą za rozbójników morskich, nie wiedząc, że wypłynęli oni z Troi na powrót ku południowi, gdyż wszyscy dokoła wiedzieli przecież, że wyprawa księcia Widwojosa dąży na północ. Tego pragnął ode mnie Minos.

    - Dobrze więc będzie, panie mój, jeśli wydasz rozkaz, aby nikt nie trapił owych kreteńskich żeglarzy i dano im swobodnie oddalić się od Troi, w którąkolwiek zechcą udać się stronę.

    - Wysłałem człowieka do brata mego z wieścią, że Widwojos wyruszył już na spotkanie swego losu... - rzekł król niepewnie, nadal pocierając szyję. - Znajduje się u niego ów dostojnik kreteński, który czeka na rozstrzygnięcie spraw, aby donieść swemu panu o śmierci jego brata i bratanka.

    - Niechże więc odpływa, skoro nikt już nie ujrzy Widwojosa przy życiu. Minos z pewnością oczekuje niecierpliwie wieści o przebiegu wydarzeń, a ów dostojnik musiałby wiele dni jeszcze pozostać na Tenedos, czekając na zatopienie okrętu i załogi, gdyż muszą oni pozostać tu dłużej na czas uroczystości pogrzebowych. A jak mniemam, godnie opłaczemy wielkiego księcia Krety i wyprawimy igrzyska na cześć jego i jego zmarłego syna. .. -rzekł starzec bez uśmiechu.

    - Będą to wspaniałe igrzyska! - odparł żywo król. - Takie, jakich nie widział jeszcze ten gród. Albowiem człowiek, którego będziemy opłakiwali, był jednym z najpotężniejszych książąt świata i zginął na mojej ziemi, będąc gościem moim.

    Ruszył przed siebie, lecz zatrzymał się natychmiast pośrodku megaronu.

    - Aby rzecz doprowadzić do końca, pragnę, abyś nie zwlekając udał się do mego brata. Niechaj rozkaże wszystkim swym okrętom, gdziekolwiek by się znajdowały, aby pozostawiły owych Kreteńczyków w spokoju i nie zbliżały się ku nim. Rzeknij mu, że wyjaśnię tę rzecz, gdy zawiadomię go o śmierci Widwojosa i poproszę go, aby przybył tu na uroczystości żałobne.

    - Czy mam niezwłocznie udać się tam, panie mój?

    - Tak. Nie wiem, czy odpłynął już okręt, którym posłałem mu inną wieść, przed niedawnym czasem. Jeśli pospieszysz się, zdążysz być może znaleźć się na przystani, nim odpłynie. Gdyby go już nie było, weź drugi okręt. Nie zaznam spokoju, póki nie dowiem się, że okręty mego brata powiadomiono, aby przepuściły Kreteńczyków. Zresztą on sam odetchnie, jak wiem to dobrze, gdyż jemu także nie uśmiecha się zatopienie kreteńskiego okrętu, choćby działo się to na żądanie króla Krety. Bo cóż stanie się, gdy król ów zaprzeczy temu i zechce uderzyć na nas, niosąc nam zemstę za swój własny występek, w którym byliśmy jedynie jego posłusznymi narzędziami?