- Pojmuję cię, panie mój. I powtórzę bratu twemu wszystko, jak mi nakazujesz.
- Uczyń to! A teraz każ zaprzęgnąć do rydwanu i niechaj woźnica odwiezie cię do przystani.
Starzec skłonił się nisko i wyszedł.
Król uniósł rękę ku szyi, lecz opuścił ją. Odetchnął ciężko jak człowiek, który pozbył się wielkiego frasunku, choć brwi miał nadal zmarszczone. Wiedział, że dzień jutrzejszy przyniesie wiele okropnych wydarzeń, a on, król Troi, będzie musiał w ciągu całego dnia tego udawać, że przerażająca wieść, którą otrzyma, jest dla niego równie niespodziana jak dla mieszkańców grodu i osieroconej załogi książęcego okrętu. Albowiem jedynie brat jego małżonki i trzech najbardziej zaufanych wojowników drużyny królewskiej wiedziało, że boski Widwojos nie może powrócić z owej przejażdżki, którą rozpoczął dla ujrzenia stadniny trojańskich koni. I jedynie oni czterej, prócz króla i jego brata, władcy Tenedos, wiedzieli, jaką straszliwą śmiercią zginąć ma kreteński książę i jego syn.
ROZDZIAŁ DRUGI
Lew was rozszarpał płowy!
Brat małżonki króla Troi był człowiekiem uprzejmym i wytwornym, jak gdyby nie narodził się w dalekim barbarzyńskim grodzie na północy, lecz w samym Knossos. Odwiedzał zresztą kilkakrotnie Kretę w dniach swej wczesnej młodości, gdy żeglował tam jako dowódca jednego z licznych okrętów, które przewoziły na wyspę ziarno z północy. Od chwili, gdy wyruszyli wczesnym rankiem, zabawiał swych gości rozmową, ukazując im różne miejsca wybrzeża i drogę, która pięła się szerokim łukiem i zakosami w górę, by zniknąć w dalekich, owianych siną mgiełką poranną lasach, porastających zbocza rozległego pasma gór o łagodnych wierzchołkach.
Miasto z wolna oddalało się i choć nie poganiali swych koni, wkrótce znaleźli się w dzikiej okolicy, poza granicą otaczających Troję uprawnych pól.
Perilawos, który rozglądał się ciekawie, wysforował się nieco i celnym strzałem z łuku zabił zająca, który próbował umknąć, kryjąc się wśród głazów.
- Piękny strzał, książę! - zawołał brat królewskiej małżonki i skinął na jednego z ludzi, który zbliżył się do zabitego zwierzęcia, wyrwał strzałę i podał ją nadjeżdżającemu młodzieńcowi. Związawszy nogi zająca postronkiem, zarzucił go na szyję wierzchowca.
- Upieczemy go na popasie! - Brat królewskiej małżonki wskazał dłonią na dwa skórzane wory, które wiózł drugi z ludzi. - Mamy, by rzec prawdę, jadła i napoju dość, lecz świeże mięso lepsze jest niźli placki, miód i sery owcze... - Ruchem ręki ukazał dalekie miejsce pomiędzy dwoma wierzchołkami wzgórz. - Czy widzisz, boski Widwojosie? Las rozstępuje się tam, ukazując białe skały, stąd nazwanie Biała Przełęcz dla owego miejsca. Gdy dotrzemy tam, a stanie się to zapewne wkrótce po południu, będziemy odtąd posuwali się w dół. Dostrzeżesz zresztą stamtąd, panie, rozległe równiny, gdzie pasą się nasze stada, którym równych nie zna świat, jak sam się o tym przekonasz, gdy ujrzysz je z bliska.
- Cieszy mnie to! - rzekł Widwojos szczerze. - Gdyż miłuję piękne konie... - Uśmiechnął się lekko. - Czasem nawet gotów jestem mniemać, że miłuję konie bardziej niźli ludzi, choć może ci się to wydawać głupstwem, niegodnym moich warg i twoich uszu.
- Cóż, każdy z ludzi uczy się z własnego doświadczenia... - odparł brat królewskiej małżonki z wahaniem. - Jeśli tak sądzisz, boski Widwojosie, rzec można, iż ludzie uczynili ci wiele złego lub próbowali uczynić, podczas gdy konie... - Rozłożył ręce. -To pewne, że koń jest wiernym towarzyszem człowieka i nie kieruje się zdradą ni podstępem.
Zbocze stawało się coraz bardziej strome i zwierzęta szły wolno, wybierając zręcznie nogami drogę pośród kamieni. Było coraz cieplej. Widwojos uniósł dłoń i otarł jej grzbietem pot z czoła. Brat małżonki królewskiej dostrzegł to. - Wkrótce dotrzemy do widomej przed nami krawędzi lasów i znajdziemy tam miły chłód, który towarzyszyć nam będzie aż do przełęczy, gdzie, jeśli będzie taka twoja i twego boskiego syna wola, damy wypocząć strudzonym koniom i spożyjemy posiłek.
- Zdajemy się na ciebie we wszystkim, panie... -
Widwojos zmarszczył brwi, gdyż Perilawos wysforował się zbyt daleko ku przodowi. - Jakie rodzaje grubego zwierza zamieszkują owe lasy?
- Są tu niedźwiedzie, pantery leśne, które żyją na drzewach, i lew, lecz on rzadko zapuszcza się w gęstwinę. - Brat królewskiej małżonki obejrzał się na swych wojowników, którzy jechali nieco za nimi. - Żaden z owych drapieżników nie śmie uderzyć na ludzi, gdy jadą w większej liczbie, lecz bywało, że niedźwiedź zechciał wyskoczyć z lasu i obaliwszy jeźdźca wraz z koniem, pożreć obydwu lub poranić śmiertelnie. Jeśli więc zezwolisz. najdostojniejszy książę, pragnąłbym, jako ów, któremu powierzono pieczę nad waszymi boskimi osobami, prosić cię, abyś rozkazał synowi twemu, by trzymał się bliżej nas wszystkich, gdyż ja nie śmiem sam nalegać na to, zważywszy, iż jest wnukiem króla Krety.
Widwojos z ulgą skinął głową i okrzykiem przywołał
Perilawosa, który wstrzymał konia i zaczekał, aż zrównają się z nim.
Czas upływał. Wspinali się coraz wyżej i wreszcie znaleźli się wśród gęstego, odwiecznego boru, porastającego brzegi płytkiego wąwozu, gdzie ślady kopyt końskich wskazywały szlak.
Wąwóz skończył się polaną, z której przez chwilę podziwiali rozległy widok morza i pofalowanej linii wybrzeża. W dole, niewidoczne już niemal, leżało miasto na niewielkim wzgórku, otoczone białymi murami. Ruszyli dalej. Perilawos wypytywał brata małżonki królewskiej o sprawy krainy, która ich gościła, a ów odpowiadał uprzejmie, cierpliwie, z nieodstępnym uśmiechem.