Выбрать главу

    - Panie! - Terteus pochylił głowę. - Nie ma ludzi tak mądrych, aby nie popełnili błędu, gdyż los każdego z

nas jest w ręku bogów, którzy czynią z nim, co zechcą, i... jak widzisz... mogą jednym skinieniem uwolnić człowieka nawet z pazurów lwa... - Uśmiechnął się niemal niedostrzegalnie. - Jedyne, co ma tu wagę, to wasz zachowany od śmierci żywot, lecz teraz z kolei trzeba nam postanowić, jak zakończyć tę sprawę, gdyż łatwiej zapewne było zabić tych czterech, nie spodziewających się naszego natarcia, niż wymknąć się królowi Troi, gdy się o tym dowie. A będzie on teraz musiał, czy pragnie tego, czy nie, dążyć do zamordowania ciebie. Zresztą ani ty, boski książę, ani syn twój nie możecie powrócić już do Troi...

    - To prawda... - rzekł Widwojos i zasępił się. Perilawos stanął przy nim, a później zbliżył do Białowłosego.

    - Wiedziałem... -rzekł cicho, drżącym jeszcze głosem.

    - Ujrzałem cię wpadającego do szałasu... A nim się to stało, usłyszałem świst... Wówczas otworzyłem oczy... I dostrzegłem owego człowieka ze strzałą w gardle... Zatrzepotał rękami jak ptak. I padł od razu... - Położył mu rękę na ramieniu. - Bratem moim odtąd będziesz, choć urodziłem się księciem... Więcej niż bratem, gdyż stryj mój i ojciec są braćmi i... Stryj mój jest wielkim nikczemnikiem... choć jest królem... Obym i ja mógł kiedyś pospieszyć na ratunek tobie, jak ty uczyniłeś wówczas, gdy tonąłem, i dziś, gdy gorszy jeszcze los mi gotowano...

    Białowłosy spuścił oczy i zaczerwienił się.

    - Wyjdźmy po oręż twój i twego boskiego ojca. Mniemam, że porzucili go przed szałasem, a nie należy, abyście choćby przez chwilę byli bezbronni, gdyż bogowie jedynie wiedzą, co może nastąpić.

    Wyszli. Widwojos i Terteus pozostali w szałasie rozglądając się.

    - Sam nie wiem, co czynić, boski książę... - Terteus potrząsnął głową. - Choć ocaliłeś swój żywot, popadliśmy w wielką matnię. Okręt nasz stoi w trojańskiej przystani, a my jesteśmy tu, w górach. W dodatku zabiliśmy krewnego królewskiego, który na rozkaz swego władcy chciał wam odebrać życie...

    Obaj chłopcy powrócili i zatrzymali się za nimi. Perilawos podał ojcu miecz i lekką włócznię, którą książę wziął i wsparł się na niej zamyślony.

    - Jeśli nie wyprowadzimy okrętu... -rzekł Widwojos - jesteśmy zgubieni, gdyż nie umkniemy daleko nieznanymi krainami. Nikt nam nie udzieli gościny... a zresztą, czyż sąsiedzi króla Troi nie zechcą pochwycić nas i zamordować, jeśli zażąda on tego. A czegóż innego może żądać, gdy będzie drżał nieustannie, aby rzecz ta nie wyszła na jaw... A gdybyśmy podjęli samotną ucieczkę stąd, cóż stałoby się z Angelosem i jego załogą? Czy pozwoli im on powrócić na południe, aby rozpowiadali o zniknięciu moim i mego syna? Prędzej każe wyciąć ich podczas snu, a okręt wyprowadzi nocą z przystani i zatopi, aby ślad po nas nie pozostał w Troi! Mieliśmy przeciw sobie jednego potężnego władcę, teraz mamy dwóch! - Uśmiechnął się blado...

    - Panie.., - rzekł cicho Białowłosy.

    - Cóż chcesz rzec? - zapytał szybko Terteus.

    - A gdyby... - Białowłosy zająknął się. Wiedział, że jest zbyt młody, aby zabierać głos w radzie, lecz myśl, która nagle nim owładnęła, wydała mu się tak prosta i niosąca takie możliwości ratunku dla wszystkich, że nie mógł jej zataić.

    - Gdyby tak... - zaczął mówić prędko, zacinając się i rumieniąc - ukryć ciała owych ludzi i ich koni. Później niech boski Widwojos i Perilawos udadzą się wraz ze mną do mego domu... nad brzegiem morza... Pojmujesz mnie? - zwrócił się do Terteusa, gdyż wstydził się spoglądać w oblicze księcia, gdy tak przemawiał nie pytany. - Wówczas ty powróciłbyś do Troi, jak gdyby po odbytych łowach... Wyjechaliśmy przecież na łowy, a ludzie w grodzie wiedzą o tym!... A rankiem wyprowadziłbyś okręt z przystani... Król Troi nie będzie jeszcze wiedział, co się wydarzyło. Myśli on, że boski Widwojos i jego syn zginęli. Więc czemu miałby ci zabronić wyprowadzenia okrętu, aby wioślarze nie zgnuśnieli lub dla jakiejkolwiek innej przyczyny... jak, na przykład, wypróbowania nowego żagla bądź czego innego... Pojmuje przecież, że nie odpłyniecie, pozostawiając boskiego księcia w górach, gdzie przebywa, aby obejrzeć stada królewskie. Rzecz taka byłaby nie do wiary. - Mówił coraz gwałtowniej, czując, że rumieniec zalewa mu twarz, i radując się niemal, że w szałasie panuje półmrok. - A wówczas po zmroku moglibyście podpłynąć do wybrzeża i zabrać boskiego Widwojosa i Perilawosa wraz ze mną na okręt... a później, gdy będziemy już na morzu, uzbrojeni i pod żaglem, można będzie uciec z tych wód i przepaść pogoni, aby móc zastanowić się, co czynić dalej. A cokolwiek by się miało wydarzyć, na morzu będziemy wolni, na najszybszym i najpotężniejszym okręcie, jaki zna świat! - Odetchnął głęboko i zamilkł, patrząc na nich.

    - Bogowie! - zakrzyknął Terteus. - Czy słyszysz, boski książę! Niechaj mnie przebiją zardzewiałą włócznią, jeśli wpadł kto kiedy na lepszą myśl w gorszym położeniu niźli nasze!

    - W rzeczy samej! -Widwojos ożywił się nagle. -Lecz musimy ukryć ślady tego wydarzenia, aby ktoś jadący przypadkiem przełęczą nie doniósł królowi, że wojownicy - Jego zginęli.

    Wybiegli z szałasu i po krótkim poszukiwaniu znaleźli rozpadlinę wśród skał, kończącą się ciemną szczeliną, która najwyraźniej prowadziła w głąb góry i wyżłobiona była jesiennym i wiosennym upadkiem wód. Gdy pierwsze ciało zniknęło w niej, Terteus udał się przed szałas i klnąc cicho zabił konie Trojan, aby podzieliły los swych panów. Czyn ów wydał mu się zapewne bardziej okrutny niźli zabicie owych ludzi, gdyż pobladł i ręce mu drżały, kiedy ciągnęli ciała koni ku szczelinie.