Później zatarli ślady krwi w trawie i wewnątrz szałasu, spaliwszy liście, tak jak chcieli to uczynić niedoszli mordercy Widwojosa. Rozejrzeli się jeszcze po okolicy, lecz nic nie świadczyło tu już o losie czterech sług królewskich, którzy, być może, do końca świata mieli pozostać na dnie owej niezgłębionej rozpadliny, a może runęli nią wprost do Hadesu?
Wskoczyli na konie i ruszyli, prowadzeni przez Białowłosego, bezdrożami leśnymi po karkołomnych perciach ku wybrzeżu. Ani razu nie wynurzyli się z gęstego lasu i nie napotkali nikogo, prócz pięknego jelenia o rozłożystych rogach, który na ich widok runął do ucieczki, tratując z łoskotem zeschłe gałęzie. Wreszcie, gdy wąwóz o stromych, poszarpanych ścianach wyprowadził ich na skraj odwiecznych borów, Białowłosy wstrzymał konia.
- Tędy, pośród zarośli, prowadzi ścieżka ku memu domowi... - rzekł półgłosem, choć nikogo nie mogło być w pobliżu. - Pojadę pierwszy, a gdy ujrzysz mnie i dam ci znak, wówczas - zwrócił się do Terteusa - pozostawcie tu spętane konie i pieszo podejdźcie do domu...
Boski Widwojos spoglądał na widoczne pośród ostatnich drzew morze, rozciągające się aż po granice widnokręgu. Uczuł nagły przypływ otuchy. Rozpacz, która ogarnęła go, gdy zjeżdżali z gór, minęła. Jeśli widział morze, istniała możność ocalenia. Oby tylko udało im się ukryć bezpiecznie w owej chatce rybaka i doczekać nocy lub dnia jutrzejszego. Zjechali tak szybko, że popołudnie nie zaczęło się jeszcze chylić ku wieczorowi.
- Idź! - rzekł Terteus i wskazał Białowłosemu brzeg morski.
- Patrz na ów głaz tam... widzisz?... - Chłopiec podjechał do niego i trącił go lekko łokciem. -Jeśli pojawię się na nim, schodźcie.
Zeskoczył lekko z konia i zbiegł w dół, kryjąc się pomiędzy drzewami. Stracili go z oczu, później nagle wyłonił się tuż obok domu i zniknął.
Czekali. Nie było go długo, później dostrzegli, że wychodzi z ciemnego otworu wejściowego, z wolna zbliża do głazu i wchodzi nań. Nie opodal na niewielkiej łączce pasło się stado kóz, dalej był potok i zarośla. Białowłosy rozglądał się, był w białej płóciennej chlamidzie, bez hełmu i bez pancerza.
Spojrzał w stronę oczekujących i wydawało im się z oddalenia, że skinął głową. Później zszedł z głazu i powrócił do domu.
- Ruszajmy... - Przywiązali konie do drzew i poczęli schodzić, pochyleni, kryjąc się wśród krzewów i głazów pokrywających zbocze.
Gdy znaleźli się przed domem, Białowłosy ruchem ręki wezwał ich do środka.
- Rzadko bywają tu ludzie... - rzekł - jeśli nie liczyć naszych sąsiadów, także rybaków, lecz i oni mieszkają za ostrogą lasu i nie widać z ich domostwa naszego domu.
Widwojos wszedł i ujrzał skromnie odzianą młodą jeszcze kobietę i wysokiego mężczyznę, w którym rozpoznał owego rybaka, napotkanego w dniu, gdy Białowłosy skoczył ku niemu z pokładu Angelosa.
- Pokój wam i pokój domowi temu... - rzekł i zdjąwszy hełm skłonił się im i posążkowi nad progiem, przedstawiającemu nieudolnie wyobrażoną Wielką Matkę.
- Pokój tobie, boski książę! - rzekł rybak. Widząc, że oboje pragną uklęknąć przed nim, Widwojos zbliżył się ku nim szybko i powstrzymał ich przed tym.
- Choć jestem księciem - rzekł z uśmiechem - nie byłbym nim już, gdyby nie wasz dzielny syn. Obaj... - wskazał Perilawosa - winniśmy wam cześć i wdzięczność jako naszym dobroczyńcom, gdyż wychowaliście go na dzielnego i uczciwego młodzieńca...
Twarz rybaka rozjaśniła się, a matka Białowłosego uśmiechnęła się uszczęśliwiona.
- Panie - rzekła - gdy straciłam go przed rokiem, czyż mogłam przypuszczać, że ludzie tak bogom bliscy jak ty i syn twój odwiedzą ten niegodny dom. Lecz niezbadane są wyroki bogów i być może Ona... - skłoniła głowę przed posążkiem - i inni bogowie upodobali go sobie, choć ród jego jest tak nikczemny i miał być jedynie skromnym rybakiem w niewielkiej krainie na skraju świata. A oto oczy jego widziały więcej niż oczy niejednego podróżnika i bohatera, choć ma jedynie lat piętnaście.
- I obawiam się, że ujrzą więcej jeszcze... - rzekł z powagą Terteus. - Obawiam się także, abyście wy dwoje nie musieli cierpieć, jeśli król dowie się, że bogom podobny Widwojos u was znalazł schronienie. Jest rzeczą największej wagi, abyśmy mogli ukryć tu księcia i syna jego do chwili, gdy okręt nasz podpłynie nocą ku wybrzeżu. Dla was rzeczą największej wagi jest, aby król wasz - nie dowiedział się o tym nigdy, gdyż zemsta jego może być straszliwa.
- Będzie, jak zechcą bogowie - odparł spokojnie rybak słowami, którymi sam Terteus zwykł był odpędzać niepokój.
- I ja tak sądzę, lecz wiem także, że bogowie nie pragną wspomagać nieroztropnych i gadatliwych. Czy macie tu miejsce, w którym książę Widwojos i syn jego mogą ukryć się aż do zapadnięcia nocy? Jeśli uda nam się dziś przybyć, zbliżymy się tak dalece do brzegu, jak będzie to możliwe, i on... - wskazał Białowłosego - przybędzie po księcia i syna jego. Jeśli nie uda nam się dziś wyprowadzić okrętu, a uczynimy to jutro o świcie, wówczas odpłyniemy daleko od Troi i także powrócimy pod osłoną nocy, dla waszego bezpieczeństwa.
Rybak uniósł rękę na znak, że chce coś rzec. Terteus skłonił głowę i zamilkł.
Ojciec zwrócił się ku Białowłosemu.
- Pojmuję z tego, że masz wraz z owym szlachetnym żeglarzem - wskazał Terteusa - udać się do miasta. Jeśli będziesz na pokładzie okrętu, uda ci się, znając brzeg, doprowadzić okręt aż ku owym głazom na prawo. Będę czuwał i ujrzę was, jeśli noc będzie jasna lub też dasz znak nakrytą hełmem lampą oliwną, którą odsłonisz na krótko po trzykroć i osłonisz tak, że światło jej skierowane będzie jedynie ku domowi, aby nikt z dala nie mógł ujrzeć, że coś się tu dzieje. Pamiętajcie, że okręty króla Tenedos opływają czasem nocą brzegi. Gdyby odkryły was, być może nie tylko my, lecz wy wszyscy będziecie zgubieni... A jeśli okręt nie pojawi się? -dodał nagle, jak gdyby uderzony tą myślą. Spojrzeli po sobie.