Выбрать главу

    - Tak rzeknę panu memu... - Skamonios pochylił uprzejmie głowę. - A teraz zezwól, królu, bym udał się do "lej komnaty i wydał rozkazy dowódcy okrętu, na którym przybyłem.

    - Proszę cię, czcigodny panie, czyn w mym domu wszystko, co pragnąłbyś czynić we własnym.

Skamonios skłonił się i wyszedł.

    Król pozostał na tarasie, który był jego ulubionym miejscem i skąd lubił spoglądać na daleki świat w dole. Odległe wyspy wydały mu się ostrzej zarysowane i bliższe niż zwykle. A była to oznaka nadchodzącej zmiany   pogody. Spojrzał na niebo. Było bezchmurne. Słońce grzało ostro.

    - Panie mój i królu... - odezwał się cichy głos za jego plecami. Odwrócił się. Był to dowódca straży.

    - Czegóż chcesz?

    - Przybył dostojny Paramas, doradca twego królewskiego brata, i prosi, abyś zechciał przyjąć go na osobności.

    - Jakże to? Dziś jeszcze przed niedawnym czasem odprawiłem już jednego posła mego brata! - rzekł król Tenedos z lekkim zdumieniem w głosie. - Cóż to być może? - Pytanie zadał sam sobie. Odprawił dowódcę straży, mówiąc: - Niechaj tu wejdzie!

    Czekał chwilę, zastanawiając się, czy nie zaszło coś nieprzewidzianego. Lecz gdy stary Paramas pojawił    i wyjaśnił mu troski swego władcy, król Tenedos szybko pokiwał kilkakrotnie głową.

    - Gdy powrócisz do Troi i staniesz przed obliczem mego królewskiego brata, rzeknij mu ode mnie te słowa: "Bracie mój, jesteś mędrcem!" Dodaj też, że niezwłocznie wydam rozkaz wszystkim okrętom, aby na widok wielkiego okrętu księcia Widwojosa wymijały go w tak wielkiej odległości, aby nie mogło nawet powstać podejrzenie, że knują złe zamiary wobec niego. Rzeknij mu też, że mnie samego myśl podobna trapi już od chwili, gdy przybył ów dostojnik kreteński, wioząc żądania swego władcy wobec nas. Być może Minos jest władcą potężnym, lecz nie tak potężnym, aby lęk przed nim zmusił nas do czynów nierozważnych. Niechaj mu dość będzie, ze... - Urwał i skinął głową. - Bądź zdrów, Paramasie. przekaż słowa moje królowi twemu, a bratu memu, i upewnij go o mej braterskiej miłości.

    Odwrócił się i rzucił okiem na morze. Tak, brat jego nie był głupcem. Ponownie odwrócił się i zaklaskał w ręce.

    - Wezwij do mnie dowódcę okrętów!

    Pragnął, aby rozkaz o daniu wolnej drogi okrętowi księcia Widwojosa dotarł jak najspieszniej do wszystkich jego okrętów strzegących morza, przesmyków i wysp rozrzuconych naokół.

ROZDZIAŁ TRZECI

Ojcze, odpływam 

Minęli bramę grodu i wjechali w ulicę prowadzącą ku królewskiemu pałacowi, gdy cienie wydłużyły się nieco, lecz piękny dzień wczesnego lata trwać miał jeszcze dość długo.

Terteus skierował się wprost ku domowi, który władca troi dal na mieszkanie załodze Angelosa. Część ludzi znajdowała się wewnątrz, zajęta grą w kości lub strzelaniem z łuku do malowanego różnymi barwami pnia ustawionego pod ścianą. Inni byli zapewne w mieście.

Terteus zeskoczył z konia i nie wchodząc pod dach, zawołał donośnym głosem załogę. #wstawali leniwie, inni wychodzili z głębi domu zaspani, gdyż dzień był gorący, a cóż może być lepszego jak drzemka po południu, gdy człowiek wypije nieco zbyt ciężkiego trojańskiego wina?

- Cóż byście rzekli na to, gdybyśmy przećwiczyli nieco nasze zastałe kości? – roześmiał się Terteus wodząc po nich wesołym okiem. – jutro zapewne bogom podobny nasz wódz powróci wraz z końmi trojańskimi, które pojechał obejrzeć i zakupić od króla tej krainy, a później będzie pragnął jak najszybciej wyruszyć, gdyż nikt z nas nie wie, jak długo trwa lato na północy, jeśli odnajdziemy  je tam. Być może krócej niż sądzimy, a wówczas nie Zdołalibyśmy doprowadzić naszej wyprawy do kresu i nie powrócilibyśmy na Kretę przed porą wzburzonego morza. A że żyjąc tu od dni kilku w gnuśności i opilstwie zezwoliliście ramionom waszym zwiotczeć, sądzę, że godzi się nam zaznać dziś nieco pracy przy wiosłach na tej rozległej zatoce, gdyż jeśli jutro każe nam wódz nasz wyruszyć, wpłyniemy wprost w długą cieśninę, o której powiadają, że jest zdradliwa i najeżona skałami... - A słysząc niechętne głosy, dodał szybko: - Abyście nie sądzili, że mniemam, jakobym lepszy był niźli wy i pragnę wygrzewać się leniwie w słońcu udając wodza i spoglądając na wiosło, gdyż i mnie dolega już bezczynność. Czy wszyscy, prócz tych, którzy wraz z Eriklewesem pełnią straż na okręcie, są tu?

    Okazało się, że brakuje kilku, którzy odeszli do pobliskiej winiarni.

    Terteus kazał przyprowadzić ich i ruszył konno do przystani, poleciwszy uprzednio Białowłosemu, aby pozostał z innymi i razem z nimi pieszo bądź na wozach kierował się ku okrętowi.

    Słońce miało jeszcze nieco drogi do przebycia, nim zanurzy się w morzu na zachodzie, gdy cała załoga zebrała się na pokładzie. Dwaj ludzie odnalezieni w winiarni byli tak pijani, że przywieziono ich wozem, spoczywających jak ciała poległych bohaterów, i położono na dnie, gdzie pozostali nieświadomi tego, że nie są już w winiarni, lecz oto mają za chwilę wyruszyć na morze.

    Terteus stał jeszcze na brzegu wraz z Eriklewesem i rozmawiał z dowódcą straży nadbrzeżnej, który podszedł do Angelosa wraz ze sternikami kilku okrętów wyciągniętych na brzeg.

    - Sam widzisz, panie... - roześmiał się Terteus - że ludziom moim gościnność wasza przynosi tyleż pożytku, co szkody. Książę nasz udał się w góry dla obejrzenia waszych nieporównanych stad, a tymczasem załoga poczyna rozprzęgać się z wolna. A, jak powiadają, droga ku północy przez ową cieśninę nie będzie łatwa.