- Czyżby król nasz nie dał twemu księciu przewodnika, który przeprowadzi was? -zapytał dowódca straży. - Zapewne tak uczyni, gdyż długa to droga i trwa trzy dni lub dłużej, a jeśli kto nie zna dobrze obu cieśnin i małego morza pokrytego wysepkami, które leży pomiędzy nimi, wówczas spędzić może wiele dni walcząc z prądem i wiatrem, bowiem prąd jest tam zawsze przeciwny, a skały zdradliwe jak nigdzie w świecie i skryte tuż pod obliczem | wód.
- Powiadali mi na Krecie - rzekł Terteus uśmiechając się - że są tam skały ruchome, które schodzą się gniotąc na miazgę niebaczne okręty i ich nieszczęsne załogi. Powiadają też, że jedynie Trojanie znają zaklęcia, które każą owym nieprzychylnym skałom trwać w miejscu i nie rzucać się ku przepływającym.
- Ode mnie tego nie usłyszałeś... - rzekł przywódca straży nadbrzeżnej uśmiechając się także. - Gdy ujrzysz owe skały, pojmiesz, jak niewiele kłamstwa jest w tym, co ludzie owi rzekli. Albowiem... - Zamilkł na chwilę. - Sami zresztą przekonacie się! - dokończył. - Czy pragniesz dziś wypłynąć na długo?
- Chciałbym, aby ludzie wzięli się do wioseł ostro, płynąc pod wiatr, a później, gdy słonce skryje już głowę, powrócimy o zmierzchu pod żaglem i udamy się pieszo gościńcem do miasta. Straż pilnująca bram przepuści nas, gdyż została uprzedzona i wie, kiedy nas oczekiwać. A załodze mej zarówno wysiłek przy wiosłach, jak i droga piesza do grodu waszego przydadzą się wielce. Wyparuje im z głów wino i strząsną nieco tłuszczu, który gościna wasza osadziła im pod sercem! Bywajcie mi, ty, dowódco straży, i wy, szlachetni sternicy okrętów!
Skinął im ręką i lekko wskoczył na pokład Angelosa, chwytając oburącz za jego wysoką burtę.
Z wolna odepchnęli się wiosłami od kamiennego obrzeżenia przystani, na krańcu której zapłonął już na podwyższeniu ogień w brązowym trójnogu, wskazujący nocą drogę okrętom.
Terteus, tak jak przyrzekł, zasiadł przy wiośle i słuchając śpiewnego głosu prowadzącego, z radością widomą na obliczu, z większą niźli winna była wywołać tak krótka wyprawa, zanurzał je w migotliwy nurt. Ludzie, choć początkowo klęli nieco na ową nieprzewidzianą przejażdżkę po morzu, poczuwszy chłodny wiatr na obliczu i strząsnąwszy pył nadbrzeża ze stóp, odżyli, a gdy brzeg oddalił się, rozpoczęli miarową pieśń.
Gdy już byli daleko od brzegu, a wieże Troi zniknęły w przedwieczornym błękitnym oparze na odległym wzgórzu, Terteus wciągnął wiosło i dawszy znak sternikowi, skinął na tych, którzy byli najbliżej.
- Unieśmy żagiel, a gdy to się stanie, zbliżcie się wszyscy do masztu!
Wiatr dął z północy. Terteus dał rozkaz Eriklewesowi, aby pod żaglem płynął ku południowemu zachodowi, oddalając się od lądu i wyspy Tenedos, widocznej przed nimi na widnokręgu tuż przy brzegach trojańskich.
W blasku zachodzącego słońca uniosła się i rozwinęła ogromna płachta rozpięta na rei i ślepe oczy Byka spojrzały na spokojne morze. Ludzie z wolna powstali z ław, zbliżyli się i otoczyli wspartego o maszt młodego przywódcę.
- Skłamałem wam i ludziom na wybrzeżu, gdym rzekł, że wypływamy, by wyprostować kości - zawołał donośnie Terteus. - A uczyniłem tak, albowiem, król Troi wysłał rankiem ludzi swych wraz z bogom podobnym księciem Widwojosem i jego synem, aby zamordowali ich obu na górskiej przełęczy. Mieli oni zginąć straszliwą śmiercią, rozszarpani spiżowymi pazurami, abyśmy widząc ciała uwierzyli, że zginęli obaj od uderzenia lwiej łapy! J Rozległ się głośny szmer:. Terteus uniósł rękę.
- Postanowili wszelako bogowie, abyśmy, ja i stojąca tu Białowłosy, obaj nadjechali w miejsce to na chwilę przed zabójstwem i uwolnili księcia i syna jego, zabijając morderców nasłanych przez trojańskiego króla. Boski Widwojos i młody książę znajdują się teraz w pewnym miejscu wybrzeża, ukryci i oczekują naszego pojawienia się nocą, aby mogli połączyć się z nami. Król Troi nie wie do tej pory o śmierci swych ludzi, dlatego zapewne zezwolił nam ujść z życiem. Nie wie on także o tym, że poznaliśmy jego nikczemną tajemnicę i zbrodniczy zamysł zamordowania bezbronnych gości, którzy przybyli pod jego dach i oddali się pod jego pieczę z ufnością. Tak więc pozostaniemy na morzu, a nocą podpłyniemy ku owemu miejscu na wybrzeżu, gdzie oczekuje książę i syn jego. Gdy pod osłoną ciemności weźmiemy ich na pokład, pożegnamy wody tej krainy, aby nie ujrzało nas na nich wschodzące słońce!
Urwał i powiódł po nich wzrokiem. Stali nieruchomo, wstrząśnięci, nie pojmując jeszcze zapewne ogromu nieszczęścia, które ich także spotkało. Postanowił, że powie im dziś wszystko, aby mogli przeżyć ów cios i otrząsnąć się z niego, nim staną oko w oko z niebezpieczeństwem, które musiało nadciągnąć.
- Los nasz - rozpoczął ponownie - jest od tej chwili jedynie w naszych rękach i w męstwie serc naszych. Nie rzekłem wam bowiem jeszcze, iż król Troi pragnął dokonać swego nikczemnego czynu jedynie na życzenie władcy waszego, Minosa. Nienawidzi on brata swego i jego syna, lękając się, że boski Widwojos, który jest mężem mądrym i sprawiedliwym, mającym przy tym potomka, którego Minos nie posiada, mógłby za pomocą ludu kreteńskiego objąć tron, gdyby nadarzyła się ku temu sposobność. Lecz ze sprawy wielkich zwykle nie pomiędzy nimi jedynie mają miejsce, a jak wir potężny wciągają pod powierzchnię wszystkie, nawet najdrobniejsze źdźbła znajdujące się w pobliżu, więc i na nas, którzy stanowimy załogę okrętu. boskiego Widwojosa, padł cień śmierci, jako że wyrok na brata jest wyrokiem także i na każdego z nas, gdyż nie ma wątpliwości, że Angelos nigdy nie mógłby powrócić na Kretę, niosąc wieść o tej zbrodni. Minos rozkaże zabić każdego z nas, gdziekolwiek postawimy stopę na lądzie, aby świadectwo nasze nie mogło uczynić zeń bratobójcy!.
Znowu urwał. Stali naprzeciw niego, nieruchomi, wpatrzeni w jego oblicze, a prawda o tym, że będą ścigani jak dzikie zwierzęta, póki nie zginą, gdy dopadnie ich moc królewska, zdawała się docierać nawet do tych, którzy w pierwszej chwili nie pojęli jej. Jedynie dwaj spici żeglarze spali pod masztem nie wiedząc o niczym.