Выбрать главу

    Było bardzo cicho. Skamonios stał nieruchomo w głębi komnaty wodząc oczyma za królem, który zdawał się nie dostrzegać jego obecności.

    Niespodzianie Minos przerwał powolną przechadzkę i szybkim krokiem przeciął taras, wchodząc w półmrok komnaty. Zatrzymał się przed zgiętym w pół człowiekiem, który pochylił się niżej jeszcze.

    - Witaj, o boski...

    Niecierpliwy ruch ręki władcy sprawił, że słowa zamarły mu na wargach.

    - Mów!

    Skamonios nie poruszył się i nie uniósł oczu. -Rzekł półgłosem:

    - Stało się według twej woli, panie mój. Usłyszał jak gdyby stłumiony okrzyk. Zapadło krótkie milczenie.

    - Pójdź za mną... -rzekł nagle Minos nieoczekiwanie spokojnym głosem.

    Skamonios wyprostował się i spiesznie ruszył w ślad za wysoką, szczupłą postacią króla, niknącą w przejściu otwierającym się na taras.

    Minos wyminął sadzawkę i począł schodzić w dół po szerokich stopniach prowadzących ku rozciągającym się w dole pałacowym ogrodom. Dwaj wsparci leniwie na długich włóczniach ciemnoskórzy gwardziści wyprostowali się gwałtownie. Włócznie znieruchomiały. Przechadzający się nieco poniżej dowódca straży przybocznej podbiegł i stanął przed nimi z wyciągniętym mieczem, którego ostrze skierowane było skośnie ku ziemi.

    Król minął ich, stąpając szybko, a Skamonios, wpatrzony w złote sznury jego sandałów, wszedł za nim pomiędzy pierwsze okryte różowymi kwiatami niskie drzewa.

    Na małej polance, ku której zbiegały się cztery ścieżki wyłożone gładko płaskimi, spojonymi z sobą kamieniami, Minos zatrzymał się i rozejrzał. Było bardzo cicho i ciepło, nie wiał najmniejszy nawet wiatr. Jedynie głos niezliczonych pszczół i ptaków w gałęziach drzew wypełniał polankę i stłumił nieco słowa króla, gdy rzekł:

    - Zbliż się ku mnie i mów cicho, Skamoniosie. Albowiem każdy pragnie poznać sprawy królów i dlatego często mniemam, że ściany mego pałacu są niby nadstawione uszy, chłonące każdy dźwięk. Być może nawet tu nie jesteśmy sami, choć nie wiemy o tym.

    Skamonios przybliżył się, stanął tuż obok swego pana i pochylając się ku niemu, zbliżył wargi do jego ucha.

    - Władco mój, jak rzekłem, stało się według woli twojej.

    - Czy nie żyją?

    - Gdy odpływałem z Tenedos, król owej wyspy, który, jak wiesz, jest bratem króla Troi, prosił, bym przekazał ci od nich obu wieść, że boski Widwojos wraz ze swym synem udał się przez góry do stad jego koni, pasących się na położonych z dala od morza rozległych pastwiskach. Towarzyszył mu brat małżonki królewskiej i trzech wojowników, z których jeden miał z sobą pazury bestii uczynione z brązu. Tymi pazurami rozerwał on ciało boskiego Widwojosa i jego syna, aby sprawić wrażenie, że napadły ich lwy zamieszkujące krainę u podnóża owych gór.

    - A cóż z okrętem? Gdzież był wówczas Angeles wraz z całą załogą?

    - W przystani, panie mój. Król Troi pragnął, aby wzięli oni udział w uroczystościach żałobnych, a później odpłynęli z ciałami zmarłych książąt na Kretę.

    - Czyżbyś oszalał, Skamoniosie? Na cóż nam tu ich zwłoki?! - Minos mimowolnie podniósł głos i chwycił dostojnika za ramię. - Czyżbym miał zezwolić na to, aby załoga Angelosa rozeszła się po mieście i całej krainie, powodując przedziwne domysły i zamęt w głowach ludzkich?! Zbyt wielu mniema, że Widwojos musi zginąć, nim rozpocznie się jego wyprawa! A oto, jak na szyderstwo, ciała jego i jego syna powracają tu dla wyprawienia im uroczystego pogrzebu! Jeśli zginą w dalekiej krainie, a niepewna wieść o tym dojdzie tu po dość długim czasie, wówczas twoją i twoich zauszników rzeczą będzie, aby rozpuścić w mieście inne wieści, bądź o tym, że wyprawa płynie dalej, bądź też, że nic pewnego o jej losach nie wiadomo. A po pewnym czasie ludzie zapomną o Angelosie i jego załodze, jak zapominają o wszystkim, czego nie mają przed oczyma!

    - Tak, panie mój. Mogłem przewidzieć, że taka będzie twa królewska wola. Ułożyłem więc z władcami Troi i Tenedos, że zezwolą oni, aby Angelos odpłynął z Troi. Lecz później nigdy już nie ujrzy go żadna przystań ani też napotka go inny okręt na morzu. Los jego stanie się zagadką, której nikt nie rozwiąże, gdyż okręty króla Tenedos dopadną go na pełnym morzu w wielkiej przewadze i zatopią wraz z całą załogą, tak aby ani jeden człowiek nie ocalał z tych, którzy wyruszyli z boskim Widwojosem na tę wyprawę. Zapewne uczyniły już to zresztą.

    Minos puścił jego ramię.

    - Czemuś nie rzekł tak od razu i wzbudziłeś mój gniew? Czy władca Troi zawiadomi nas o zatopieniu Angelosa?

    - Tak, panie mój. Pierwszy okręt trojański, który zawinie do naszych brzegów, będzie niósł wieść przeznaczoną dla mnie... nie dla ciebie, królu mój, gdyż sądziłem, że święte imię twoje nie może być wymienione w owej sprawie. Aby nie znalazł się nigdy człowiek, który mógłby rzec: ,, Boski Minos wiedział o tym". Albowiem znają tę tajemnicę jedynie król Troi, jego brat i brat małżonki królewskiej. Wojownicy, którzy brali udział w zabiciu Widwojosa, zostaną także zgładzeni, aby nikt nie zdradził owej tajemnicy.

    - A załogi okrętów, które zatopią Angelosa?

    - Są to żeglarze króla Tenedos. Czymże jest dla nich zatopienie jednego okrętu więcej lub mniej? Strzegą oni morza wokół swej wyspy i ślepo wypełniają rozkazy władcy. Przyrzekł mi on, że sam weźmie udział w doścignięciu Angelosa i każe wyciąć do ostatniego załogę i zatopić okręt, nie wdając się w chwytanie jeńców. A gdy rozkaże swym wojownikom, aby milczeli, żaden z nich nie rzeknie o tym słowa, choćby go brano na męki. Milczeć także będą fale, które pochłoną Angelosa pośród nocy wraz z żywymi i umarłymi. A zresztą, panie mój, już pochłonęły go zapewne, gdyż uroczystości żałobne w Troi musiały zakończyć się przed paru dniami.