Выбрать главу

    - Cóż więc mam czynić?! Wysłać me okręty do podbitych przez nas krain, zakuć wszystkich tych królów w kajdany i przywiódłszy ich tu trzymać w lochach, aby cierpieli za występki, których nie zdążyli popełnić przeciw mnie?!

    Skamonios gwałtownie uniósł głowę i spojrzał ze zdumieniem w twarz władcy. Z wolna rysy jego przemieniły się. Uśmiechnął się radośnie.

    - Panie mój, wielki jest twój rozum i nie darmo krew Byka i Wielkiej Matki płynie w żyłach twoich!

    - Czyżbyś oszalał, Skamoniosie?! Rzekłem to, nie pragnąc ani przez chwilę, aby tak się stało! Jeśli jesteśmy słabi, czyż wolno nam popełniać nierozważne uczynki, które wzbudzą nienawiść wszystkich ludów, a nam nie przyniosą żadnego pożytku?

    - Tak, panie mój. Nie myślę też, abyś miał porywać królów z ich ziemi i trzymać w swych lochach. Lecz ludzie ci mają synów i córki, a cóż godniejszego, jak zaprosić ich  wszystkich na twój dwór, aby pojęli życie swych panów i nauczyli się żyć, jak my żyjemy? Wielki to będzie, choć niepokój wzbudzający, zaszczyt. A ty mając w ręku synów i córki najmożniejszych spośród twych wasali, uzyskasz pewność, że ojcowie ich nie wystąpią przeciw (obie.

    Król przyglądał mu się przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami, wreszcie i na jego obliczu pojawił się uśmiech.

    - Tak... - powiedział półgłosem. - Niełatwo zapewne knuć spiski przeciw temu, który ma w swej mocy potomstwo spiskującego. Uczynię tak. A szczególnie pragnąłbym ujrzeć owego królewicza ateńskiego. Czy wiesz, że gdy wysłałem oficera z rozkazem, aby pojmał i wydał mi białowłosego chłopca, płynącego w załodze mego boskiego brata, odesłał on na Kretę innego młodzieńca, rozbójnika schwytanego w górach! A tamtego ukrył zapewne, gdyż nie odpłynął on z załogą Angelosa, gdy okręt odbił od przystani ateńskiej.

    - Tezeusz, syn Erechteusa... - mruknął Skamonios. - Wiem o nim, że choć posłusznie wypełnia rozkazy, pełen jest pychy. Tak mi doniesiono. Dzielny to młodzieniec i dobry wojownik. Zapewne wkrótce zostanie królem, gdyż ojciec jego stary jest i chory.

    - Tym lepiej więc, jeśli pozostanie tu długo. Na zawsze, jeśli zajdzie potrzeba... - Minos uśmiechnął się. - Lecz nie pragnę być okrutnym bez potrzeby. Wydaj rozkazy i niechaj okręty odpłyną tam, gdzie według twej wiedzy winny odpłynąć, by powrócić wioząc nam barbarzyńskich gości.

    - Tak, panie mój. Uczynię wszystko, co konieczne dla twego zamiaru.

    Król skinął głową. Był uradowany, choć pragnął to ukryć.

    - A czy nie napotkałeś w drodze kapłana egipskiego, który przybył tu ścigając tego młodego białowłosego barbarzyńcę? Zezwoliłem mu, aby popłynął do Troi na jednym z mych okrętów.

    - Nie, panie mój. Żaden, prócz Angelosa, okręt kreteński nie przybył do Troi, gdy czekałem ukryty na Tenedos.

    - A więc biedak nigdy już go nie ujrzy, skoro Angelos zniknął w falach morza.

    Skamonios nie odpowiedział. Stał pochylony w ukłonach, czekając na znak, by móc oddalić się. Zamysł, który podsunął królowi, był mądry, jak sądził. Być może odsunie on na lata całe zagrożenie Krety. A powiernik Minosa kochał swą ojczystą krainę i brzydził się barbarzyńcami.

    Cóż mógł go obchodzić w owej chwili kapłan Het-KaSebek lub białowłosy młodzieniec, którego ścigał on przez lądy i morza, aby złożyć go w ofierze swemu straszliwemu bogu?

ROZDZIAŁ SZÓSTY

To Ona pomieszała im zmysły?

    Gdy czwartego dnia ujrzeli między wąskimi zwieszającymi się niemal nad okrętem czarnymi skałami przesmyku jasnoniebieską przestrzeń wód, Terteus, który stojąc  na dziobie zwrócił oblicze ku trojańskiemu rybakowi, zapytał go:

    - Czy umiesz pływać?

    Człowiek ów stał przy nim z rękami związanymi luźno na plecach, aby nie mógł uciec skoczywszy do wody. Metalawos, młody żeglarz z Amnizos, którego Terteus wybrał do tego celu, gdyż zdawał się on być obdarzony ogromną mocą ramion, siedział za jeńcem trzymając w ręce okręcony kilkakroć wokół przegubu dłoni koniec sznura. Od trzech dni spał tak nawet, połączony ze swym więźniem w ów sposób.

    Od chwili, gdy pojmany rybak pojawił się na pokładzie Angelosa, młody kapitan nie przestawał dziękować bogom, że zezwolili księciu ujrzeć maleńki blask jego ogniska owej pierwszej nocy.

    Płynęli w deszczu i mgle, a choć rybak rzekł im, że przecięli duże morze śródlądowe, żaden z nich nie mógłby na to przysiąc, gdyż przesuwali się wśród szarego, wilgotnego oparu, z którego co pewien czas spadało na morze i okręt mrowie drobnych chłodnych kropel. Fale owego śródlądowego morza, cicho szeleszczące po bokach kadłuba, wydawały im się ciemne i tłuste, jak gdyby unosiła się na nich rozlana oliwa. Wiatr nie wiał wcale lub był niewielki i Angelos posuwał się mocą wioseł połowy załogi, gdy druga połowa, otulona mokrymi płaszczami, drzemała dzwoniąc zębami z zimna, lecz nie odpasując mieczy i nie zdejmując hełmów. W każdej chwili z mgły mógł się wyłonić wróg.

    Terteus nie mógł uwierzyć, aby nie wysłano za nimi pościgu, a choć Angelos płynął tak szybko, jak na to pozwalały siły ludzkie, jednak okręty trojańskie, znając lepiej tę wodną okolicę, musiałyby pokonać swą drogę prędzej. Zresztą nie chcąc marnować sił załogi, nim nadejdzie chwila, gdy mogą one okazać się najbardziej przydatne, przybijał nocą do odludnych brzegów tej krainy i zmieniając straże, dawał ludziom ile mógł wytchnienia.

    Rybak, któremu przyrzekł, że jeśli wprowadzi Angelosa w zasadzkę, będzie pierwszym z tych, których miecz jego wyśle do Krainy Mroków, przysięgał, że prowadzi ich najprostszym i najbezpieczniejszym szlakiem. Lecz któż mógł wiedzieć, na ile można mu było zaufać?