Выбрать главу

    Pewnym było jedno, że znał skały i prądy tych wód i wykorzystywał je jak dotąd uczciwie. Gdyby nie on, zginęliby zapewne lub rozbili okręt na ukrytych tuż pod powierzchnią zdradliwych ostrogach lub wyrastających nagle spośród wód poszarpanych głazach, niemal niewidocznych we mgle.

    Nie napotkali w ciągu owych trzech dni nikogo. Lecz bogowie musieliby chyba przyjść z pomocą Trojańczykom, aby natknęli się oni na Angelosa pośród oparu spowijającego świat gęstym, nieprzeniknionym płaszczem.

    Jednak, gdy czwartego dnia wpłynęli do drugiego przesmyku, który miał, jak przysięgał rybak, ujście swe  w wodach wielkiego morza północy, Terteus postawił całą załogę pod bronią i okrył tarczami burty okrętu, jak gdyby wróg był naprzeciw i gotował się do uderzenia, choć jeszcze nie można go było ujrzeć.

    Przesmyk był chwilami tak wąski, że nawet we mgle błyskały po obu stronach wilgotne, czarne skały. Nurt stał się ostry, jak gdyby nie było to morze, lecz rwąca, wezbrana rzeka górska.

    Dwukrotnie pochwycony mocą wód Angeles sunął wprost na skały i jedynie niepojęta dla oka sztuka Eriklewesa przy sterze i rady, które wykrzykiwał mu pośród łoskotu fal stojący przy nim rybak, a także siła ramion ludzi, którzy na rozkaz wpierali wiosła w zbliżającą się skalną ścianę, obok której przesuwał się okręt, pchany na nią prądem, ocaliły ich od roztrzaskania i śmierci w odmętach.

    I właśnie wówczas, gdy po raz drugi uniknęli zagłady i Angelos przez pewien czas płynął swobodnie pośrodku nurtu pchany pod prąd siłą wioseł i żagla, gdyż wiatr zaczął dąć z południa, mgła rozproszyła się, chmury zrzedły i niespodzianie zabłysło słońce, słabe początkowo i przebijające się z trudem przez resztki rozwiewanych podmuchem mgieł, a później ostre i jaskrawe, jaśniejące za ich plecami pośrodku niebios, ukazując im widok długiego pasma przesmyku ciągnącego się przed nimi pośród mrocznych, urwistych skał.

    A na krańcu owego przesmyku ujrzeli rozległą, tonącą w blasku przestrzeń wód, a raczej uwierzyli, że oto mają przed sobą morze, gdyż wysokie, urwiste ściany schodziły się niemal przed ich oczyma i patrzyli na owe upragnione morze jak gdyby przez wąskie okno wiodące z posępnego kamiennego lochu.

    Załoga wydała okrzyk dziękczynny, wiosła gwałtownie opadły w wodę i szarpnęły mocniej. Pomimo silnego przeciwnego prądu Angelos pomknął ku przodowi, jak gdyby płynął po spokojnych wodach.

    Wkrótce skały poczęły się oddalać i przesmyk rozstąpił się nieco, ukazując spokojniejszą powierzchnię wód.

    I wówczas to, nie odrywając oczu od dalekiej powierzchni morza i urwistych skał przesmyku, gdzie mógł kryć się nieprzyjaciel, przed którym nie osłaniała już Angelosa zesłana przez bogów mgła, Terteus zapytał rybaka:

   - Czy umiesz pływać?

    - Umiem, panie - odpowiedział ów człowiek i uśmiechnął się lekko, choć był spętany i nie wiedział, czy za chwilę ludzie ci,, gdy wiedza jego stanie się im zbyteczna, nie przebiją go mieczem i nie wrzucą do morza. - Woda karmi mnie i dzieci moje. Jakżebym miał nie znać jej? Ów, który ryby łowi, sam musi być jako ryba.

    - To prawda. Jeśli pragniesz więc odzyskać wolność, zdejmiemy ci pęta i możesz popłynąć ku brzegowi.

    - Zezwól mi, panie, abym uczynił to, gdy okręt twój zbliżać się będzie ku ujściu przesmyku, gdyż w pobliżu morza wybrzeże jest łagodniejsze, a prócz tego stoją tam okręty strażnicze pana mego. Być może ubłagam dowódcę któregoś z nich, aby zezwolił mi potrudzić się przy wiośle, gdy będzie powracał do Troi. Gdyż daleko odpłynąłem od moich stron.

    - Ileż ich może być? - zagadnął Terteus usuwając się i kłoniąc głowę, gdyż książę Widwojos zbliżył się ku nim w towarzystwie syna swego i obaj poczęli wpatrywać się w skrawek morza, coraz bliższy, widoczny między ścianami przesmyku.

    - Jest tam ich, panie, kilka. Strażują nieustannie wokół ujścia przesmyku, a zmieniają się co pewien czas i powracają na Tenedos, gdy inne nadejdą w ich miejsce. Widzę je zawsze, gdy płyną tu i udają się z powrotem. Możesz ich napotkać pięć lub sześć. Nocą stoją zwykle tuż przy ujściu. Jest tam strażnica drewniana, gdzie ludzie kryją się przed burzą, wyciągnąwszy okręty na brzeg. Lecz za dnia odpływają często daleko, a to dla różnych przyczyn, z których jedną jest wypatrywanie własnych okrętów, powracających od barbarzyńskich brzegów ze zbożem i innymi towarami. Baczą także, by nikt obcy nie przemknął się tędy w jedną lub w drugą stronę.

    - Boski książę - rzekł Terteus nie zniżając głosu, gdyż człowiek ów nie mógł opuścić okrętu, nim nie uzyskają pewności, że są bezpieczni - mówi on, jak usłyszałeś, że okrętów owych może być kilka. Zapewne uderzą na nas, gdyż wielce jest prawdopodobne, że szybki okręt z Troi, płynąc z podwójną załogą dzień i noc, mógł przybyć tu przed nami wyminąwszy nas w drodze. A że nie udało im się wypatrzyć nas we mgle, z pewnością będą czekali tu w zasadzce.

    - Cóż - rzekł książę - zwykle wojownicy stojący naprzeciw wroga mogą uderzyć lub cofnąć się. Jednak my nie mamy się gdzie cofnąć, Terteusie.

    - A więc uderzymy na nich! -Terteus skinął poważnie głową. - Jeśli nie uda nam się wypłynąć na pełne morze, gdzie chyżość nasza wspomóc by mogła ucieczkę, trudno będzie się przedostać. Gdyby wyszli nam do bitwy na tak wąskich wodach okrążając z wszystkich stron, wówczas niechaj bogowie mają nas w swej opiece, gdyż sprawa będzie trudna i bez ich pomocy się nie obejdzie.

    - Nastąpi wówczas krwawy bój! - zawołał Perilawos pogodnie, poprawiając hełm. - Lecz cóż, jeśli wypłyniemy na morze, a nie napotkamy nikogo?