- Napotkamy... - rzekł Terteus spokojnie. - Już-ich bowiem napotkaliśmy.
Uniósł rękę, w której trzymał obnażony miecz. Wszystkie oczy poszły w tym kierunku.
Spod stóp ciemnej ściany skalnej wypłynęło na rozmigotane teraz słońcem wody przesmyku sześć smukłych kształtów. Były jeszcze daleko, lecz zmrużywszy oczy Terteus dostrzegł błysk wynurzających się z wody i opadających w nią wioseł. Żagle były opuszczone.
Zwrócił się ku Widwojosowi.
- Prowadź nas, boski książę! Zginiemy tu lub uda nam się przedrzeć! Jak rzekłeś, cofnąć się nie mamy dokąd! Widwojos bez słowa zawrócił ku śródokręciu. Terteus uniósł rękę. Zaśpiew sternika ucichł. Wiosła nadal opadały w wodę, lecz ludzie wyprostowali się w ławach, by lepiej słyszeć. Ci, którzy nie wiosłowali, dopinali rzemyki hełmów powstając pospiesznie. Nad okrętem pojawił się las włóczni.
- Eriklewesie! - zawołał Terteus. - Czyń wszystko, byśmy nie uderzyli w żaden z owych okrętów, lecz wyminęli je, jeśli się nam uda! Jeśli bowiem zatrzymamy się choćby na krótko, spadną na nas ze wszystkich stron, a jest ich tam zapewne czterokroć więcej uzbrojonych i mężnych wojowników. Gdy będziemy przepływali, nie wstawajcie, by rzucić oszczep lub wypuścić strzałę, lecz okryjcie siebie i wiosłujących towarzyszy tarczami, aby jak najmniejszą szkodę ponieść. Nie walki bowiem z nimi pragniemy, lecz musimy okręt nasz wyprowadzić na morze! Jeśli jednak zatrzymają nas, wówczas rzućcie się na nich i zabijajcie każdego, którego dosięgnie wasze ramię!
Odpowiedział mu okrzyk i ucichł od razu. Wpatrzeni w sześć nadciągających okrętów wiedzieli, jak cienka stała się nić, na której uwieszono ich żywot.
- Będziemy płynęli wolno, aby móc uniknąć zderzenia, jeśli przetną nam drogę... - rzekł Terteus. - Gdy tylko dziób nasz minie ich, naprzyjcie na wiosła!
Chciał dodać coś jeszcze, lecz zamilkł. Od śródokręcia przybliżał się książę. Szedł wyprostowany i stanął na dziobie.
Zaległa zupełna cisza.
- Matko! - zawołał Widwojos jasnym, donośnym głosem. - Ty, która strzeżesz dróg mego rodu i mego królestwa, przybywaj!
I z wolna uniósł wysoko ponad głową kamienny, podwójny topór, który wręczyła mu Ariadna, gdy odpływał z rodzinnej wyspy.
Powstał nagle silniejszy podmuch wiatru i przeleciał nad okrętem szeleszcząc w kitach hełmów.
- To Ona! - rzekł zdławionym głosem człowiek siedzący przed Białowłosym, który pochylił się nad wiosłem. - Przybyła!
Widwojos trwał nieruchomo wpatrzony w nadpływające okręty. Po obu bokach miał syna swego i Terteusa.
Okręty były już blisko, płynęły jeden za drugim, nie ustawiając się w szyku. Terteus patrzył na nie, nie-pojmując. Czemu nie zagradzały im przesmyku nadpływając szeregiem? Wówczas musieliby taranować jeden z nich, a wojownicy stojący na innych mogliby się rzucić na Angelosa zasypawszy jego załogę strzałami.
I nagle wiosła pierwszego okrętu, a później innych uniosły się. Wioślarze powstali i pochylili się w głębokim ukłonie.
Okręty zwolniły, tańcząc na nurcie, który płynął tu już o wiele łagodniej, gdyż ujście przesmyku rozszerzyło się. ' - Cześć ci, potomku Wielkiej Matki, Synu Królów! - zawołał donośnie człowiek stojący na dziobie pierwszego okrętu.
Terteus przyglądał mu się bacznie. Wiosła obu okrętów niemal otarły się o siebie. Angeles mijał go na pół odległości rzutu włócznią. Dłoń zaciśnięta na rękojeści miecza mimowolnie zwolniła uścisk. Patrzył nie wierząc własnym oczom. Żaden z ludzi na trojańskim okręcie nie trzymał oręża w ręku.
Terteus uniósł dłoń i opuścił ją szybko. Wiosła zanurzyły się w wodzie i powstrzymały bieg Angelosa. Oba okręty zatrzymały się obok siebie, znoszone nieco prądem w głąb przesmyku.
- Kim jesteście? - zapytał dostrzegając kątem oka, że Widwojos z wolna opuścił podwójny topór i wsparł się o burtę.
- Jesteśmy strażą ustanowioną przez bogom podobnego króla Tenedos, aby strzegła tej cieśniny! Wczoraj przybył ku nam okręt z rozkazem pana naszego, abyśmy oddali cześć boskiemu Widwojosowi, jeśli nadpłyniecie, i zapytali go, czy nie pragnie uzupełnić swych zapasów lub skorzystać z jakiejkolwiek naszej przysługi.
Wielkie milczenie położyło się na pokładzie Angelosa. Siedzący na sąsiedniej ławie młody Kreteńczyk pochylił się ku Białowłosemu i wyszeptał:
- Czy słyszysz! To ona! Wielka Matka nasza! Pomieszała im zmysły!
- Wdzięczni jesteśmy za uprzejmość twoją, czcigodny wodzu okrętów, lecz zapasy nasze, dzięki szczodrobliwości króla Troi, są dostateczne. Boski Widwojos prosi cię, abyś przesłał od niego słowa podzięki za gościnę, której udzielił mu brat twego władcy!
Widwojos nagle odzyskał mowę.
- Terteusie! - rzekł półgłosem. - Gdzież masz owe pazury, które zatrzymałeś sobie? Daj mi je! A także małą" szkatułkę, która znajduje się w mym namiocie pod masztem!
- Tak, panie...
Terteus cofnął się i ruszył w kierunku masztu.
- Wstrzymaj się nieco, dzielny wodzu - zawołał Widwojos - gdyż pragnę przesłać potężnemu królowi Troi mały upominek w zamian za gościnę! Przekaż mu, że proszę o jego wybaczenie, bowiem dar mój jest niewielki, choć okaże się, jak sądzę, miły sercu jego. Wszelako będąc w drodze i rozpoczynając wyprawę ku nieznanym krainom, nie mogłem zabrać z sobą podarunków godnych tak wielkiego i szlachetnego władcy!
Terteus powrócił i stanął przy nim.
- Czy pazury owe znajdują się w tej szkatułce? - zapytał cicho książę.
Terteus bez słowa skinął głową. Nagle dostrzegł kątem oka spętanego rybaka i szybko sięgnął ku jego więzom rozcinając je mieczem.
- Niechaj on ją weźmie, panie...
- Słusznie! - Widwojos pochylił się nad burtą. - Przybliż się tu wraz z okrętem, dzielny kapitanie, nie tylko bowiem dar chcę ci przekazać dla twego władcy, lecz także znajduje się tu pewien rybak, który pomógł nam pokonać zdradzieckie prądy owych przesmyków.