Выбрать главу

    Monarcha ów w przeciwieństwie do swego brata był człowiekiem o wesołym usposobieniu i nie umiał się długo dręczyć sprawami, które mogły położyć cień na jego panowaniu, choć walczył z nimi przemyślnie i bezwzględnie, gdy pojawiały się na widnokręgu.

    Tego wieczoru, gdy królowie Tirynsu i Myken odpłynęli z Troi do swych odległych krain, zasiadł z bratem w wielkim megaronie i nagle roześmiał się.

    - Cóż za igraszki trzymają się naszych wszechpotężnych bogów! - rzekł nalewając sobie sam wina do pucharu, gdyż odprawili sługi, aby nikt nie mógł słyszeć ich słów. - Nie wiem, jak Widwojos umknął twym ludziom, jak przesiadł się na swój okręt i jak przebył we mgle i deszczu owe tak niebezpieczne wody, by ukazać się u wylotu nad północnym morzem, lecz wiem, że dobrze się stało!

    - Czemu tak sądzisz? - Brat jego nie był w tak dobrym usposobieniu. Nie uśmiechała mu się ani myśl o uderzeniu wraz z królami owych niewielkich krain na odwieczną potęgę Krety, ani druga myśl, nie dająca mu usnąć od paru dni: co miał donieść Minosowi o losie Widwojosa, jego syna i okrętu? Cóż z tego, że brat odesłał owego dostojnika z pomyślnymi wieściami, skoro Minos dowie się, że wyprowadzono go w pole, a wówczas ogarnięty gniewem może ruszyć na Troję lub co najmniej zniszczyć jej handel z całym poznanym światem, zatapiając każdy okręt trojański lub pochodzący z Tenedos?

    - Mniemam tak, gdyż, po pierwsze, nie zamordowałeś swego gościa, czego, jak wiadomo, nie lubią bogowie. Po wtóre: Angeles przedarł się na morze północne i zniknął tam na zawsze.

    - Czemu rzekłeś "na zawsze"? Jakże możesz wiedzieć o tym, co przyniesie przyszłość?

    - Mogę! Albowiem jedna jest droga, którą kreteński książę może powrócić, a prowadzi ona przez te same cieśniny. Od dnia jutrzejszego okręty moje, które tak godnie przyjęły i pożegnały twego gościa, czekać będą w pogotowiu. Wzmocnię jeszcze tam moją straż, aby nie było chwili za dnia i w nocy, gdy cieśniny pozostaną nie strzeżone. Jeśli powróci, zatopią go i zgodnie z rozkazem, który im wydam, wytną do ostatniego całą załogę, a później pochowają owych ludzi bądź w głębinie morskiej, bądź też w bezimiennym grobie, znajdującym się w odludnym skalistym miejscu, gdzie nigdy człowiek nie zachodzi, choćby nawet był dzikim pasterzem kóz. Tak więc sprawa Widwojosa i jego okrętu jest zakończona i słusznie uczyniłem donosząc Minosowi, że spełniliśmy jego prośbę. Należy jedynie ubrać to kłamstwo w słowa pełne prawdy, które podniosą naszą mądrość w oczach kreteńskiego władcy. Poślemy mu wieść, że Widwojos został uprowadzony w góry i tam zabity wraz z synem, że podstępem zawiadomiłeś sam załogę o tym czynie, a kapitan okrętu wpadłszy w trwogę i wiedząc, że jego także musi czekać podobny los, odpłynął nocą, śledzony z dala przez moje okręty, i skierował się ku przesmykowi na morze północne, wiedząc, że nie może powrócić na Kretę, gdyż tam zapewne czekałaby ich wszystkich jeszcze straszliwsza śmierć. A gdy Angelos znalazł się w najbardziej odludnym miejscu przesmyku, napadły go moje okręty i zatopiły wraz z całą załogą, tak że nikt żywy nie uszedł i nigdy nie powtórzy nikomu o tym, co się wydarzyło!

    - Lecz to kłamstwo! - zawołał król Troi i potrząsnął rozpaczliwie głową. - Nie ma w tym słowa prawdy, bracie mój!

    Król Tenedos wstał, obszedł wielki kamienny stół, na którym walały się misy z mięsem, okruchy placków i stały dzbany z winem i wodą, służącą do rozcieńczania napoju. Zatrzymał się przed bratem i położył mu dłoń na ramieniu.

    - Nie rzekłem ci jeszcze wszystkiego, więc słuchaj mnie pilnie, nim przemówisz, by wyrazić swój sąd. Jak wiesz, przybyli tu królowie Myken i Tirynsu, którzy wraz z wieloma innymi władcami pragną zrzucić panowanie Krety. Dla ciebie, jak i dla mnie, taki obrót rzeczy byłby niemal równie pomyślny jak dla nich, otworzyłoby to nam bowiem drogi handlowe ku najdalszym częściom świata, tam gdzie cały handel przechwytuje Minos dla siebie. Prócz tego, jeśli Kreta runie, czyje floty staną się najpotężniejsze w świecie? Floty książąt fenickich na południu i moja, a więc nasza, na północy... - A widząc, że brat pragnie coś odrzec, uniósł szybko ramię na znak, że jeszcze nie rzekł ostatniego słowa. - Lecz uznajmy, że wyprawa owych królów nie dojdzie do skutku lub zostanie rozbita przez Kretę... Wówczas, jeśli przyłączymy się do walki z Kretą, Minos stanie się naszym wrogiem, to prawda... jednak wyprawa na Troję lub Tenedos byłaby zbyt uciążliwa dla Krety, jak mniemam. Wyspa moja jest potężną twierdzą, której żadna flota nie zdobędzie, a Troi także nikt nie zaskoczy, gdyż wsparta jest o moje okręty. Nie może Minos porzucić swego królestwa i ogołocić go z wojsk i okrętów, aby wszystkimi siłami uderzyć na nas... Lecz my... my będziemy wówczas mieli Widwojosa, jeśli nie pochłoną go niebezpieczeństwa jego wyprawy.

    - Nie pojmuję cię - rzekł brat jego i podparł szyję otwartą dłonią. Był to ruch dobrze znany jego dworzanom. Władca Troi czynił tak, gdy był zaniepokojony lub nie mógł czegoś pojąć. - Cóż chcesz rzec? Mów, gdyż słowa twoje są ciemne.

    - Chcę rzec jedynie, że jeśli nie stanie się nic, Minos uwierzy przesłanej przez nas wieści o zagładzie Angelosa, a ja dopilnuję, aby nigdy nie dowiedział się, że śmierć spotkała Widwojosa później, niż przypuszcza. "Natomiast jeśli królowie uderzą na Kretę i zniszczą ją, rzecz cała nie ma żadnego znaczenia, gdyż nie będziemy musieli liczyć się z potęgą Krety. A gdyby królowie uderzyli na Kretę, a Kreta zdołałaby się obronić, wówczas wiedząc o nienawiści Minosa, nie zabijemy powracającego z wyprawy Widwojosa, lecz przyjmiemy go najgodniej, gdy okręt jego wpłynie na nasze wody, i ogłosimy go prawym królem Krety, a Minosa nazwiemy tyranem, który chciał zabić rodzonego brata. A któż może świadczyć o tym bardziej niźli ty sam? Wówczas Widwojos może na skutek wojny lub śmierci Minosa objąć władzę, a my miast potężnego wroga będziemy mieli potężnego sprzymierzeńca. Tak więc jedyne, co nam czynić teraz należy, to zawiadomić Minosa o zatopieniu Angelosa i potwierdzić ową wieść o śmierci księcia i jego syna. A później przypatrywać się uważnie, słuchać i wierzyć, że bogowie ześlą nam dobre wieści i szczęśliwy los. Albowiem nim przystąpimy do wojny z Kretą u boku owych królów, wyślę wiele szpiegów na morze i do licznych krain, aby donieśli mi o siłach obu stron. Poznawszy te siły postanowimy, po której stronie się opowiedzieć, aby sobie i naszym krainom przynieść największą korzyść. Choć, by rzec prawdę, wydaje mi się, że dni Krety są policzone, nawet jeśli Minos nie wie o tym jeszcze.