Выбрать главу

    - Byłeś z nami w podziemiach pałacu, gdy odwiedziłem Ojca Biblioteki przed odpłynięciem. Pragnąłem, abyś pozostał, gdyż każdy z nas mógł inaczej zapamiętać jego słowa.

    Pochylił się nad niską skrzynią, otworzył i wyjął z głębi zawinięty w płócienną płachtę płaski okrągły przedmiot.

    - Nakazałem sporządzić ów wizerunek świata na podobieństwo owego, który ujrzeliśmy wówczas... - rzekł 0'dwijając płachtę i wyjmując z niej płaską miedzianą tarczę niewielkich rozmiarów.

    Zamknął skrzynię i położył na niej tarczę.

    - Jeśli dobrze pamiętam, rzekł on, Troja znajduje się tutaj, czy tak?

    - Tak, panie... - rzekł cicho Białowłosy.

    - A tu winien być ów przesmyk, który minęliśmy, i kraniec znanego świata...

    - A więc minęliśmy już ów kraniec? - Terteus uśmiechnął się.

    - Mówił on o morzu na północy i na tym morzu znajdujemy się. Mówił także o wielkiej rzece Dun, a człowiek ów, którego dziś napotkaliśmy, także wspomniał o wielkiej rzece na północy. Zapewne mówili oni o jednym.

    - Ojciec Biblioteki rzekł, że owa wielka rzeka wpada do morza z zachodu i płynie przez cały północny świat, a za nią są jedynie puszcze i kraniec ziemi, choć sądził, że ludy mieszkające nad nią nie same znajdują ów bursztyn, lecz otrzymują go od innych, mieszkających dalej ku północy... - rzekł Perilawos, - Pamiętam dobrze, że takie właśnie były jego słowa.

    - Tak, panie... - dodał Białowłosy. - A mówił też, że skoro bursztyn pochodzi z morza, więc zapewne za ową rzeką na północy znajduje się inne morze, a kraniec świata dopiero poza nim...

    - Mam to wyryte w pamięci! - Widwojos skinął głową. - Radził mi też, aby przekroczyć ową wielką rzekę i udać się dalej na północ, aż ku rzekom płynącym nie z zachodu, lecz z północy, gdyż one jedynie mogą być dla nas drogą, którą zdołamy dotrzeć do owego morza.

    - Kupcy z Gubal sprowadzają bursztyn z zachodu, a przychodzi on do nich przez góry na zachodzie... - mruknął Terteus. - Lecz przychodzi także z północy, spoza krainy puszcz.

    Widwojos dotknął palcem tarczy.

    - Oby bogowie zezwolili nam nakreślić na owej tarczy nową drogę! - westchnął. - Lecz któż z nas powróci do Knossos i opowie o tym owemu starcowi, jeśli żyć on będzie nadal? Szukamy tu dróg zawiłych i nieznanych, gdy jedyna droga miła sercu każdego człowieka jest dla nas na wieki zamknięta, droga do krainy ojczystej, której nie ujrzymy już nigdy!

    - Tego nie możesz wiedzieć, boski książę. Bogowie czynią bowiem wszystko, co zechcą, a brat twój nie jest wiekuisty jako oni, lecz śmiertelny jako my wszyscy.

    - To prawda... - Książę wyprostował się. -Nadchodzi wieczór, Terteusie, i czas wybrać miejsce na nocleg. Zawróćmy ku brzegom.

    Wyszli z namiotu. Przed nimi na północnym zachodzie rysowały się na widnokręgu pasma dalekich wzgórz, a pokryta lasami linia wybrzeża poczęła wyginać się ku zachodowi, zamykając im drogę na północ,

    - Czyżbyśmy musieli jutro opływać jakiś wielki półwysep? - Terteus przesłonił dłonią oczy, w które wpadał blask nisko stojącego słońca. - Nie podołamy tam dzisiaj dopłynąć, niski ów ląd zdaje się uciekać daleko w morze. Być może dopłynęliśmy już do północnej granicy tego morza?

    Spoglądał nadal w owym kierunku, gdy Angelos kierował się ku brzegom.

    Zmrok zapadał, gdy wyciągnęli okręt na piaszczysty brzeg i podparli palami. A że morze było spokojne i nic nie zapowiadało zmiany, Terteus pozwolił, aby dziób okrętu dotykał wody. Angelos był ciężki i trzeba było sił całej załogi, aby wyciągnąć go lub zepchnąć na wodę.

    Wysłał dwa oddziały, po czterech ludzi każdy, aby rozejrzały się w najbliższej okolicy, a sam z księciem i resztą załogi, pozostawiając przy okręcie silną straż, udał się na poszukiwanie osłoniętej polany, gdzie można by rozpalić ogień na wieczerzę.

    Kilku łuczników udało się w kierunku trzcin porastających niedaleką płytką zatoczkę dla ustrzelenia wodnych ptaków, gdyż nadbrzeżne wody roiły się od nich.

    Znalazłszy dobrze osłonięte miejsce o kilkaset kroków od okrętu, żeglarze zajęli się zbieraniem suchych gałęzi w lesie. Białowłosy zagłębił się pomiędzy drzewa wraz z młodym żeglarzem Kastorosem, z którym ostatnio wiele przebywał, gdyż ławy ich sąsiadowały z sobą, a prócz tego Kastoros dwukrotnie dopływał do wybrzeży Egiptu na okręcie królewskim i obaj wiele mogli sobie rzec o owej krainie. Był to młodzieniec wesoły i lubił śpiewać, brzdąkając przy tym na prostym instrumencie przypominającym wygiętą jak łuk deskę, na której napięte były trzy struny baranie. '

    Przez chwilę zbierali w milczeniu, przedzierając się przez gęste poszycie i ścinając mieczami uschnięte gałęzie.

    Wreszcie Kastoros zebrał gałęzie w połę płaszcza, związał je w węzełek i zarzucił sobie na plecy.

    Białowłosy uczynił podobnie. Ruszyli ku polance. Kastoros zatrzymał się nagle.

    - Ludzie powiadają-rzeki wesoło-że na północy jest krawędź świata! Jak sądzisz, czy dotrzemy tam, jeśli boski Widwojos będzie płynął nieustannie w owym kierunku?

    - Nie wiem... -Białowłosy zastanowił się. -W namiocie na pokładzie ma on wizerunek świata uczyniony przez waszych przodków... Nie widać na nim owej krawędzi.

    - Powiadają, że kto tam dotarł, ten nie może powrócić, gdyż wody przelewają się z wielkim szumem za ową krawędź jak wodospad i porywają z sobą wszystko, co jest na powierzchni, a największy okręt jest wobec ich mocy jako słomka rzucona do górskiego potoku.

    - Ci, którzy zbierają bursztyn, nie mogą mieszkać nad owymi wodami... - rzekł Białowłosy ruszając - gdyż porwałyby ich, jeśli wydobywają go z dna morskiego.

    - Nie nad tym rozmyślałem! - Kastoros roześmiał się. -Rozmyślałem nad tym, gdzie owa woda może spadać? Białowłosy zatrzymał się.