Выбрать главу

    Rzeka weszła w szeroki zakręt wokół nagiego wzgórza. Nadal płynęli środkiem nurtu, lecz nie było słychać rozmów ani śpiewu. Wszyscy rozmyślali o towarzyszu, który błąkał się być może po lesie na skutek nieznanych przeciwności. Gdyż nie wierzyli, aby zabłądził, las bowiem unosił się ku wzgórzom od rzeki i schodząc Kastoros mógł osiągnąć brzeg, a tam by go ujrzeli.

    Z wolna Angelos wyminął zakręt rzeczny i otwarła się przed nim szeroka połać nurtu niknąca pomiędzy nowymi wzgórzami.

    - Człowiek na brzegu! - zawołał Metalawos siedzący w pierwszej ławie. Unieśli się wszyscy.

    Z dala przed nimi stała na krawędzi wody nieruchoma sylwetka ludzka. Angelos zbliżył się ku niej powoli.

    Pochylony nad dziobem Terteus przyglądał się jej z natężeniem.

    - Nie jest to człowiek... - rzekł cicho. - A jeśli człowiek, to... - Urwał.

    Okręt przybliżył się ku stojącemu i schodząc z środka nurtu, zmierzał ukosem ku brzegowi. Byli już blisko. Wiosła na lewej burcie poszły w górę, a dno Angelosa otarło się o piasek. Terteus skoczył na ziemię.

    Podbiegł i zatrzymał się.

    - Bogowie! - wyszeptał zbielałymi wargami.

    Przed nim stał Kastoros przywiązany do wbitego w ziemię świeżo ociosanego pala. Głowa jego zwisała na piersi, a kiedy zbliżywszy się Terteus ujął ją ostrożnie i uniósł, spojrzała na niego pustymi, białymi oczyma.

    Głęboko w piersi Kastorosa tkwiła złamana strzała otoczona ciemnym pierścieniem zakrzepłej krwi. 

ROZDZIAŁ ÓSMY

A gdy staniesz przed obliczem królów

- Panie! - zawołał cicho stary sługa. - O świcie zawinął do przystani pięćdziesięciowiosłowiec kreteński, a dostojnik, który na nim przybył, pragnie cię widzieć niezwłocznie i domaga się, abyś go przyjął!

    Młody książę ateński Tezeusz siadł na łożu.

    - Czegóż może chcieć od nas kreteński dostojnik? - zapytał sam siebie na głos. - Zapłaciliśmy daninę. Zapewne przed kilku dniami dopłynęła do Krety i znajduje się w ich skarbcu. Gdzież jest ów człowiek?

    - Poprowadziłem go do wielkiego megaronu i nakazałem postawić przed nim jadło i napitek, gdyż niecierpliwił się bardzo. Lecz nie tknął niczego.

Niechaj będzie przeklęty on i jego niecierpliwość! Młody książę uniósł się z łoża i narzuciwszy tunikę wyszedł na dziedziniec, gdzie obmył twarz w zimnej wodzie kamiennej sadzawki, zasilanej źródłem, bijącym tuż pod nią. Zawrócił do królewskiego domu.

    Ciemnooki człowiek odziany w krótką białą spódnicę i niskie sandały przechadzał się po megaronie spoglądając przez szeroko otwarte podwójne drzwi na daleką zatokę i widne za nią góry. Na widok Tezeusza, który wszedł i stanął przed nim pozdrowiwszy go pokłonem, odwrócił się na pięcie ku niemu.

    - Jesteś wreszcie, synu króla tego miasta! Ileż czasu kazałeś mi czekać, bym obwieścił ci wolę bogom podobnego Minosa, władcy świata!

    Uniósł dłoń i przelotnie dotknął nią czoła, jak gdyby wykonując wyuczony ruch, do którego nie przywiązywał znaczenia.

    - Sługa powiadomił mnie teraz dopiero o twym przyjeździe, panie - rzekł Tezeusz. - Spałem, znużony, gdyż powróciłem późną nocą z wyprawy na rozbójników gnieżdżących się w górach.

    Oficer uczynił ruch ręką, jak gdyby chciał dać mu do zrozumienia, że nie obchodzą go wcale przyczyny, dla których musiał tak długo czekać, ani rozbójnicy górscy.

    - Jest wolą pana mego i twego, Minosa, władcy świata, abyś przybył na Kretę wraz z synami i córkami innych królów podległych nam krain. A zamieszkacie w pałacu królewskim w miejscu, które będzie wam przeznaczone na czas owej gościny w świętym Knossos. Przybyłem, aby zabrać cię z sobą. Zabierz więc z sobą najgodniejsze twe szaty... - zmierzył pogardliwym wzrokiem prostą płócienną tunikę ateńskiego księcia - jeśli posiadasz, a także klejnoty twe i oręż, gdyż mam rozkaz, abyś bezzwłocznie udał się ze mną. Miałem o tym powiadomić ojca twego, lecz doniesiono mi, że leży złożony ciężką niemocą i być może nie pojąłby nawet moich słów.

    - Lecz czemu boski Minos pragnie widzieć mnie na swym dworze? - zapytał Tezeusz ze zdumieniem.

    - Nie ciebie jedynie, lecz wielu innych synów królewskich krain podległych, a także wiele ich córek. Jak rzekłem, zamieszkacie wszyscy na dworze władcy. A czemu? Jakże możesz pytać mnie o to, młody książę? Czy naszą sprawą jest badać myśli królów? Idź i zbierz swój dobytek... - dodał łagodniej. - A także zawiadom ojca swego o woli boskiej Minosa. Będę cię tu oczekiwał. Lecz nie każ mi czekać zbyt długo, choć pragnę być wobec ciebie jak najbardziej wyrozumiały, gdyż być może nieraz cię jeszcze spotkam na dworze pana naszego, którego będziesz gościem, co niepomiernie podnosi twą godność w mych oczach.

    Uśmiechnął się przy tym łaskawie i opuścił uniesioną rękę na znak, że rzekł wszystko, co było do przekazania.

    Tezeusz skinął głową, odwrócił się i wyszedł oszołomiony.

    Więc miał odpłynąć na Kretę.

    Od pewnego czasu czekał na złą wieść stamtąd.

    Gdy kazał uśpić owego chłopca - rozbójnika o jasnych włosach i oddał go Kreteńczykom, a Białowłosego ukrytego w pustym pithosie, tak aby nikt nie mógł dostrzec, że dostał się na pokład odpływającego okrętu, oddał jego towarzyszom, wiedział, że być może uczynił rzecz, za którą przyjdzie mu drogo zapłacić, jeśli wzbudzi swym uczynkiem gniew władcy Knossos. Lecz pocieszał się tym, że chłopiec tak młody i nędznego rodu nie mógł stanowić ani wielkiej zdobyczy, ani wielkiej straty dla nikogo. A spełniwszy ów czyn siebie uratował przed straszliwym gniewem bogów, którzy zsyłają największą karę na głowę każdego nikczemnika, mordującego bezbronnych gości uśpionych pod jego dachem.