Выбрать главу

    Kamon, który stał kilka kroków od nich, wsparty na oszczepie, rozglądając się, syknął cicho. Wyprostowali się, chwytając za wbite w ziemię miecze.

    - Ciiicho... - dobiegł ich jego szept.

    Cofnął się ku kopczykowi i pochylony, aby sylwetka jego nie odcinała się na niebie ponad grzbietem wzgórza, wskazał dolinę.

    Spoglądali przez chwilę idąc spojrzeniem za jego wyciągniętą ręką, lecz nie dostrzegli niczego.

    - Nie pojmuję, co dostrzegłeś? - rzekł półgłosem Perilawos. - Ukaż mi to.

    Nagle Białowłosy dostrzegł ich i ścisnął go za ramię.

    - Tam! - szepnął. - Idą doliną i poczynają się wspinać ku nam!

    Widział ich teraz wyraźnie. Byli ciemniejsi niźli oświetlona księżycem trawa: szli jeden za drugim, było ich wielu, może dwustu, może trzystu nawet. Najbliższy wciąż jeszcze był o kilkaset kroków od szczytu i głęboko na dnie doliny.

    Wąż ludzki zakręcił teraz i zaczął piąć się ku nim.

    - Padnijcie, aby nas nie dostrzegli... - szepnął Kamon -a gdy miniemy szczyt, zbiegnijcie w dół, ile sił w nogach!

    Osunął się miękko w wysoką trawę i odpełznął bezgłośnie ku krawędzi wzniesienia.

    Po chwili zbiegali już łagodnym zboczem ku czerwonemu ognisku, wokół którego poruszały się maleńkie postacie towarzyszy.

    Kamon pierwszy dopadł brzegu i stanąwszy przed księciem przyłożył dłoń do czoła.

    - Nadchodzą! - zawołał półgłosem - Są w dolinie, tam! - Oszczepem wskazał szczyt wzgórza.

    Wszyscy naokół ogniska zamilkli. Rozległ się cichy brzęk mieczy wyciąganych z pochew.

    - Ilu ich jest? - Terteus podniósł się.

    - Trudno rzec, lecz musi ich być wielu, dwie albo trzy setki, a może więcej, jeśli idą po dwóch, z góry bowiem dostrzec było można jedynie, że idą jako wąż, jeden za drugim, a nie kupą.

    - Cóż rozkazujesz nam uczynić, boski książę? -Terteus zwrócił głowę ku Widwojosowi, który powstawszy dopinał hełm.

    - Jak uradziliśmy, nie bój i nie zdobycz są naszym celem, lecz przedostanie się przez tę krainę. Albowiem ktokolwiek z nas padnie dziś bez potrzeby, nie będzie do końca tej wyprawy zastąpiony przez nowego żeglarza. Jesteśmy tu sami i nie wolno nam wykruszać naszych sił. Skoro mieliśmy odpłynąć, aby znaleźć inne miejsce postoju nocnego, uczyńmy to niezwłocznie. Jeśli zdążymy uniknąć boju i nie runą na nas z góry, odpłyńmy na środek rzeki!

    - Ściągnijcie straże! - rzekł donośnie Terteus. -1 nie gaście ogniska! Wioślarze niechaj pierwsi biegną na okręt wraz ze sternikiem, a gdy to uczynią, przetniemy liny wiążące Angelosa do brzegu i cofniemy się w porządku, osłaniając okręt, póki nie znajdzie się w gotowości!

    Zaledwie to wyrzekł, część ruszyła brodząc wodą ku Angelosowi, a inni zwarłszy tarcze i uniósłszy nad nimi ciężkie, spiżowe włócznie najlepsze do odparcia wroga, zarówno pieszego jak i dosiadającego koni, poczęli cofać się z wolna, gęstym szykiem, spoglądając na szczyt nadbrzeżnego grzbietu, na którym miał pojawić się wróg.

    Białowłosy, któremu rzucony jak co dnia los naznaczył dziś miejsce przy jednym z osiemdziesięciu wioseł, podczas gdy każdego dnia dwudziestu innych żeglarzy odpoczywało lub zajętych było przy wielkim żaglu, szybko wyciągnął wiosło spod ławy, osadził je w otworze i opuścił na wodę. Siedział od strony brzegu, więc wyraźnie widział towarzyszy cofających się ku wodzie.

    Grzbiet wzgórza wciąż był cichy. Terteus podbiegł do liny okręconej wokół głazu i przytrzymującej okręt. Zamachnął się mieczem i napięta lina zwisła na wodzie. Bez zwłoki wciągnięto ją.

    Białowłosy pochylił się szybko i położył sobie pod nogami łuk i strzały. Oszczep, włócznia i miecz leżały także w zasięgu ręki. Cofający się byli już na krawędzi wody. Teraz miały nastąpić najtrudniejsze chwile, gdyż musieli iść po pas w wodzie, a jeśli wróg uderzy nadbiegając z góry, trudno im się będzie bronić.

    Spojrzał na grzbiet wzgórza i zmartwiał. Na tle ciemnego nieba dostrzegł wyraźnie małe sylwetki ludzkie pojawiające się na ułamek chwili i zbiegające w dół pędem ku ognisku!

    Książę, Perilawos, Terteus i kilkunastu innych byli już u burty okrętu. Wiosła uniosły się wysoko, aby dać im możność łatwiejszego wejścia. Pierwszy żeglarz wspiął się na burtę i wciągnięty rękami towarzyszy opadł między ławy.

    Angelos wciąż jeszcze trwał nieruchomo, utrzymywany w miejscu lekkim uderzeniami wioseł przeciwstawiających się prądowi rzeki.

    Pierwsza postać przebiegła obok ogniska i nie zatrzymując się dopadła do brzegu. Białowłosy porwał za łuk. Ujrzał uniesione ramię z oszczepem i w tej samej chwili puścił cięciwę.

    Nie dostrzegł lotu strzały, lecz wiedział, że trafiła, gdyż napastnik poderwał się w górę i znieruchomiał. Czarny na tle ogniska stał przez chwilę z uniesionym orężem, a później padł twarzą w wodę. Lecz brzeg zaroił się od innych.

    - Czy wszyscy weszli?! - usłyszał okrzyk Terteusa.

    - Są! Są wszyscy! - zawołały głosy w ciemności.

    - Odbijamy!

    Wiosła zanurzyły się głęboko. Grad strzał ze świstem leciał ku okrętowi. Ktoś za plecami Białowłosego krzyknął.

    Osłonięci wspartymi o burtę tarczami wsunąwszy głowy w ramiona nacisnęli znów na wiosła. Białowłosy dostrzegł jeszcze napastników brnących przez wodę ku okrętowi, jak gdyby pragnęli uczepić się wioseł. W tejże chwili ujrzał przed sobą Terteusa, który skoczył ku przodowi i pochylił się gwałtownie dla zadania ciosu włócznią.

    Zamach był tak silny, że Terteus zachwiał się i oparł o burtę. Wówczas Perilawos doskoczył i pchnął mieczem wroga, którego Białowłosy nie mógł dostrzec, gdyż krawędź przesłoniła mu widok. Naparł na wiosło.