Выбрать главу

    Okręt nabierał szybkości. Jeszcze jedna strzała świsnęła i z trzaskiem utknęła w burcie tuż obok głowy Białowłosego. Wrzask na brzegu ucichł nieco, dobiegając z większego oddalenia.

    I po chwili ujrzał, że gromadka stojących pod masztem wojowników opuszcza tarcze.

    Dopływali do środka nurtu. Księżyc stał teraz nad rzeką i widać było wyraźnie wyniosłość na zakręcie, gdzie koryto, które dotąd kierowało się ku północnemu wschodowi, skłaniało się ku północy.

    Terteus, wciąż jeszcze z włócznią w dłoni, szedł od dziobu, rozglądając się i wypytując, czy żaden z nich nie poniósł szkody.

    Jeden z wioślarzy odniósł ranę od strzały, więc przeniesiono go pod maszt i boski Widwojos kazał go złożyć w swym namiocie nie wiedząc nawet, jak bardzo pozyskał tak prostym uczynkiem serca swej załogi. Albowiem był bratem królewskim i potomkiem bogów, a oni, gdyby nie owa wyprawa, nie mogliby marzyć nawet, że kiedykolwiek ujrzą go z bliska.

    Zebrano też pod masztem strzały nieprzyjacielskie i oszczepy, które upadły na okręt. Było ich wiele i Terteus postanowił nie wyrzucać ich, gdyż choć wszystkie miały krzemienne ostrza i groty, jednak nie można było w czasie wyprawy wykuć nowego oręża, gdyby część jego miała wykruszyć się w przyszłych bojach. Oglądano także z uwagą przy świetle pochodni zabitego wroga, który zginął wspinając się na burtę i został przebity mieczem, nim postawił nogę na okręcie, lecz umierając padł ku przodowi i pozostał między ławami wioślarzy.

    Człowiek ów był niski, krępy i miał żółtawą skórę, a kości policzkowe wypukłe. Ubrany był w szatę, którą oglądali ze zdumieniem i podziwem, każdą bowiem z nóg jego otaczała osobna skórzana nogawka, a wyżej, zszyte razem, sięgały mu aż do pasa. Pierś i ramiona okrywał skórzany kaftan obszywany grubymi kawałkami skóry, podobnie jak ich kaftany obszyte były łuską z brązu, by chronić ciała przed ciosem miecza.

    Otoczyli go kręgiem i spoglądali bez słowa, a światło pochodni pełgało po jego wyszczerzonych ostrych zębach i złych, otwartych, martwych oczach.

    - Cóż uczynimy z nim, boski książę? -zapytał Terteus. - Czy wrzucimy go do rzeki, czy też rankiem przywiążemy ciało jego do pnia nad wodą, podobnie jak oni uczynili z Kastorosem?

    Widwojos ruchem ręki wskazał ciemne, szeroko rozlane wody.

    Czterej ludzie pochwycili w górę ciało, rozkołysali je i barbarzyńca wyleciał wysoko w górę, aby zniknąć za burtą. Rozległ się cichy plusk. Przez chwilę wydawało im się, że woda unosi go, lecz zniknął w nurcie.

    - Zgaście pochodnię! - rzekł Terteus. A gdy zapadła ciemność, wychylił się i spojrzał wstecz.

    Daleko nad brzegami nadal płonęło pozostawione przez nich ognisko. Migotliwy blask jego kładł się na wodę.

    - Cóż uczynimy teraz, boski książę? Zapewne mają oni konie, choć pozostawili je gdzieś, aby nie zdradziły parskaniem ich nadejścia. Dobrze, że choć nasyciliśmy głód przed nocą... gdyż trudno byłoby teraz przybić gdzieś w pobliżu.

    - Nasyciliście głód! - rzekł Perilawos. - Lecz my, którzy byliśmy na wzgórzu, nie zdążyliśmy tego uczynić.

    - To prawda! - Terteus roześmiał się. - Wszelako lepiej, że stało się tak, niż gdyby nieprzyjaciel miał nas zaskoczyć podczas wieczerzy... Czy to ty, młody książę, pchnąłeś mieczem owego barbarzyńcę zamierzającego na mnie toporem czy też innym orężem, bom nie zdążył tego dostrzec walcząc?

    - Ja... - rzekł Perilawos cicho. - A był to pierwszy człowiek, którego ugodziłem.

    - Obawiam się, że niejednego jeszcze będziesz musiał ugodzić, nim Angeles zawinie do swej ostatniej przystani! Stałeś się dziś dojrzałym wojownikiem, Perilawosie, jako my wszyscy!

    - Nie wiedziałem, że rzecz ta jest tak prosta... - Perilawos potrząsnął głową, jak gdyby dziwiąc się sam sobie. - Pchnąłem go, a on otworzył ramiona i osunął się w wodę, chrapiąc okropnie. Choć wrzask bitewny był wtedy naokół, słyszałem to wyraźnie i pewnie będę słyszał do końca dni moich.

    - Pójdź po Białowłosego i Kamona, synu, gdyż siedzą oni przy wiosłach. A niechaj ktoś ich zastąpi, abyście się wszyscy mogli posilić - rzekł Widwojos pospiesznie, a kiedy chłopiec odszedł przeskakując zwinnie leżący na deskach, poskładany bezładnie oręż, zwrócił oblicze ku Terteusowi.

    - Masz słuszność, oto przestał być dzieckiem, którym był jeszcze wówczas, gdy wstąpiliśmy na okręt w Amnizos!

    - Jeśli jest synem królów i sam będzie może kiedyś królem, lepiej, aby dojrzewał pośród boju i przeciwności.

    Zamilkli, gdyż okręt mijał teraz szerokim łukiem zakręt rzeki i ujrzeli przed sobą rozległe wody, które wydały im się jeziorem. Pośrodku owych wód widniał w wielkim oddaleniu ciemny nieruchomy kształt, jak gdyby grzbiet spoczywającego wodnego potwora. Terteus wpatrywał się weń długą chwilę.

    - Boski książę, jeśli mnie oczy nie zwodzą, jest to wyspa, a rzeka ta albo rozlewa się tu szeroko, albo też jest to jej źródło i wypływa ona z owego jeziora, co nie wydaje mi się możliwe, gdyż nie ma tu naokół wysokich gór, z których mogłyby spływać wody ją tworzące. Lecz tak czy inaczej, jeśli wyspa ta jest bezludna, mniemam, że winniśmy tam przybić. Księżyc świeci jasno, więc jeśli nawet lud ów ma wiele łodzi (choć nie przypuszczam tego, gdyż nie napotkaliśmy ani jednej osady nadrzecznej, z czego wnosić można, że nie trudnią się oni rybołówstwem), dostrzeżemy je z dala i łatwiej się nam będzie obronić. A bez snu, płynąc noc całą na wiosłach, nie będziemy rankiem tak dzielni, jak winniśmy być, jeśli spotka nas nowy bój! Jak powiadają, jeden najedzony i wypoczęty wojownik wart jest trzech głodnych i pozbawionych snu.

    Widwojos bez słowa skinął głową. Poczęli wpatrywać się w z wolna rosnącą wysepkę. Nie była ona rozległa ani wysoka, lecz pokrywały ją gęste zarośla i kilka kęp drzew. Opłynęli ją po dwakroć, szukając najlepszego miejsca, do którego mogliby przybić nie wprowadzając Angelosa w zbyt gęste łozy przybrzeżne, z których trudno byłoby go szybko wyprowadzić. Wreszcie znaleźli przystań i miękko przybili, dotykając niemal brzegu, gdyż w miejscu owym, odsłoniętym, głęboki nurt ocierał się o krawędź wyspy. Terteus wysłał trzydziestu ludzi, aby przeszli całą wysepkę i wybadali, czy nie kryje niebezpieczeństwa, a gdy powrócili mówiąc, że nie znaleźli nikogo, rozkazał przywiązać okręt do spoczywających na brzegu głazów.