Выбрать главу

    Lecz nie ułożyli się do snu na lądzie. Każdy otulił się płaszczem tam, gdzie leżał, i tak dotrwali do świtu, a często zmieniające się straże nieustannie krążyły po wysepce lub wypatrywały, czy na oświetlonej księżycem powierzchni wód nie pojawią się łodzie.

    I tak napotkał ich pierwszy brzask. Mgły snuły się nad wodą przesłaniając brzegi. W milczeniu, zziębnięci, gdyż powietrze było przejmujące, zbierali się przy ogniskach. Terteus z ciężką włócznią w dłoni przechadzał się wzdłuż okrętu, przynaglając ludzi głosem. Chciał odpłynąć jak najdalej stąd, nim mgły uniosą się ukazując Angelosa oczom czuwającym na brzegach rzeki.

    Odbili, kierując się pod prąd i okrążając wysepkę, otoczeni mlecznym oparem. Wiosła wolno zanurzały się w spokojnej wodzie. Terteus nakazał ciszę, gdyż we mgle głos ludzki niósł się daleko, wiosłowali więc bez zaśpiewu, lecz że byli już załogą doświadczoną i przemierzyli wspólnie niemal połowę długości znanego świata, okręt płynął równo, a wiosła zanurzały się cicho i bez plusku.

    Czyniło się coraz widniej, dzień wstawał i pierwsze promienie słoneczne poczęły przedzierać się ku płynącym, barwiąc kłęby mgły na różowo.

    - Jeśli jest to wielkie jezioro, boski książę - rzekł Terteus półgłosem - bogowie jedynie wiedzą, czy płyniemy w pożądanym przez nas kierunku, gdyż być może otaczają nas teraz zewsząd brzegi zamknięte lub przecięte jedynie małymi rzeczkami, na które nie moglibyśmy wpłynąć. A jeśli nawet moglibyśmy to uczynić, nie zaprowadziłyby nas one daleko. Lecz nie wierzę w to, gdyż żadna rzeka nie bywa tak wielka u swego źródła...

    Stali na dziobie, wpatrzeni w mgłę i wodę, która z lekkim szelestem uciekała na boki.

    - Przedziwna to rzecz, Terteusie... - Boski Widwojos odwrócił wzrok od jeziora i spojrzał na stojącego obok młodego żeglarza. - Płyniemy ku północy przedzierając się przez lądy, morza i rzeki i chroniąc się przed gniewem obcych ludów, których siedziby mijamy, a dzieje się to tak, jak gdybyśmy musieli dotrzeć do owej krainy bursztynu i odnaleźć ją. A przecież nawet gdyby znajdowała się ona tu i ukazała nagle naszym oczom wraz ze swymi skarbami, gdy ta mgła opadnie, cóż by nam z tego przyszło? Myśl o owej wyprawie powstała przecie w głowie mego królewskiego brata, gdy zapragnął, abym odpłynąwszy z Krety padł ofiarą jego podstępu. Nie wierzył on, że Angelos opuści kiedykolwiek obszar znanego świata i pożegluje dalej. A skoro stało się tak wbrew jego zamiarom, dokąd powrócimy i komu służyć ma nasza wyprawa?

    - Cóż masz na myśli, boski książę, gdyż nie pojmuję słów twoich? Nie śmiałbym cię pytać o to. lecz skoro chcesz rozważać w mej obecności tę sprawę, zapewne pragniesz, abym wiedział, ku czemu zmierzają twe myśli.

    - Masz słuszność, bo choć powiadają, że jestem potomkiem bogów... Widwojos uśmiechnął się nieznacznie - jestem jedynie człowiekiem i myśli moje krążą wokół przyszłości jak myśli każdego innego człowieka. Ufam ci. Jesteś roztropny, rozumny i doświadczony. Oto posuwamy się przez nie znany nam, wrogi ląd, płynąc rzeką, o której nie wiemy, dokąd nas zaprowadzi, ku celowi, który nie jest naszym celem, gdyż królestwo, które wysłało nas, jest krainą, gdzie każdego z nas czekałaby po powrocie niechybna śmierć, choćby czyny nasze były godne bohaterskich pieśni. A któż wie, czy nie są już ich godne, gdyż zaledwie rozpocząwszy naszą wyprawę, znaleźliśmy się tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł. A przecie okręt ten z dzielną, doświadczoną już załogą, która okazała, że nie lęka się trudów ni niebezpieczeństw, moglibyśmy skierować ku innym wodom i innym celom, bardziej zgodnym z naszym położeniem, aby zapewnić sobie choć odrobinę bezpieczeństwa i wiary, że nie zginiemy marnie i bezowocnie na krańcach ziemi.

    - Przyznaję, boski książę, że i ja rozmyślałem nad tym, lecz, jak wiesz, jedyna znana nam droga powrotu wiedzie przez cieśniny trojańskie, a później na południe. Gdy bratu twemu doniosą, że Angelos pojawił się ponownie, nie spocznie, póki nie dopadnie nas przeważającymi siłami. Albowiem dowiedział się już zapewne, jak uniknąłeś śmierci w Troi. Dziś wie on jedynie, że wypłynęliśmy na północne morze, a cała moc jego nie może sprawić, aby poznał miejsce, gdzie przebywamy, gdyż my sami wiemy jedynie, że płyniemy ku północy wielką rzeką, otoczeni przez wrogi lud, którego siedzib nie znamy. Jeśli więc posuwając się na północ dotrzemy do innego morza, co nie jest nieprawdopodobne, boski książę, kraina ta bowiem nie leży z pewnością na krawędzi świata, o której nam tak wiele mówiono, gdyż jest jako inne i zamieszkują ją zwykli śmiertelni ludzie, wówczas, być może, znajdziemy inną drogę, którą będziemy mogli zbliżyć się do znanych nam lądów. Wówczas też postanowisz, co czynić ci wypada. Jeśli zechcesz czekać na śmierć króla, brata twego, będziesz mógł to uczynić pozostając w bezpiecznym ukryciu, które sobie wynajdziemy. A jeśli, jak to nieraz bywało, chroniąc się przed przemożnym wrogiem, postanowisz żyć z dala od Krety, być może znajdziemy płynąc nadal na północ jakąś piękną krainę, zdobędziemy sobie żony od sąsiednich ludów i utworzymy nowe królestwo, maleńkie, lecz wolne od lęku. Niejeden lud ścigany przez wrogów uczynił już tak. A gdy się to stanie, zapomnisz tam o nienawiści twego brata Minosa.