- Jak długo by to trwało?
- Trudno rzec, boski książę. Różne bywają przeszkody na rzekach, gdyż są nimi nie wodospady jedynie, lecz długie mielizny i najeżone skałami koryto pełne wirów, po którym okręt nie może żeglować, a mogą to być też wodorosty i szuwary tak gęste, że nie sposób się pośród nich przedrzeć. Lecz dla rozebrania okrętu i powtórnego złożenia go w innym miejscu, trzeba by nam było dwu dni co najmniej. Inaczej, przy zbytnim pośpiechu, mógłby zatonąć później lub rozpaść się, gdyby uderzyła większa fala lub wicher. Na szczęście mamy pośród załogi kilku dobrych cieśli, ja sam co dnia przebywałem w Amnizos, gdy Angelos był w budowie. Wszelako nie wiemy jeszcze, co mamy przed sobą?
Lecz wkrótce mieli się tego dowiedzieć. Prąd rzeki stawał się coraz bardziej. wartki, a niespokojna powierzchnia niosła wśród wirów białe strzępy piany. Z dala dobiegał coraz donośniejszy łoskot wód uderzających o skały. Naokół nadal ciągnęły się wzgórza na zachodnim brzegu, a na wschodnim otwierał się ogromny widok na bezkresny, pozbawiony drzew obszar stepów. Przed dziobem okrętu rosła zbliżając się z wolna niska, postrzępiona wytryskami piany zapora skalna, przez którą rzeka przeciskała się bijąc z rykiem w poszarpane ostrogi kamienne, przewalając się przez nie i opadając skłębionymi falami po drugiej stronie. Jak daleko w głąb rzeki sięgała owa zapora, nie mogli stąd dostrzec.
Terteus pokręcił głową i mimowolnie spojrzał na odkryty brzeg.
Jeśli bogowie sprawili, że owo wrogie plemię porzuciło ich trop i odeszło do swych siedzib, rzecz cała wydawała mu się prosta, choć wielce uciążliwa. Angelos nie mógłby się przecisnąć pomiędzy wyszczerbionymi zębami skalnymi, stawiając czoła spienionemu nurtowi wód, groziło to zresztą niemal pewnym roztrzaskaniem i zapewne śmiercią części załogi. Lecz brzeg po prawej był płaski i nawet stąd dostrzec można było, że rzeka nie opada z wielkiej wysokości, a natrafia jedynie na pasmo twardych skał, których nie ma mocy obalić lub zetrzeć w proch, lecz musi przeciskać się pomiędzy nimi. Terteus wierzył, że jeśli poza owym obszarem skał i pian ponownie znajdują się ciche wody, załoga upora się z tą przeszkodą przeciągając okręt naokół niej po wschodnim, niskim i płaskim brzegu.
Lecz nie wiedział jeszcze dwu rzeczy: czy za ową zaporą skalną nie ma drugiej, a także, czy w chwili gdy wyciągną okręt na brzeg, z traw nie wynurzy się mrowie owych niskich wojowników, których oczyma duszy widział podobnych jak krople wody do owego szczerzącego zęby trupa oglądanego przy blasku pochodni?
Byli już blisko tryskającej pianami kamiennej grobli. Choć załoga naciskała na wiosła, a wzdęty żagiel nadal chwytał sprzyjające podmuchy wiatru, Angelos stanął niemal, kołysząc się gwałtownie na niespokojnych wodach. Od dziobu dobiegał głośny ryk rzeki rozdzieranej zębami skał.
- Możemy bądź zawrócić, boski książę, bądź też przybić do brzegu! - zawołał Terteus pochylając się ku Widwojosowi. - Myślę, że dobrze byłoby wyjść na ląd i przekonać się, co kryje się za owymi skałami!
- Uczyń tak! - Widwojos skinął głową.
Dawno już postanowił, że skieruje dziób Angelosa na powrót ku południowi jedynie wówczas, gdy nie pozostanie mu żadna inna droga.
Okręt z wolna cofnął się i ukosem podszedł ku brzegowi, aby stanąć bokiem do nadbiegających od zapory wzburzonych fal.
Terteus pierwszy wyskoczył na brzeg z oszczepem w dłoni i dobytym mieczem.
Gdy tylko wyciągnęli dziób okrętu na lizany jęzorami niespokojnych wód suchy piasek i umocowali go, wyszli jak do bitwy z uniesionymi włóczniami, ustawiając się gęstym szeregiem, tak aby wsparte o siebie wielkie tarcze osłaniały tych, którzy opuszczali jeszcze okręt.
Lecz wokół było cicho. Morze rozfalowanych traw szumiało lekko pod ciepłym południowym wiatrem, a z dala od strony rzeki dudnił grzmot skalnej zapory.
Nie chcąc rozdrabniać sił Terteus wysłał jedynie kilku ludzi na najbliższy niewielki wzgórek, by rozejrzeli się. Załoga nie spuszczała z nich oka, gdy zagłębiali się w wysokie trawy, niknąc w nich niemal Jedynie purpurowe kity pióropuszów na hełmach i uniesione ostrza długich włóczni pozwalały dostrzec, gdzie się znajdują. Gdy osiągnęli szczyt pagórka, stali przez chwilę rozglądając się na wszystkie strony, a później zawrócili.
- Nie dostrzegliśmy nikogo - rzekł jeden z nich, gdy znaleźli się przy okręcie - lecz niepomyślną przynosimy wieść, synu bogów! Z góry objąć można okiem koryto rzeki i choć płynie ona prosto, wydaje się być najeżona skałami na dużej przestrzeni, gdyż jak okiem sięgnąć dostrzec można wiry i wzburzone fale, a woda biała jest jak mleko, tak gęsto pokrywa ją piana!
- Zezwól, boski książę, abym sam przekonał się o tym! Terteus zdawał się niezbyt zafrasowany, usłyszawszy owe niepomyślne wieści. Lecz Białowłosy, który znał go najlepiej, wiedział, że kryje on swe prawdziwe uczucia, aby nie odbierać ducha załodze. Szybko zbliżył się ku niemu.
- Pójdę z tobą! - rzekł półgłosem. - Nie trzeba, abyś oddalał się samotnie!
Przerzucił przez plecy łuk i lekki kołczan ująwszy lewą rękę wielką tarczę, a w prawą włócznię.
- Ruszajmy! - Tertus uśmiechnął się wesoło. Kiedy oddalili się od załogi stojącej półkolem przed dziobem Angelosa, spoważniał. - Tymi trawami... - rzekł rozglądając się - mógłbyś przeprowadzić całe ludy wraz z dobytkiem, a nikt spoglądający z dala nie ujrzałby ich! Wrogie plemię, które napotkaliśmy, zna tę krainę i dobrze wie, że żaden okręt nie przemknie się tędy w górę rzeki. Gdybym był ich wodzem, nie trwoniłbym sił po owej zasadzce, gdy mało nie roztrzaskali Angelosa, lecz przyprowadziłbym mych ludzi tu i czekałbym, póki żeglarze nie wydobędą okrętu na brzeg, aby przeciągnąć go lądem poza owe skały. Wówczas wyciąłbym ich wszystkich do ostatniego! A nie pojmuję, czemu miałby on być tak wielkim głupcem, aby tego nie dostrzec? Mając konie mogli tu przybyć na długi czas przed nami i obrać miejsce stosowne do ukrycia się w oczekiwaniu, aż odciągniemy okręt dość daleko od wody, abyśmy nie mogli go na powrót zepchnąć w nurt, gdy nas napadną. Gdyż na wodzie z pewnością jesteśmy bezpieczni. Gdyby posiadali oni wielką ilość łodzi lub okręty, zapewne napadliby na nas, gdy przybiliśmy na noc do owej wysepki lub w innym czasie. Myślę, że jest to lud stepowy, żyjący z myślistwa lub wypasający stada. A nienawidzą oni obcych...