Выбрать главу

    Wzruszył więc jedynie ramionami, tak aby książę tego nie dostrzegł, i zawrócił. Idąc między ławami powtarzał szeptem rozkaz, aby każdy wdział pancerz i hełm. Wiedział, że od dawna żaden z nich nie odkładał broni dalej niż na odległość ramienia.

    Angeles ruszył cicho, kierując się ku środkowi rzeki, aby ludzie na wysokim brzegu mogli go dostrzec w blasku księżyca, nim przybije do brzegu.

    Stos płonął teraz wysoko rzucając krwawe blaski na stojące półkolem niskie chaty, wysoki kamienny słup i otaczających go ludzi. W świetle jego nadpływający ujrzeli przywiązanego do słupa nagiego człowieka. Stał on z opuszczoną głową, a raczej zwisał na sznurach opasujących go pod wykręconymi do tyłu ramionami.

    Pieśń trwała dalej, lecz zapewne ktoś obrócił głowę i dostrzegł na rzece okręt, oświetlony blaskiem księżyca i olbrzymią głowę byka na białym żaglu, spoglądającą martwymi oczyma ku wiosce.

    Ludzie na okręcie milczeli, wpatrzeni w brzeg, na którym zapadła cisza tak wielka, że słychać było niosący się po wodzie odgłos trzaskających w ogniu kłód drzewa.

    Terteus skinął ręką i Angeles obrócił dziób ku brzegowi, kierując się ku przystani.

    Wówczas rozległ się okrzyk przerażenia i cypel skalny ożył. Ludzie rzucili się do ucieczki.

    Przez chwilę żeglarze widzieli pędzące, oświetlone ogniem postacie odziane w skórzane kaftany. I nagle znikli wszyscy, wpadłszy pomiędzy chaty. Pochłonął ich mrok. Rozległo się jeszcze kilka okrzyków, zapewne matek nawołujących swe dzieci. Później zapadła zupełna cisza i w górze nic się już nie poruszyło.

    Stos płonął nadal wysokim, jasnym płomieniem, a za nim w głębi wciąż jeszcze stał uwiązany do kamiennego słupa nagi człowiek. Nie drgnął nawet, gdy wybuchło wokół niego zamieszanie.

    Angeles podpłynął bliżej i znalazł się niemal pod cyplem. Stracili z oczu płonący stos, lecz księżyc nadal świecił jasno i w jego blasku dostrzegli miejsce, gdzie leżały wyciągnięte na brzeg małe łodzie wydrążone z pni drzewnych. Wyciągnęli dziób okrętu na piasek i zabezpieczyli go linami uwiązanymi wokół przybrzeżnych drzew. Później, pozostawiwszy dziesięciu ludzi, aby nikt nie mógł zbliżyć się do Angelosa, podpalić go lub przeciąć liny, by puścić okręt bez załogi na rzekę, ruszyli pod górę wydeptaną, wyraźnie widoczną, szeroką ścieżką.

    Białowłosy, który wraz z Metalawosem o potężnych ramionach, Harmostajosem i Kamonem, szedł przodem osłaniając osobę księcia, pierwszy przekroczył granicę udeptanego kręgu, wewnątrz którego stał biały kamienny słup i płonął stos.

    - Ruszajmy ku owym chatom! - zawołał Metalawos - aby nie mogli nas razić z łuków, sami będąc w mroku, gdy my wejdziemy w krąg blasku!

    Uczynili tak, biegnąc od drzewa do drzewa, gdyż las podchodził pod same zabudowania. Nie napotkali jednak nikogo.

    A gdy książę pojawił się wraz z pozostałymi i pomimo grożącego niebezpieczeństwa Terteus kazał ludziom wejść w las, by przekonać się, czy mieszkańcy wioski nie kryją się w nim, oni także wrócili nie wiodąc z sobą nikogo.

    - Widok nasz w wielką musiał ich wpędzić trwogę! - rzekł Terteus uśmiechając się. - A nie ma się czemu dziwić, gdyż nigdy nie widzieli tak olbrzymiego okrętu! Pojawiliśmy się cicho i nikt nie dostrzegł naszego zbliżania się. Kiedy więc spojrzeli i dostrzegli wielką głowę Byka w świetle miesiąca, musieli nas wziąć za bogów. A zważ jeszcze, boski książę, że przybyliśmy w chwili, gdy rozpoczęli wielkie święto, które zapewne jakiemuś bogu czy bogom musi być poświęcone.

    - To prawda... - rzekł Widwojos - lecz jeden z nich pozostał tu. Podejdźmy do niego, gdyż być może żyje, choć nie porusza się wcale.

    Obchodząc buchający żarem, dogasający już stos, podeszli do kamiennego słupa.

    - Dorzućcie ich kilka! - zawołał Terteus wskazując końcem włóczni leżące obok, przygotowane do spalenia wielkie polana. - A niechaj część stanie ukryta między chatami, gdyż mogą powrócić i zaskoczyć nas niespodzianym natarciem, gdy lęk ich minie i dostrzegą, że jesteśmy ludźmi, nie bogami!

    Zbliżył się wraz z księciem, Perilawosem i pozostałymi ku człowiekowi uwiązanemu do słupa.

    - Czy żyjesz, młodzieńcze?! - Wyciągnął rękę i ujął go pod brodę, unosząc jego oblicze ku światłu. Człowiek ów był młody i sprawiał wrażenie krzepkiego, gdyż ramiona miał silne i rozrośnięte, a pierś szeroką. Żył, gdyż poruszył oczyma i spojrzał na Terteusa. Lecz zdawał się go nie dostrzegać. W kącikach na pół otwartych ust zaschła zakrzepnięta piana, a szyja zdawała się pozbawiona mocy, gdyż głowa zwisła natychmiast, gdy Terteus puścił podtrzymywany palcami podbródek.

    - Uczynił to zapewne ów wywar, o którym mi prawiono... - rzekł stary Nasios, który dopiero teraz wdrapał się na cypel ścieżką prowadzącą stromo pod górę. -Zapewne dali mu go, aby sam poszedł na stos nie wzbraniając się i nie czuł bólu zadawanego przez płomienie.

    Białowłosy, który nagle przypomniał sobie ów odległy dzień, gdy Lauratas rzekł mu, że sam wejdzie w paszczę Sebeka nie czując lęku, zadrżał przy tych słowach. Wystąpił ku przodowi.

    - Gdy wywar ów z niego wywietrzeje, powróci do sił i rozumu! - rzekł szybko. - Słyszałem o tym... Ja... mnie także pragnęli zmusić do wypicia podobnego napoju...

    - Gdzież to? - zapytał Perilawos.

    - W Egipcie! Mówię prawdę, boski książę. A jeśli porwali go, jak powiada czcigodny Nasios, z jakiejś odległej krainy, być może posłuży nam niebawem jako przewodnik, gdy uratujemy mu życie i weźmiemy go z sobą...