Выбрать главу

    O świcie, gdy mieli opuścić to miejsce, runęła na nich spoza wzgórz gwałtowna i nagła burza siejąc gradem piorunów i zatapiając świat w potokach deszczu. Trwała ona do późnego popołudnia. Pozostali więc w owym miejscu na drugą noc, choć chmury odeszły równie nagle jak przyszły, rozpogodziło się, a rozszalałe fale morza, rozpryskujące się wysoko na nadbrzeżnych głazach, poczęły cichnąć i uspokajać się. Podziękowali wówczas bogom, że natchnęli ich, aby wprowadzili okręt do zatoki, choć nic nie zwiastowało zawczasu owej burzy. Albowiem na brzegu otwartego morza nacierające ogromne fale sięgnęły lasu, podmywając i porywając drzewa. Niechybnie pochwyciłyby też i roztrzaskałyby Angelosa lub uniosły go z sobą na pełne morze, aby tam zatopić.

    Tego wieczoru, gdy ostatni pomruk nawałnicy ucichł za widnokręgiem, Terteus podszedł do Białowłosego, siedzącego na nadbrzeżnym głazie i ostrzącego miecz na skórzanym pasie, którym opasywał biodra w boju.

    - Oszczędzają nas bogowie, jak dotąd! - Roześmiał się i przytrzymując dłonią jeden koniec pasa usiadł obok chłopca. - Burza nie uczyniła krzywdy nam ni okrętowi, a przez ów bój z barbarzyńcami przeszliśmy obaj, jak gdyby była to wojenna zabawa chłopięca! Myślę czasem, czy to nie dzięki tobie wyprawa nasza płynie jeszcze?... - Spoważniał nagle. - Być może w dniu twych narodzin postanowiono, że przemierzysz świat cały i włos ci z głowy nie spadnie? A d, którzy są z tobą, korzystają z tego. Białowłosy opuścił miecz. Potrząsnął głową. - Gdy uciekałem z Egiptu... - rzekł cicho -był ze mną człowiek pewien, imieniem Lauratas. Ocalił mi on żywot... i sam zginął. A ja zapewne także nie mówiłbym tu dziś z tobą, gdyby nie twa małżonka. Uratowała mi żywot... - Pociągnął palcem po ostrzu miecza i wsunął go do pochwy. - A jeśli nie żywot, to przynajmniej wiosło, bowiem barbarzyńca ów, pochwyciwszy je szarpał z całych sił, nie dając wiosłować nie tylko mnie, lecz i tym, którzy byli przede mną i za mną. Gdyby rzuciło się ich w wodę więcej tak śmiałych jak on, nie wiem, czy uszlibyśmy?...

    I opowiedział Terteusowi o tym, jak piękna Wasan ugodziła strzałą wojownika, który uczepił się jego wiosła.

    - Nie rzekła mi o tym słowa! -Terteus pokręcił głową, jak to miał w zwyczaju, gdy chciał przemyśleć rzecz jakąś niespodzianą. - Byłem tak zajęty bojem i opędzaniem się od owych rwących się na burty barbarzyńców, że, prawdę mówiąc, zapomniałem o niej, a przypomniałem sobie wówczas, gdy pozbyliśmy się pościgu. Lecz zajęta już była opatrywaniem rannych, co zdaje się jej sprawiać wielką radość, gdyż nic innego nie czyni od tej pory! -Znowu się roześmiał, lecz spoważniał natychmiast. - Nie o tym przyszedłem z tobą mówić...

    Zawiesił głos i rozejrzał się, jak gdyby pragnąc upewnić się, że są sami z dala od innych.

    Białowłosy zerknął na nocne niebo oczyszczone burzą i obsypane gwiazdami migocącymi ostro naokół młodego księżyca, lecz pozbawione, jak się zdawało, na zawsze pełnej ciemności. Później zwrócił spojrzenie ku przyjacielowi i czekał bez słowa.

    - Bitwa owa, śmierć tak wielu towarzyszy i to, co po tym nastąpiło, kazało nam zapomnieć o niebezpieczeństwie, które nieustannie wisi nad bogom podobnym Widwojosem i jego synem!

    Terteus wypuścił koniec pasa, a Białowłosy odruchowo ujął go w ręce i wsunąwszy nań rzemień pochwy opasał się nim.

    - Cóż mamy uczynić? - zapytał nie pojmując, czemu przyjaciel właśnie teraz o tym myśli. Bogom podobny książę ni Perilawos nie oddalali się ostatnio od okrętu, gdyż polowano tu mało, więcej jedząc łowionych za dnia ryb i ptaków, od których roiły się mijane wysepki nadbrzeżne.

    - Rozmyślałem nad tym... -Terteus wstał i podszedł do brzegu. Przez chwilę spoglądał na wzburzone fale nadbiegające w głąb zatoki z mrocznej, przemawiającej różnymi głosami równiny wodnej i załamujące się z głośnym szumem na krawędzi brzegu. Później zawrócił i stanął przed Białowłosym. - Poczynam lękać się, że jeśli morderca ów będzie pragnął wykonać swój zamysł, uczyni to wkrótce!

    - Jakże możesz wiedzieć o tym, nie znając jego myśli? - Białowłosy także się podniósł.

    Mimowolnie spojrzał na odległe ognisko, wokół którego krążyły ciemne postacie wynurzające się z mroku i niknące w nim ponownie.

    - Wie on już, jak i my wszyscy, że minąwszy ów przesmyk wyprawa opuściła wreszcie morze na północy świata. Ma więc prawo sądzić, że jedynie niepomyślne wiatry mogą powstrzymać nas przed osiągnięciem znanych wszystkim wód i lądów. Oby się nie mylił, gdyż ja nie mam owej pewności, choć cała załoga tak myśli. Wyprawa powraca, a bursztyn spoczywa w pithosach na dnie okrętu. Mając ów skarb Widwojos wiele może uczynić. Lecz cóż zrobi, nim uczyni cokolwiek? Otóż napotkawszy pierwszy okręt kreteński książę rozgłosi zapewne, że królewski brat pragnął go zabić. A wraz z nim syna jego.

    Wówczas człowiek ów będzie narażony na zgubę jak pozostali żeglarze z Angelosa, bowiem nie wykonał królewskiego rozkazu i zezwolił żywemu Widwojosowi powrócić wraz z synem do krain znanego świata. Musi więc działać w pośpiechu, bo któż z nas wie, jak daleko stąd znajduje się ów znany nam świat? Być może ujrzymy za dzień lub dwa krawędź znajomego lądu, którego nie spodziewamy się ujrzeć, bowiem nie wiedząc, jaki kształt ma ziemia, nie wiemy też, gdzie jesteśmy? Morderca musi więc uprzedzić tę chwilę! Nie wiem, czy będzie pragnął zadać cios dziś, jutro czy może innego dnia, odkładając nieco spełnienie swego czynu? Być może wstrzymuje go lęk lub brak sposobności, aby zabić obu równocześnie?

    Wiem jedynie, że jeśli pragnie tego dokonać, musi wkrótce uderzyć!

    - Czy pragniesz znów zastawić sidła na niego, by schwytać go z zasadzki? - zapytał Białowłosy niepewnie.