Выбрать главу

    Terteus odwrócił wzrok z wyraźnym obrzydzeniem, lecz natychmiast skierował spojrzenie na Białowłosego i mrugnął porozumiewawczo. Nie chcąc wybuchnąć głośnym śmiechem, który mógłby urazić księcia, chłopiec zanurkował szybko, przepłynął całą długość basenu i wynurzył się chwytając ręką za obramowanie tuż obok jednej z waz wypełnionych liliami. Prychając przyglądał się jej przez chwilę. Całą wdzięcznie wygiętą powierzchnię zajmował wizerunek wielkiej błękitnej ośmiornicy, spoglądającej okrągłymi, białymi oczyma. Osiem splątanych ramion ginęło wijąc się po drugiej stronie naczynia. Chwycił brzeg, obramowania, podciągnął się i zajrzał. Ramiona ośmiornicy zamykały się na wygiętym rozpaczliwie tuńczyku...

    Drgnął. Jak ona pokonała tę ogromną rybę? Czy był to znak? Powstał i szybko przyłożył pięść do czoła, a później opuścił ją prędko i ruszył wokół basenu tam, gdzie stał Terteus obok jego porzuconej opaski na biodra i broni.

    Podeszła młoda niewolnica z cienkim płóciennym ręcznikiem w białe, żółte i zielone pasy. Stał wyprostowany, czekając, póki nie otarła jego ciała, lecz gdy skinęła na chłopca trzymającego skrzynkę z pachnidłami i oliwą, usunął się szybko, podniósł opaskę, a później, słysząc głos Perilawosa zapraszający Terteusa do kąpieli, nałożył ^Ino pas z krótkim mieczem, kołczan-z cienkiej skóry, w którym tkwiły strzały, i łuk o cienkiej, jasnej, nowej cięciwie, który przerzucił przez ramie. Wreszcie podniósł krótki oszczep i wsparty na nim, spoglądając na nagie ciała poruszające się w przezroczystej wodzie, raz jeszcze pomyślał o ośmiornicy i schwytanym przez nią tuńczyku. Było jeszcze tak wcześnie, że wschodzące słońce oświetlało dopiero rząd kamiennych rogów nad portykiem. Wewnątrz dziedzińca nic było gorąco. Spojrzał na bezchmurne niebo. A więc lato kończyło się. Lecz może w tej krainie nic było pory chłodnej i gorącej? Lauratas mówił mu. że w Egipcie nic znają chłodu, choć noce bywały tam zwykle zimne.

    Odwrócił głowę. Kilka innych niewolnic ukazało się, wychodząc rzędem spod kolumny portyku. Niosły w wyciągniętych rękach tace i dzbany z jadłem i napojami. Zatrzymały się nad brzegiem basenu.

    Perilawos wyszedł i otrząsając się stancji, by poddać swe ciało zabiegom niewolnic i masażysty. Skinął na Alcxandra.

    - Powiedz, niechaj podadzą mi jadło!

    - Podejdźcie do boskiego księcia! - zawołał stary niewolnik.

    Zbliżyły się kolejno i przyklękły. Perilawos skinął ręką na Białowłosego i Terteusa. który także wyszedł z wody.

    - Jedzcie wraz ze mną, przyjaciele!

    Sam sięgnął do płytkiej malowanej w żółte ptaki misy. wyjął z niej garść orzechów i podał jeden z nich małpce, która skoczyła mu na ramię i porwała orzech, sięgając druga rączką po pozostałe.

    Białowłosy zbliżył się i przytrzymujcie oszczep przedramieniem, wziął od jednej z klęczących niewolnic kilka miękkich żółtych placków i gliniany kubek wypełniony mlekiem, które było słodsze niż mleko, jakie pijał dotąd.

    Perilawos nie tknął posiłku. Wziąwszy wielki zielony owoc skinął na Alexandra:

    - Lektyka!

    Ośmiu ludzi, niosących na pomoście z malowanych desek wysokie, rzeźbione, obite skórą krzesło, podeszło j uklękło, stawiając swój ciężar na ziemi. Perilawos usiadł j uniósł rękę. Ludzie dźwignęli krzesło.

    Białowłosy oddał klęczącej niewolnicy kubek i ująwszy oszczep ruszył za kołyszącym się łagodnie krzesłem. Terteus zajął miejsce na drugiej stronie.

    Minęli dwa małe dziedzińce, które tonęły w kwiatach rosnących w wielkich glinianych donicach, zeszli szerokimi schodami nakrytymi dachem wspartym na kolumnach j znaleźli się przed wejściem do komnat królewskiego brata. Lektyka zatrzymała się. Kilku czarnoskórych niewolników stało tu już, trzymając za uzdy wspaniałe białe konie o purpurowych, przyciętych równo ogonach i złocistych grzywach. Co dnia otrzymywali inne konie, lecz te były piękniejsze niż wszystkie, jakie Białowłosy widział tu dotąd.

    Perilawos ruszył ku otwartym drzwiom z brązu, a Białowłosy i Terteus poszli za nim jak cienie, kołysząc w dłoniach lekkimi oszczepami.

    W tejże chwili w drzwiach ukazał się bogom podobny Widwojos. Odziany był jak zwykle w cienkie skórzane buty i złotą opaskę na biodrach. Dziś głowę jego zdobiła czarna czapka z długimi sterczącymi ku górze piórami. U boku miał krótki miecz, którego wysadzana czerwonymi i zielonymi kamieniami pochwa rzucała wielobarwne iskry.

    Perilawos pochylił przed nim głowę i ująwszy jego rękę dotknął jej wargami.

    - Jesteśmy gotowi, mój boski ojcze!

    Widwojos bez słowa skinął głową i wyminąwszy go, ruszył ku koniom. Postawiwszy stopę na głowie klęczącego niewolnika wspiął się na grzbiet zwierzęcia i obejrzał się dając im znak ręką. Po chwili wszyscy czterej jechali ku   otwartej  bramie, za którą ciągnął się ogród, a za nim drugą brama wychodząca wprost na gaj oliwny sięgający murów pałacu.

    Przez dłuższy czas jechali w milczeniu. Nawet Perilawos zdawał się wyczuwać, że sprawy wielkiej wagi zajmują umysł ojca, gdyż nie paplał jak zwykle i jechał tuż za nim, starając się nie" dopędzać go, gdy konie zwalniały, aby nie przeszkadzać mu w rozmyślaniu.

    Wreszcie, gdy gaj oliwny i mury pałacu Knossos pozostały daleko za nimi i wyjechali na rozległą pochyłość prowadzącą ku wzgórzom, Widwojos zatrzymał konia.

    - Oto miejsce, gdzie nikt nas nie usłyszy! - rzekł i zeskoczył z konia. - Spętajcie zwierzęta i zbliżcie się ku mnie, ty, mój synu, i wy obaj.

    Siadł na wielkim głazie leżącym pośród spalonej trawy późnego lata i przymknąwszy oczy zwrócił się ku słońcu, które grzało coraz mocniej.

    Terteus i Białowłosy spętali konie, puścili je luzem w pobliżu i powrócili do miejsca, gdzie siedział brat króla Krety. Perilawos zbliżył się także, skacząc z kamienia na kamień jak dziecko, które zbyt wiele czasu spędziwszy pośród murów, cieszy się widokiem rozległych przestrzeni.