Выбрать главу

    - Jak ci już rzekłem, o najczcigodniejszy, odpłynęli oni na północ, aby poza granicami poznanego świata odnaleźć drogę wiodącą do miejsca, gdzie rodzi się bursztyn. Z tego, co usłyszałem, a słyszy się tu niemal wszystko, gdyż ludzie ci niewiele tajemnic umieją przechować, boski Widwojos, brat królewski, zatrzyma się dłużej w przystani miasta Ateny i w innym grodzie nadmorskim dalej na północ, Jolkos, który jest ostatnim na jego drodze, znajdującym się pod panowaniem Krety. Stamtąd ma przeciąć morze na wschód ku Troi, która leży u wejścia do morza, znajdującego się na północ ud przesmyku, łączącego je z naszym morzem. U tym, co znajduje się dalej, nie wie ani on, ani nikt z tych, którzy mu towarzyszą, choć znane są mgliste wieści, że jest tam wielki ląd, a dalej jeszcze na północ za nim inne morze, mroczne i straszliwe, gdzie rodzi się bursztyn. Taka jest przewidywana droga owej wyprawy, lecz...  Urwał. Het-Ka-Sebek szybko uniósł głowę.

    - Mów, proszę, czcigodny Re-Se-Necie.

    - Tak, o najczcigodniejszy. Otóż wiem, gdyż i to także nie jest tajemnicą na dworze królewskim, że władca Minos rozkazał płynąć swemu bratu na północ, aby go zgubić: jego i jego syna, do którego straży należy ów białowłosy młodzieniec, świętokradca.

    - A czy nie wiesz, jak pragnie dokonać tego król Krety? Gdyż być może chłopiec ów zginie, nim zdążymy podjąć jakiekolwiek kroki?

    - Nie sądzę, aby tak się stać miało, o najświątobliwszy sługo Sebeka. Wierzę, że Minos zezwoli im odpłynąć dość daleko, choć nie wiem, czy pragnie on wymordować ich w jakiejś odległej krainie, z której wieść nie mogłaby tu j dotrzeć, czy też, co bardziej prawdopodobne, pragnie | dokonać tego tak, aby upozorować przypadek lub gniew bogów, zachowując przy tym czyste ręce, nie zbrukane krwią swego rodu.

    - Wierzysz więc, że póki okręt królewskiego brata znajduje się na wodach podległych Krecie, jest bezpieczny?

    - Tak sądzę, o najczcigodniejszy, gdyż król Minos wie równie dobrze jak my, że gdyby nasłał swe okręty, by napadły na okręt jego brata i zatopiły go, wówczas rzecz rozniosłaby się natychmiast po powrocie załóg biorących udział w tym przedsięwzięciu. A musiałby użyć wielu okrętów, gdyż morze jest wielkie i okręt brata łatwo mógłby przemknąć obok pułapki. Istnieje wiele rodzajów śmierci prócz tej, która czyha w falach morskich. Może zechce ich otruć? Może także obmyślić coś bardziej zawiłego, co przyniesie podobny ostateczny skutek. Byłoby to zgodne z duszą tego ludu. Nie lubią oni działać wprost, chodzą zawsze krętymi i przemyślnymi drogami, często okazując przyjaźń i serdeczność ty m, których jutro mają ugodzić. Nie pragnę tu snuć przypuszczeń, o których nie wiem niczego pewnego. Jakkolwiek by było, Minos jest władcą potężnym i nie ma ludu morskiego ni króla nadmorskich krain, który nic uczyniłby tego, czego od niego zażąda, i nie wspomógłby go w każdym jego zamiarze. Jedyni, którzy nie słuchają jego rozkazów, to rozbójnicy morscy, lecz oni nie słuchają nikogo.

    - A więc gdybyśmy uzyskali jego przychylność, każdy z władców miast, do których ma zawinąć okręt jego brata, schwytałby owego chłopca i odstawił na Kretę?

    - Z pewnością, o najczcigodniejszy.

    - Lecz czy zechce on okazać swą wolę zgodnie z naszymi pragnieniami?

    - Zbyt marnym jestem człowiekiem, świątobliwy Het-Ka-Sebeku, abym mógł upewnić cię o tym, jaka okaże się wola króla, sądzę jednak, że serce władcy Krety pełne jest przyjaźni dla Egiptu, a handel z nami wielce dogadza zarówno jemu jak i możnym tego królestwa. Wierzę, że król Minos będzie ucieszony mogąc w tak drobnej sprawie okazać swą uprzejmość Panu Świata - skłonili się obaj ku południowi - w niewiele czasu po wstąpieniu na tron ojców. Pojmie on z pewnością, że będzie to w Egipcie poczytane za rękojmię przyjaźni w nadchodzącym czasie jego panowania.

    - A więc jeśli możesz, uczyń tak, abym mógł królowi Krety wyłożyć w jak najkrótszym czasie moje poselstwo! - rzekł Het-Ka-Sebek szybko. - Skoro, jak rzekłeś, brat królewski zamierza zatrzymać się na dłużej w dwu różnych miastach nadbrzeżnych dla wzmożenia sił swej załogi, wówczas szybki wysłany stąd okręt winien go dopędzić i przekazać mu wolę królewską. Oby tylko Minos zechciał uczynić zadość mojej prośbie!

    - Nie wątpię, że tak uczyni, o najczcigodniejszy. Jeśli miałoby być inaczej, znam, jak mniemam, sposoby, dzięki którym uda nam się zakończyć szczęśliwie twe poselstwo bez jego pomocy i rozkazu.

    - Znasz, takie sposoby? - Het-Ka-Sebek uniósł cienko wygolone brwi. - A jak byś pragnął tego dokonać? Re-Se-Net rozejrzał się i ściszył głos.

    - Mam tam swego człowieka, a jest on dzielny i oddany mi bezgranicznie dla wielu przyczyn. W ostateczności użyję go, choć nie umiem ci rzec, o najczcigodniejszy, jak by miał on owego Białowłosego porwać, gdyż sam jeszcze nad tym nie rozmyślałem i rzecz ta jest nowa dla mnie.

    - Gdzież masz owego człowieka? W jednym z miast nadbrzeżnych, do których ma zawinąć ów okręt?

    - Nie, o najczcigodniejszy... - Re-Se-Net skromnie spuścił głowę. - Na okręcie królewskiego brata.

    - Na okręcie?.  Jakże mogłeś przewidzieć moje przybycie tu i sprawę, która mnie przywiodła, nie wiedząc niczego o niej?

    - Nie przewidziałem twego przybycia, o najświątobliwszy sługo Boga nad Jeziorem, ani nie doszły mnie wieści o straszliwym świętokradztwie owego wyrostka. To prawda. Lecz sądziłem, choć niemal nikt w to nie wierzy, że wyprawa owa może wyminąć wszelkie niebezpieczeństwa i pułapki i osiągnąć swój cel. Wówczas Kreteńczycy odkryliby drogę wiodącą ku bursztynowi, a może i ku wielu innym bogactwom, bo któż wie, co kryją owe dalekie, nieznane krainy? Osądziłem więc w mym nikczemnym umyśle, że skoro ustanowiono mnie tu uchem i okiem Egiptu, słuszne będzie, abym wiedział jak najwięcej o owym przedsięwzięciu. Gdy brat królewski ogłosił, że szuka śmiałków, którzy pragną wejść w skład jego załogi, wybrałem młodego niewolnika, pochodzącego ze wschodniego krańca tej wyspy. Dowodził on jedną z moich barek, która utrzymuje handel towarami egipskimi i skupuje dobra kreteńskie w miasteczkach wzdłuż północnego wybrzeża. Zna on morze i, jak rzekłem, ufam mu. Rodzice jego także są mymi niewolnikami. Oświadczyłem, że odzyska wolność, i przysięgłem, że bliscy jego także ją otrzymają, jeśli powróci z wyprawy. Padł mi do nóg, a później zgłosił się na okręt i przyjęto go, gdyż jest silny i sprawny w robieniu wiosłem. Nie wspomniał o tym, że był mym niewolnikiem, a że zawdzięcza mi wszystko, może zaś otrzymać w dodatku to, czego pragnie najbardziej: wolność dla ojca, matki i sióstr swoich, więc uczyni bez namysłu to, co mu rozkażę, choćby rzecz połączona była ze stokroć większym niebezpieczeństwem niźli zręczne uprowadzenie jednego cudzoziemskiego chłopca, którego może omamić pod lada pozorem. Lecz, jak rzekłem, nie sądzę, abym musiał uciekać się do usług tego człowieka, o najczcigodniejszy. Niechaj pozostanie on im nie znany. Minos uczyni zadość twej prośbie.