- Jeśli nawet niewolnik twój okaże się zbyteczny w naszym przedsięwzięciu, dobrze uczyniłeś, Re-Se-Necie, umieściwszy ucho i oko Egiptu na owym okręcie. Nieczęsto wypływają wyprawy ku celom tak odległym i przerażającym. Wierz mi, że nie zapomnę o tym po powrocie, gdy dostojni pisarze z Wielkiej Kancelarii pytać mnie będą o ciebie.
- Jestem, o najczcigodniejszy, jedynie prochem pod stopami Pana Świata - skłonili się ku południowi - a któż z nas zawahałby się uczynić dla Jego chwały wszystko, co w naszej mocy? - odparł kupiec nie unosząc oczu. - Lecz teraz błagam cię, zezwól mi odejść, abym użył wszelkich znanych mi sposobów mogących sprowadzić cię w jak najkrótszym czasie przed oblicze króla Minosa. Gdyż jedynym rzeczywistym nieprzyjacielem twego zamiaru może stać się zbytecznie utracony czas! Jeśli, w co nie wierzę, wyprawie tej udałoby się minąć granicę poznanego świata i zniknąć wśród wiekuistych mroków na północy, musiałbyś długo czekać na jej powrót... jeśli powróciłaby ona kiedykolwiek.
Het-Ka-Sebek przytaknął mu powolnym skinieniem głowy i odprawiwszy go uprzejmym ruchem dłoni, pogrążył się w zadumie.
ROZDZIAŁ ÓSMY
Żywot nasz mniej wart jest niźli dzban oliwy
Bogom podobny Widwojos zbliżył się ku sternikowi i zatrzymał kołysząc na szeroko rozstawionych nogach, gdyż wiejący od wczoraj silny wiatr wzburzył nieco morze i wysoka fala rozpryskiwała się na dziobie, który bądź unosił się wysoko, bądź opadał ciężko w ruchome zielone doliny.
Choć wiatr wiał z południa i wydął zawieszony nad głowami załogi wielki żagiel z wizerunkiem głowy byka, ludzie siedzieli przy wiosłach unosząc je i opuszczając miarowo, aby zmniejszyć boczne przechyły i nie dopuścić, by któraś z fal wtargnęła zatapiając dno okrętu, gdzie czterech nagich młodzieńców podawało sobie z rąk do rąk drewniane cebry i wylewało wodę, nieustannie chlustającą od dziobu. Szybko gnany sprzyjającym wiatrem Angelos parł na północ.
Sternik był starym człowiekiem o szerokich plecach i ciemnej, spalonej słońcem i wichrami skórze, od której ostro odcinały jego siwe włosy. Miał doprowadzić okręt do Aten i powrócić stamtąd do Amnizos. Wybrano go, gdyż całe życie przemierzał ten właśnie szlak tam i na powrót. Z Aten na północ miał poprowadzić Angelosa sternik tamtejszy.
Widząc stojącego nie opodal księcia, zdjął na krótką chwilę dłonie z rzeźbionych uchwytów wioseł sterowych i skłonił nisko głowę.
- Bądź pozdrowiony, boski potomku Minosa!
- Jak sądzisz, czy dziś jeszcze ujrzymy przystań ateńską?
- Tak mniemam, panie mój. Wiatr sprzyja, okręt twój dobrze znosi falę, mimo obaw, że będzie zbyt ciężki, aby ją przezwyciężyć, a słońce świeci, co zezwala nie zgubić kierunku i płynąć najkrótszą drogą. - Wskazał oczyma tarczę słoneczną, która uniosła się już spoza wschodniego widnokręgu i nadal tkwiła nad nim nisko, rzucając blask w oczy. - Bogowie i Wielka Matka sprzyjają twej wyprawie, boski książę! Nieczęsto udaje się tak szybko przemierzyć morze z Krety ku wielkiemu lądowi. Owa wyspa na prawo to Kitnos, a tę mniejszą, na lewo, zwą Velve. Miniemy ją od północnego wschodu i tam - wskazał ręką ku dalekiej, lekko zamglonej linii gór wyrastających z morza - ujrzysz, potomku bogów, wysoko zawieszony nad wodami przylądek Sunion. A gdy przepłyniemy u jego stóp, niewiele już czasu dzielić nas będzie od widoku ateńskiej przystani.
Widwojos w milczeniu skinął głową, wpatrując się w daleki ląd, którego wszystkie miasta nadbrzeżne i przy-1 legające do nich krainy trwały pod władzą podwójnego topora. Bywał w tej okolicy świata już kilkakrotnie.
Zawrócił i mijając ławy z siedzącymi na nich żeglarzami, zbliżył się do śródokręcia, zatrzymał się i spojrzał ku dziobowi, gdzie dostrzegł rosłą postać Terteusa. Zdawał się on nie dbać o smagające jego obnażoną pierś i oblicze bryzgi piany. Stał wpatrzony w daleki ląd, wyłaniający się coraz wyraźniej na północy. Widwojos zajrzał do rozpiętego pod masztem niewielkiego namiotu. Uchyliwszy zasłonę wszedł, pochylając się, do wnętrza.
Perilawos siedział na posłaniu z miękkich białych skór i ściskał głowę dłońmi. Na widok ojca spróbował uśmiechnąć się.
- Jakże ci?
- Nie tak źle, jak było nocą, ojcze mój. Pragnąłbym pójść i zmienić Białowłosego przy wiośle, jeśli mi zezwolisz.
- Ty? - Widwojos zmarszczył brwi. - Wnuk Minosa przy wiośle?
Chłopiec powstał i zachwiał się, gdyż dziób okrętu wspiął się właśnie na grzbiet fali, która przesunęła się po nim. Lecz nie utracił równowagi. Stał dotykając głową dachu namiotu, a głos jego, gdy przemówił, był spokojny, jak gdyby choroba morza nie dręczyła go przez całą noc, do tej chwili.
- Czy nie sądzisz, ojcze mój, że nadejdzie w tej wyprawie czas, gdy bardziej potrzebna mi będzie moc mych ramion niż me boskie pochodzenie? A jakże mam ćwiczyć me ciało, jeśli zabraniasz mi tego wszystkiego, co zniewieściałego młodzieńca może przemienić w dojrzałego wojownika?