Widwojos usiadł na posłaniu i skinął nań wskazując miejsce obok siebie. Chłopiec niechętnie osunął się na kolana, spełniając jego polecenie.
W złocistym półmroku, jaki dawało słońce przeświecające przez cienkie płótno namiotu, twarz syna wydała się księciu starsza i bardziej dojrzała.
- Być może masz słuszność... - Skinął głową, jak gdyby potakując własnym myślom. - Tak, zapewne wiele jest słuszności w twoich słowach, lecz jesteś wnukiem Minosa, a jeśli będziesz dzielił ławę z jednym z owych mężnych prostaków, może to mieć dwojaki skutek: jeden, jak rzekłeś, że praca ta przyda mocy twym ramionom i uczyni cię bardziej odpornym na trudy naszej wielkiej wyprawy. Jest i drugi skutek: ludzie ci mogą pojąć, że jesteś takim samym śmiertelnikiem jak oni, a wówczas owa tajemnicza więź, która każe jednemu człowiekowi słuchać rozkazów drugiego, choć często tamten nie ma mocy ukarać go za nieposłuszeństwo, może pęknąć i ludzie ci poczną czynić, co zechcą, a wówczas może nas to doprowadzić do zguby. Żaden z potomków Minosa nie spełniał prac, które mieli wykonać jego poddani.
- A sam Minos? Ów pierwszy Minos, ojcze, który przybył ongi z wielkiego lądu i zdobył Kretę? Czy sądzisz, że nie był wojownikiem i nie umiał posługiwać się wiosłem, on, który stworzył największe morskie królestwo świata?
- Działo się to bardzo dawno, mój synu, i nie wiemy niczego o nim, prócz tego, że przybył z morza, zajął miasta Krety i pozostał na wyspie ze swymi wojownikami, kobietami i dziećmi, aby jego i ich potomkowie rządzili ludem, który tam zastali. Wiesz o tym równie dobrze jak ja. Choć wiele jest podań o nim, to, co rzekłem, wiemy z pewnością, a także i to, że on i przybyli wraz z nim ludzie posługiwali się mową podobną tej, jaką mówią na wielkim lądzie, do którego się zbliżamy. Jakże inaczej mógłbyś pojąć słowa Terteusa i Białowłosego, choć mowa ich różni się nieco od naszej? Wszystko inne to baśni lub prawda tak przemieniona wiekami, że niełatwo ją pojąć. Wiele o tym rozmyślałem swego czasu. Powracając do twego zamiaru, czy sądzisz, że załoga mego okrętu pokocha cię, gdy staniesz się jednym z nich, czy też zacznie gardzić tobą, gdyż orzeknie, że sam odrzuciłeś swą godność?
- Nie wiem tego, ojcze. Jedni z nich z pewnością pomyślą tak, a inni przeciwnie. Wiem natomiast, że będą mną gardzili szczerze i słusznie, gdy w chwili boju okażę się tchórzliwy i słaby jak niewiasta. Lecz nie o tym pragnę mówić z tobą, mój ojcze, za twym przyzwoleniem...
- Wiesz, Perilawosie, że droższy mi jesteś ponad cały świat, wszelkie jego królestwa i dobra, i mój własny żywot. Mów, o czym zechcesz, ze mną, gdyż po to żyję, abym mógł ci udzielać rad i chronić cię przed złem w miarę możności.
Rozłożył bezradnie ręce, jak gdyby pragnąc dodać, że nadszedł czas, gdy zło może okazać się silniejsze niż oni obaj.
- Wiem, ojcze mój, jak bardzo gnębi cię nasze położenie i jak wiele przyczynia ci zgryzoty. Lękasz się nieustannie, że stryj zechce zgładzić nas przy pierwszej nadarzającej się sposobności, i drżysz, gdyż nie wiesz, skąd śmierć może uderzyć. Cierpisz także widząc mój los, gdyż żywisz ciche podejrzenie, że może to twe własne uczynki sprowadziły na nas gniew królewski. Pragnąłeś skrycie, abym został panem królestwa Krety, aby nałożono mi na skronie koronę i dano do ręki labrys. Czy to prawda? Widwojos milczał przez chwilę, wreszcie rzekł cicho:
- Tak, to prawda. Gdyż wierzę głęboko, że byłbyś dobrym władcą, gdy dojrzejesz, a z pewnością lepszym, niż jest nim mój brat. I cóż w tym dziwnego, że ojciec pragnie dla swego dziecka największej chwały, jaką może dać ziemia?
- A czy nigdy nie pomyślałeś o tym, że pragnąłbym być szczęśliwy?
Zadał to pytanie z taką powagą, że książę spojrzał nań z największym zdziwieniem. Jego smukły, dorastający syn klęczał naprzeciw, spoglądając w jego oblicze spokojnymi oczyma, z których znikła nagle cała dotychczasowa beztroska i wesele lat dziecięcych.
- Myślę o twym szczęściu od owego dnia, gdy ujrzałem cię po raz pierwszy, maleńkiego i ssącego pierś twej mamki. Cóż chcesz rzec mówiąc o szczęściu? Czy być władcą rozległej i potężnej krainy, panem niezliczonych miast i okrętów, nie jest największym szczęściem dla potomka królewskiego rodu?
, Perilawos potrząsnął głową.
- Być może, mój ojcze, lecz ja nie odczułbym tego jako szczęście... - I szybko, jak gdyby lękając się, że rozgniewany ojciec przerwie mu i nie pozwoli dokończyć tego, co chciał wypowiedzieć, dodał: - Stryj mój, chcąc nas zgubić, nakazał ci wyruszyć wraz ze mną na tę wyprawę. Wierz mi, ojcze mój, że gdyby wiedział, jak bardzo rozkaz jego uradował mnie, zaniechałby pewnie swego zamiaru. Albowiem jeśli kiedykolwiek będę musiał stanąć do walki z nim lub objąć tron Minosa po jego śmierci, wiem, że jako doświadczony żeglarz i wojownik, z męstwem nabytym pośród niebezpieczeństw i znajomością świata, będę dla niego wrogiem straszliwym, a gdyby już nie żył, gdy powrócimy, stanę się władcą, który podźwignie Kretę ponownie do wielkiej chwały. Gdyż sam przecież twierdzisz nieustannie, że moc tego królestwa ginie dzięki zniewieściałości władców i możnych.
Umilkł i odwrócił głowę, jak gdyby zawstydzony tym, co rzekł tak gwałtownie.
Widwojos wyciągnął rękę i lekko dotknął jego obnażonego ramienia.
- Wydawało mi się dotąd - szepnął -że jesteś dziecięciem nie pojmującym spraw, które rozważają władcy. Dziś pojąłem, że przemieniasz się w męża. Od tej chwili sam będziesz postanawiał, co masz czynić. Pamiętaj jedynie o tym, że władza na tym okręcie w moich spoczywa rękach, a żywot nasz w oczach najnędzniejszego lichwiarza w Knossos mniej jest wart niźli dzban oliwy, odkąd wstąpiliśmy w cień, który rzuca nienawiść króla.