Wspomnienia początków jego kapłańskiego życia były równocześnie słodkie i gorzkie; teraz Wintrow ponownie poczuł tamtą obcość, po czym przypomniał sobie późniejszą pewność i spokój. Ze łzami w oczach ciągnął:
– Uwielbiani służyć Sa. W klasztorze nauczyłem się wiele i bardzo dojrzałem, chociaż pewnie nie potrafiłbym wam o tym opowiedzieć. W dodatku wiem, że stoję dopiero na początku drogi, że jeszcze wszystko przede mną. Czuję się jak… – Gorączkowo szukał w pamięci porównania. – Kiedy byłem młodszy, życie wydawało mi się wspaniałym darem, opakowanym w piękny papier przyozdobiony wstążkami. Kochałem życie, mimo iż znałem tylko zewnętrzną stronę paczki. Ale podczas ostatniego roku zacząłem w końcu rozumieć, że to, co najlepsze, znajduje się w środku. Uczę się dostrzegać sedno rzeczy poprzez fantazyjne opakowanie. Znajduję się dokładnie na krawędzi. Nie mogę się teraz zatrzymać.
– To była niewłaściwa decyzja – wtrącił nagle ojciec Wintrowa. Jednak kiedy chłopiec chciał już odetchnąć z ulgą, Kyle dodał: – Już wtedy, przed laty wiedziałem, że wysłanie cię do klasztoru to niewłaściwa decyzja. Stałem tu, milczałem i pozwoliłem twojej matce decydować, ponieważ odnosiłem wrażenie, że twoje kapłaństwo jest dla niej bardzo ważne. A Selden, chociaż dziecko, był dla mnie dzielnym małym towarzyszem i patrząc na niego, czułem, że mam syna, który pójdzie w moje ślady.
Wstał od stołu, przemierzył pokój, wyjrzał przez okno, tak jak tamtego ranka przed laty, po czym potrząsnął głową.
– Powinienem był się zdać na własny instynkt. Nie chciałem się zgodzić i miałem rację. Nadszedł czas, kiedy ja… kiedy ta rodzina potrzebuje potomka, który wejdzie na pokład i zajmie należne mu miejsce na naszym statku. Niestety, nie przygotowaliśmy się na taki obrót spraw. Selden jest jeszcze zbyt młody. Za dwa lata, może nawet za rok wziąłbym go na chłopca pokładowego. – Kyle odwrócił się ponownie ku zebranym. – To była nasza wspólna decyzja, toteż wszyscy bez jednej skargi musimy się postarać naprawić popełniony błąd. Co to dokładnie oznacza? Wy, kobiety, będziecie musiały gospodarować tu same co najmniej przez rok. Musicie przekonać wierzycieli, by poczekali, i wycisnąć maksymalny zysk z naszych gospodarstw. Posiadłości niedochodowe trzeba będzie sprzedać, by wesprzeć pozostałe. Jeszcze przynajmniej przez rok będę musiał pływać, a okres ten będzie trudny, ponieważ zmuszony jestem żeglować szybko i handlować jedynie najbardziej opłacalnym towarem. Dla ciebie, Wintrowie, rok ten oznacza czas nauki. Muszę cię nauczyć wszystkiego, czego powinieneś był się dowiedzieć w ostatnich pięciu latach. Masz rok, by zostać mężczyzną i żeglarzem. – Gdy Kyle mówił, chodził po pomieszczeniu i odliczał na palcach polecenia i cele.
Wintrow zdał sobie sprawę, że w taki sam sposób jego ojciec przemawia do swojego oficera na pokładzie statku, wyznaczając zadania. Chłopiec miał teraz przed sobą prawdziwego kapitana Havena, człowieka przyzwyczajonego do bezwarunkowego posłuszeństwa. Wiedział, że ojciec będzie zaszokowany jego oporem, a jednak wstał, powoli odstawił krzesło i oświadczył:
– Wracam do klasztoru. Mam niewiele rzeczy do spakowania. Wszystko, co mogłem tu dla was zrobić, już zrobiłem. Wyjeżdżam dzisiaj. – Popatrzył na zebranych. – Kiedy opuszczałem “Vivacię” dzisiejszego ranka, obiecałem jej, że ktoś do niej zejdzie i spędzi z nią dzień. Proponuję obudzić Altheę i poprosić ją, by poszła do portu.
Ojciec Wintrowa z wściekłości spurpurowiał na twarzy.
– Siadaj i przestań gadać bzdury – warknął. – Zrobisz, jak ci powiedziałem. To będzie twoja pierwsza lekcja.
Serce chłopca waliło jak oszalałe, a całe ciało drżało. Czyżby się bał własnego ojca? Tak, niestety tak było. Ze wszystkich sił starał się zachować spokój. Nie zostały mu już żadne argumenty, lecz gdy tak stał nieruchomo i milcząco patrzył w oczy rozgniewanemu ojcu, który właśnie zrobił krok w jego kierunku, powiedział sobie chłodno i praktycznie: Tak, ale to tylko fizyczny strach przed czymś fizycznym.
Wintrow tak bardzo się skupił na tej myśli, że nie usłyszał matki, która najpierw zawołała, a później zaczęła jęczeć:
– Och, Kyle'u, nie, proszę cię, proszę nie rób tego, najpierw z nim porozmawiaj, przekonaj go! Nie, nie, och, proszę cię nie!
Później rozległ się podniesiony głos Roniki, która gwałtownie krzyknęła:
– To jest mój dom i nie będziesz…
Niestety w tym momencie dał się słyszeć potężny trzask, bowiem pięść kapitana Havena trafiła w bok twarzy jego syna. Wintrow szybko zaczął się osuwać na podłogę, tak zaskoczony czy też może zawstydzony, że ani nie podniósł ręki do twarzy, ani się nie uchylił. Przez cały czas huczały mu w głowie słowa: “Fizyczny strach, ach, tak, tak, fizyczny, ale czy istnieje inny rodzaj strachu? Co trzeba by mi zrobić, bym go poczuł?” Potem ciało chłopca upadło na kamienną posadzkę, twardą i zimną mimo rosnącego się z każdą chwilą upału. Tracąc przytomność Wintrow poczuł, jak dotyka podłogi. Zdążył jeszcze pomyśleć, że staje się z nią jednością, podobnie jak wczoraj ze statkiem, po czym otoczyła go ciemność.
10. KONFRONTACJA
– Kyle'u, nie pozwolę ci na to!
Głos jej matki wyraźnie rozbrzmiał echem w wyłożonym kamienną posadzką korytarzu. Althea miała ochotę pospiesznie odwrócić głowę, mimo iż imię szwagra budziło w niej szczery gniew. Postanowiła postępować ostrożnie. Najpierw musi wyczuć atmosferę.
Idąc w stronę jadalni, zwolniła krok.
– To mój syn i będę go karał, kiedy tylko uznam to za konieczne. Możesz mówić, że jestem surowy, lecz im szybciej dzieciak nauczy się szacunku i posłuszeństwa, tym łatwiejsze stanie się jego życie na statku. Gdy oprzytomnieje, sama zobaczysz, że nie uderzyłem go mocno. Będzie po prostu zaszokowany i tyle.
Althea wyczuła w głosie mężczyzny lekki niepokój. Do jej uszu dotarł także stłumiony dźwięk – płacz siostry. Z przerażeniem zastanowiła się, co Kyle zrobił małemu Seldenowi. Poczuła straszliwy lęk i pragnienie ucieczki od tej brutalności ich domowego życia. Chciała wrócić… No właśnie…? Na statek? Nie było już tam dla niej miejsca.
Zatrzymała się w miejscu. Czuła się oszołomiona i przepełniał ją smutek.
– Nie nazwałabym tego karą, lecz zwykłą awanturą. Nie pozwolę na burdy w moim domu. Zeszłej nocy przymknęłam oczy na twoje zachowanie, ponieważ wszyscy mieliśmy za sobą straszny dzień, a wyskok Althei naprawdę nami wstrząsnął. Ale tu, w moim domu, nie będę tolerować czegoś takiego… O nie. Wintrow nie jest już dzieckiem, Kyle'u, a nawet gdyby nim był, nie wychowasz go biciem. Zwłaszcza że nie krzyczał, lecz spokojnie próbował ci wyjaśnić swoje stanowisko. Nie wolno bić dziecka za uprzejme wyrażenie własnej opinii. Dorosłych również nikt za to nie bije…
– Nie rozumiesz, Roniko – odparł stanowczym tonem Kyle. – Za kilka dni mój syn będzie mieszkał na pokładzie statku, gdzie liczą się tylko moje słowa, niczyje inne. Chłopak nie będzie miał czasu na sprzeciwy, nie będzie miał go nawet na myślenie. Na statku marynarz musi okazywać posłuszeństwo i natychmiast wykonywać każdy rozkaz. – Ciszej dodał: – Któregoś dnia może mu to uratować życie.
Althea słyszała szuranie butów szwagra.
– Keffrio, wstań. Wintrow dojdzie do siebie za kilka minut, a wtedy powinnaś być dla niego surowa. Nie zachęcaj go do zachowania, którego nie będę tolerował. Jeśli chłopiec zobaczy, że nasze poglądy w jego sprawie się różnią, będzie dalej ze mną walczył. A im dłużej będzie walczył, tym częściej padnie na podłogę.
– Nienawidzę tego – odpowiedziała cienkim, głuchym głosem Keffria. – Dlaczego musi się to odbywać w taki sposób? Dlaczego?
– Nie musi – odparła jej matka kategorycznie. – I nie będzie się tak odbywało. Powiem ci otwarcie, Kyle'u Havenie, nie będę tego tolerować. W tej rodzinie nigdy nie traktowano w ten sposób dzieci i nie pozwolę ci na podobne zachowanie w dzień po śmierci Ephrona. Nie w moim domu.
Ronica Vestrit nie zamierzała dyskutować z zięciem, nie wiedziała jednak, że nie jest to właściwy ton do rozmów z nim. Althea świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Otwarta konfrontacja była najgorszym możliwym wyjściem i tylko mężczyznę rozjuszała.