Выбрать главу

– Jesteś wystarczająco mądra, aby nauczyć się czegoś z tego, co widziałaś, siostrzyczko?

Althea odpowiedziała mu spokojnie i cicho.

– Tak, tak, wszyscy dowiedzieliśmy się dzisiaj czegoś o tobie, Kyle'u. Zwłaszcza tego, jak wiele potrafisz poświęcić, by zaspokoić własną ambicję kontrolowania rodziny Vestritów.

– Kontrolowania? – Szwagier popatrzył na nią z niedowierzaniem, a następnie odwrócił się do pozostałych dwóch kobiet, szukając w ich oczach zaskoczenia. Jednak Ronica patrzyła na niego ponuro, natomiast Keffria szlochała na ramieniu matki. – Sądzicie, że o to mi chodzi? O kontrolę? – Potrząsnął głową i lekko się roześmiał. – Chcę nas wszystkich uratować. Niech mnie diabli, jeśli wiem, po co się tak staram. Gapicie się na mnie jak na przestępcę, a przecież próbuję tylko ocalić rodzinę. Keffrio! Wiesz, w czym rzecz. Rozmawialiśmy o tym.

Odwrócił się ku żonie, która w końcu podniosła na niego zalaną łzami twarz, lecz w jej oczach nie było zrozumienia. Zdumiony Kyle potrząsnął głową.

– Co mam zrobić? – spytał kobiet. – Nasze posiadłości codziennie tracą na wartości, ciągle spłacamy żywostatek, wierzyciele odgrażają się, że zaczną konfiskować nasze dobra, a wy wszystkie najwyraźniej uważacie, że powinniśmy elegancko zignorować sytuację i zasiąść do herbaty. Nie, nie, inaczej… Althea chyba sądzi, że wręczę jej zabawkę o imieniu “Vivacia” i pozwolę doprowadzić rodzinę do ruiny. Będzie się co wieczór upijała i obmacywała z lokalnymi marynarzami.

– Przestań, Kyle'u – syknęła ostrzegawczo Ronica.

– Co takiego? Nie wolno mi mówić o sprawach, o których już wiecie, tyle że nie chcecie się do tego przyznać? Posłuchajcie mnie, wszystkie trzy, chociaż przez kilka minut. – Przerwał i oddychał głęboko, jak gdyby próbował się pozbyć gniewu i złości. – Muszę myśleć o moich dzieciach, o Seldenie i o Malcie. Umrę przecież któregoś dnia, tak samo jak Ephron. Nie mogę zostawić im w spadku jedynie masy długów i owianego skandalem imienia. Mąż nie zostawił ci synów, Roniko, którzy mogliby cię teraz chronić i zajęliby się gospodarstwem. Zamierzam się zachować jak sumienny zięć i załatwić wszystkie sprawy, które tego wymagają, nawet te najbardziej bolesne. W ostatnich miesiącach wiele myślałem i wierzę, że potrafię postawić nas wszystkich z powrotem na nogi. Nawiązałem w Chalced wiele kontaktów z osobami chętnymi do współpracy. Nie mam żadnego niezwykłego planu: ja i statek musimy po prostu popracować i to naprawdę ciężko. Będziemy przewozić tylko najbardziej dochodowe towary. Tymczasem jednakże musimy bez sentymentów wycenić wszystkie nasze gospodarstwa i zatrzymać jedynie te, które na pewno przyniosą w tym roku zysk. A co najważniejsze, nie wolno nam wystraszyć naszych wierzycieli. Jeśli zaczniemy gwałtownie wyprzedawać, pomyślą, że kiepsko z nami i staną na naszym progu, by zdobyć część tego, co jeszcze zostało. Także widok hulającej z łobuzerią Althei nie pozostanie bez echa. Ludzie pomyślą, że nasza rodzina nie ma już ani nadziei, ani dumy. Mówię szczerze. Oczerniasz swoje imię, dziewczyno, a wraz z nim dobre imię mojej córki. Któregoś dnia chciałbym dobrze wydać córkę za mąż. Malcie nigdy się nie trafi poważany mężczyzna, jeśli jej ciotka będzie prowadziła żywot pijaczki i flądry.

– Jak śmiesz… – warknęła Althea.

– Wiedz, że dla dobra moich dzieci ośmielę się na znacznie więcej. Zrobię z Wintrowa mężczyznę, nawet jeśli dorastając będzie mnie za to nienawidził. Stworzę silną bazę finansową dla rodziny, nawet, jeśli to konieczne, będę zmuszał żywostatek do ciężkiej pracy, na co ty nigdy byś się nie zdobyła. Jeśli troszczysz się o swoich krewnych choćby w połowie tak bardzo jak ja, zmienisz swoje postępowanie, zaczniesz się zachowywać jak dama i zaakceptujesz wybranego dla ciebie majętnego kandydata na męża, aby wspomóc rodzinną fortunę.

Zimna wściekłość zawładnęła Althea.

– Więc powinnam się sprzedać mężczyźnie, który zaoferuje najwyższą stawkę, byleby tylko skłonny był nazywać mnie żoną i dobrze zapłacić za małżeństwo ze mną?

– Uważasz, że lepiej zadawać się z najbiedniejszymi, tak jak to nam pokazałaś ubiegłej nocy? – spytał chłodno Kyle.

Althea zaczerpnęła oddechu, napuszyła się jak rozzłoszczony kot, lecz w tym momencie zimny głos jej matki przerwał ich kłótnię.

– Wystarczy.

Ronica wypowiedziała cicho tylko to jedno słowo, potem – ostrożnie, jak gdyby niosła naręcze pościeli – podprowadziła Keffrię do najbliższej ławy i posadziła. Nieodwołalność jej tonu zamknęła wszystkim usta. Nawet szlochy Keffrii ucichły. W czarnym żałobnym stroju mała, posępna matka Althei wydawała się jeszcze mniejsza, kiedy jednak nakazała spokój córce i zięciowi, oboje natychmiast jej posłuchali.

– Nie zamierzam krzyczeć – powiedziała. – Nie będę też się powtarzać, proponuję więc, abyście oboje zwrócili baczną uwagę na moje słowa i zapamiętali je sobie. Altheo, zwracam się najpierw do ciebie, ponieważ odkąd zeszłaś wczoraj ze statku, nie miałam sposobności z tobą porozmawiać. Kyle'u, nie przerywaj mi, nawet jeśli powiem coś nie po twojej myśli. A zatem…

Ronica nabrała powietrza i zadrżała, następnie podeszła do młodszej córki i chwyciła jej strudzone dłonie w swoje.

– Moja córko, wiem, że czujesz się skrzywdzona. Spodziewałaś się odziedziczyć statek. Taki też był plan twojego ojca. Ephron odszedł i chociaż z bólem, powiem ci wszystko otwarcie. Twój ojciec zawsze traktował cię jak syna. Niestety, wszystkich ich utracił. Gdyby twoi bracia przeżyli zarazę… ale cóż, stało się inaczej. Kiedy jeszcze żyli, Ephron zawsze mówił, że dla jego córek jest ląd, statek natomiast dla synów. I chociaż nigdy nie powiedział tego jasno, sądzę, że tobie pragnął powierzyć “Vivacię”, Keffrii zaś posiadłości ziemskie. Zamierzał jednakże żyć aż do późnej starości, spłacić długi statku i gospodarstw, a ciebie wydać za mąż za mężczyznę, który zostanie kapitanem twojego statku. Nie, nie, cicho! – rzuciła szybko, widząc, że Althea otwiera usta, by się jej sprzeciwić.

– Nie przerywaj, i tak trudno mi mówić o takich sprawach. Jeśli się wtrącisz, nigdy ci tego nie powiem – dodała spokojniejszym głosem, po czym podniosła głowę i śmiało spojrzała w oczy córce. – Jeśli chcesz kogoś obwinić za swoje rozczarowanie, obwiń mnie. To ja, wiedząc, że twój ojciec umiera, posłałam po Curtila, naszego starego doradcę prawnego i wraz z nim sporządziłam testament, który wydał mi się najlepszym rozwiązaniem. Następnie przekonałam Ephrona, by ten dokument podpisał. Nie skłoniłam go do podpisania żadnym podstępem, lecz przekonałam. Nawet twój ojciec w końcu zrozumiał mądrość takiego rozwiązania. Gdyby rodzinna fortuna została podzielona, stracilibyśmy wszystko. Keffria jest starsza, ma dzieci, którym musi zapewnić byt, postąpiłam więc zgodnie z nakazami tradycji i uczyniłam ją jedyną spadkobierczynią. – Ronica Vestrit odwróciła wzrok od zaszokowanego spojrzenia młodszej córki i spojrzała na starszą. Keffria ciągle siedziała na ławie, zakrywając twarz rękoma, lecz jej płacz ustał. Kyle podszedł do żony i położył jej dłoń na ramieniu. Althea nie wiedziała, czy ją pociesza, czy też strofuje. – Keffria wiedziała o swoim dziedzictwie – ciągnęła Ronica – i świetnie zdaje sobie sprawę, że testament stanowi jasno, iż na jej barkach spoczywa obowiązek utrzymania ciebie do chwili, gdy wyjdziesz za mąż, a wtedy musi ci zapewnić odpowiednie wiano. Zatem Keffria będzie się tobą zajmować nie tylko z siostrzanej miłości, lecz z prawnego obowiązku zapisanego w notarialnie poświadczonym dokumencie.

Althea nadal patrzyła z konsternacją.

– Córko – poprosiła Ronica – proszę, spróbuj spojrzeć na całą sprawę bezstronnie. Postąpiłam najuczciwiej, jak mogłam. Gdybyś otrzymała “Vivacię”, nie poradziłabyś sobie. Potrzeba pieniędzy, by zatrudnić załogę, wyprowiantować statek, utrzymywać go w dobrej kondycji i remontować. Po jednym opłacalnym rejsie można spłacić długi i zainwestować w następną podróż, lecz jeśli nie zarobisz odpowiednio dużo? Co wtedy? Pożyczkę na statek rodzina brała także pod zastaw dóbr lądowych. Nie istnieje sposób, by racjonalnie podzielić nasze ziemie. Muszą znajdować się w jednym ręku, aby nas wyciągnąć z długów.