Выбрать главу

– Więc nie mam nic – zauważyła cicho dziewczyna.

– Altheo, twoja siostra nigdy nie pozwoli, żeby ci czegoś zabrakło… – zaczęła jej matka, lecz młodsza córka zaszokowała ją słowami:

– Nie dbam o to. Nie obchodzi mnie własne bogactwo ani ubóstwo. Tak, marzyłam, że “Vivacia” będzie moja! Ponieważ ona jest moja, matko, choć nie potrafię ci wyjaśnić, skąd o tym wiem… Widzisz, konie Seddona Diba, choć ciągną powóz dla swojego pana… i tak wszyscy wiedzą, że ich serca należą do stajennego chłopca bogacza. Tak samo serce “Vivacii” należy do mnie, a moje do niej. Niepotrzebne mi są lepsze układy z kimkolwiek na świecie. Zatrzymajcie sobie cały zysk, jaki przyniesie wam statek i niech wszyscy mówią, że żaglowiec należy do Keffrii. Tylko pozwólcie mi pływać na pokładzie. To wszystko, o co proszę, matko i siostro. Pozwólcie mi tylko podróżować, a już nigdy nie sprawię wam kłopotów i nigdy nie podważę waszego zdania w żadnej sprawie. – Spojrzała błagalnie i z rozpaczą najpierw na Ronikę, potem w zalane łzami oblicze Keffrii. – Proszę – sapnęła. – Proszę.

– Nie – odezwał się Kyle. – Nie. Wydałem już rozkazy zabraniające ci przebywać na statku i nie zmienię ich. Widzicie, jaka jest – oświadczył, zwracając się do Roniki i Keffrii. – Nie myśli praktycznie. Wszystko, czego pragnie, to kontynuować dotychczasowy styl życia. Pozostała upartą córeczką swego tatusia, która mieszka sobie na pokładzie statku, za nic nie ponosi odpowiedzialności, udaje marynarza, a do rodzinnego miasta wraca, by pochodzić po sklepach i na rachunek ojca kupić stroje i błyskotki, które jej się spodobają. Tyle że teraz byłby to rachunek jej siostry, a zatem i mój. Nie, Altheo. Twoje dzieciństwo skończyło się wraz ze śmiercią ojca. Nadszedł czas, byś zaczęła się zachowywać tak, jak wypada potomkini takiej rodziny.

– Nie mówię do ciebie! – wybuchnęła Althea. – Nie masz nawet pojęcia, o czym mówię. Dla ciebie “Vivacia” jest tylko zwykłym statkiem, który czasem zagada. Ja ją traktuję jak członka mojej rodziny, jest mi bliższa niż własna siostra. “Vivacia” potrzebuje mnie na pokładzie. Muszę podróżować wraz z nią. Popłynęłaby dla mnie, jak nigdy nie popłynie dla ciebie. Włożyłaby w nasz wspólny rejs całe swoje serce.

– Dziewczęce fantazje! – uciął Kyle. – I bzdury! Odeszłaś od niej rozgniewana w dniu, gdy się przebudziła. To Wintrow musiał spędzić z nią jej pierwszą noc. Gdybyś rzeczywiście tak wiele do niej czuła, nie postąpiłabyś w ten sposób. Sądzę, że “Vivacia” bardzo polubiła mojego syna. Będzie pływał na jej pokładzie i dotrzymywał jej towarzystwa, robił wszystko, czego ten statek sobie zażyczy. Wintrow nauczy się też pracować jak prawdziwy marynarz, a nie bezmyślnie się kręcić po pokładzie albo upijać w obcych portach. Nie, Altheo, nie ma dla ciebie miejsca na pokładzie naszego żaglowca. Nie pozwolę, byś siała niezgodę lub rywalizowała z moim synem o względy statku.

– Matko? – jęknęła desperacko Althea. Ronica popatrzyła na córkę z żalem.

– Gdybym cię nie widziała ostatniej nocy pijanej i w nieładzie, sądziłabym, że Kyle jest zbyt surowy i przeciwstawiłabym mu się. – Westchnęła ciężko. – Niestety, nie mogę zaprzeczyć temu, co oglądały moje oczy. Altheo, wiem, że kochasz “Vivacię”. Gdyby żył twój ojciec… Och, wtedy zapewne w ogóle nie zastanawialibyśmy się nad tymi wszystkim sprawami. A teraz… Może nadeszła pora, byś porzuciła życie na morzu. Zauważyłam, że Wintrow ma dobre serce i z pewnością zadba o “Vivacię”. Pozwól mu. Teraz powinnaś zatroszczyć się o siebie i zająć należne ci miejsce w społeczności Miasta Wolnego Handlu.

– Moje miejsce jest na pokładzie żywostatku – zaoponowała słabo Althea.

– Nie – powtórzył Kyle, a Ronica pokiwała głową.

– Więc nie ma dla mnie miejsca ani w tej rodzinie, ani w tym mieście – rzuciła dziewczyna bez zastanowienia. Wstrząsnęły nią własne słowa, a zwłaszcza ich nieodwołalność. Były niczym kamień rzucony w spokojną wodę, na zawsze i nieodwracalnie zmieniły całe jej życie. Uświadomiwszy to sobie, poczuła, że zatrzymał jej się oddech.

– Altheo? Altheo! – wołała za nią matka.

Ruszyła korytarzem. Własny dom stał się dla niej nagle obcym miejscem. Zdała sobie sprawę z faktu, że od lat nie spędziła tu dłuższego okresu niż miesiąc. Od kiedy wisi tu ten gobelin? Kiedy popękały kafle? Nie wiedziała, była nieobecna, nie mieszkała tu od tak dawna. Od wielu lat ów budynek nie był już jej domem. Rozpoznawała tę rzeczywistość, lecz nie interesowała się nią. Nie zabrała niczego. Tak jak stała, wyszła frontowymi drzwiami przed dom.

* * *

– Jeśli znowu wróci pijana, spędzi tydzień w swoim pokoju. Musi zrozumieć, że nie będziemy patrzeć przez palce, jak szarga nazwisko rodziny i własną reputację w Mieście Wolnego Handlu. – Kyle siedział obok Keffrii na ławie i czule otaczał żonę ramieniem.

– Zamknij się, Kyle'u. – Ronica Vestrit usłyszała własne krótkie, ciche stwierdzenie. Wszystko jej się rozpadało: rodzina, dom, marzenia o przyszłości. Wiedziała, że Althea mówiła poważnie; Ronica słyszała w jej tonie głos Ephrona. Jej córka nie pojawi się na progu dziś wieczorem, ani pijana, ani trzeźwa. Odeszła. A wszystko przez tego idiotę, którego poślubiła Keffria. Kyle potrafił się tylko wymądrzać i narzucać innym władzę. Westchnęła ciężko. Może był to jedyny problem, który potrafiłaby teraz rozwiązać. Gdyby sobie z nim poradziła, mogłaby łatwiej rozwiązać inne… – Kyle'u. Nie chciałam tego mówić przy Althei, aby jej nie zachęcać do buntu, ale muszę ci to powiedzieć teraz. Przez cały ranek zachowujesz się jak osioł. Jak niezbyt taktownie zauważyłeś, nie mam prawa się mieszać między ciebie i twojego syna. Jednakże Althea to co innego. Jest moją córką i nie podlega twojej władzy. Wiedz, że twoje próby “wychowywania” jej uważam za skrajnie obraźliwe.

Spodziewała się przynajmniej skruchy, natomiast zięć wyglądał na znieważonego i Ronica nie po raz pierwszy zastanowiła się, czy nie przeceniła jego rozsądku, gdy powierzała Keffrii rodzinny majątek. Odpowiedź mężczyzny potwierdziła jej najgorsze obawy.

– Jestem teraz głową tej rodziny, jak możesz zatem twierdzić, że Althea nie podlega mojej władzy?

– Nie jest twoją córką, lecz moją. Nie jest twoją siostrą, lecz siostrą twojej żony.

– Ale swoim postępowaniem uwłacza nam wszystkim. Jeśli ty i Keffria nie potraficie jej skłonić do rozsądnego zachowania, będę musiał poskromić ją bardziej zdecydowanie. Nie mamy czasu ani na łagodną perswazję, ani na przyjemne pogaduszki. Wintrowa i Altheę trzeba skłonić, by zaakceptowali swoje obowiązki i dobrze je wypełniali.

– Nie ty decydujesz o obowiązkach Althei, lecz ja. – Żelazna logika, której Ronica nauczyła się podczas targów i interesów, dobrze jej teraz służyła.

– Może ty tak rozumiesz tę sprawę, ja nie. Mam utrzymywać Altheę i opiekować się nią, a zatem ja decyduję, czego dziewczyna potrzebuje. Zamierzam przekonać ją, by zaczęta się zachowywać przyzwoicie.

Mówił cicho i rozsądnie, ale nagle sens jego słów zabolał Ronikę.

– Krytykując zachowanie mojej córki, krytykujesz też sposób, w jaki wychowaliśmy ją my, jej rodzice. Możesz się nie zgadzać z naszymi metodami, ale radzę ci zachować dla siebie swoje opinie. Zresztą powierzyłam Keffrii jedynie obowiązek opieki nad siostrą, a nie władzę nad nią. To kwestia budżetu, nie kontroli. Nie życzę sobie, by jedna siostra rządziła drugą. Jeszcze mniej stosowne wydaje mi się, by pozwalał sobie na to mąż tejże siostry. Nigdy nie było moim celem usuwać Altheę z “Vivacii”, chciałam ją jedynie zachęcić do odkrycia innego trybu życia, gdy zrozumie, że jej statek trafił w dobre ręce.

Ronica usiadła na ławie przy stole i potrząsała głową. Rozmyślała nad tym, jak wypaczono jej plany.

– Ephron miał rację, gdy mawiał, że Althei trzeba dać jak najwięcej swobody. Nie można jej do niczego zmuszać, nie można jej popędzać, nawet po to, by ją przekonać do tego, co dla niej najlepsze. Ubiegłej nocy, no cóż, była zasmucona. Czuję, że nie masz najlepszego zdania o Brashenie, lecz wiem, że mój mąż wielce go poważał. Sądzę, że chłopak tylko odprowadzał moją córkę, pragnął bowiem, aby bezpiecznie dotarta do domu. Tak właśnie powinien się zachować dżentelmen, kiedy spotyka strapioną damę.