– Pewnie wcześniej przez cały dzień pili razem herbatę – zauważył sarkastycznie Kyle.
Błąd. Poważny błąd. Ronica patrzyła na Keffrię tak długo, aż jej córka uświadomiła sobie co to spojrzenie oznacza, i odwzajemniła je.
– Keffrio – powiedziała cicho Ronica. – Znałaś moje zamiary związane z dokumentami. Postąpiłabyś nieuczciwie, gdybyś wykorzystała sytuację i spróbowała narzucić siostrze swoją wolę. Obiecaj mi, że na to nie pozwolisz.
– Keffria ma dzieci. Musi o nich pamiętać – wtrącił Kyle.
– Córko? – spytała Ronica. Nie potrafiła się powstrzymać od błagalnego tonu.
– Ja… – Keffria przeniosła wzrok z twarzy matki na kamienną twarz męża. Oddychała szybko niczym przyparta do muru mysz. – Nie chcę brać w tym udziału. Nie chcę! – krzyknęła przerażona. Podniosła ręce i rozpaczliwie zacisnęła je na piersiach.
– Nie musisz – zapewnił ją Kyle. – Testament jest podpisany i poświadczony notarialnie. Wiesz, co jest najwłaściwsze dla Althei. Wiesz, że chodzi nam tylko o jej dobro. Uwierz w siebie, Keffrio. Uwierz we mnie, swojego męża.
Keffria spojrzała w oczy matce, która patrzyła na nią z niedowierzaniem, potem spuściła wzrok na wypolerowaną powierzchnię stołu. Nerwowo zaczęła gładzić drewno.
– Wierzę w ciebie, Kyle'u – szepnęła. – Wierzę. Jednakże nie chcę zranić Althei. Nie chcę być dla niej okrutna.
– Nie będziemy – od razu ją zapewnił. – Póki ona nie będzie okrutna dla nas. Tak jest uczciwie.
– To się… wydaje uczciwe – odparła z wahaniem. Spojrzała na matkę szukając potwierdzenia, lecz na twarzy Roniki dostrzegła tylko zawziętość. Ronica zawsze myślała, że jej starsza córka jest silniejsza. W końcu to Keffria wybrała z pozoru trudniejsze życie, podczas gdy Althea odpłynęła wraz z ojcem i bawiła się. Keffria wyszła za mąż, urodziła dzieci, miała własną służbę i pomagała matce zarządzać większymi gospodarstwami. Tak się w każdym razie wydawało Ronice, kiedy sporządzała dokumenty, które decydowały o spadku. Teraz przyszło jej do głowy, że Keffria zajmowała się głównie wewnętrznymi pracami, ustalała jadłospisy, sporządzała listy zakupów i organizowała spotkania towarzyskie. Ułatwiała życie Ronice, która całą swą energię wkładała w zarządzanie posiadłościami. Jak mogła nie zauważyć, że jej starsza córka staje się zwyczajną kurą domową. Wypełniała polecenia matki, okazywała posłuszeństwo mężowi, ale rzadko potrafiła obronić własne zdanie. Ronica usiłowała sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz Keffria zaproponowała jakąś zmianę albo próbowała coś zainicjować. Niczego takiego nie pamiętała.
Och, Sa, dlaczego akurat teraz przyszły jej do głowy te podejrzenia? Sa dopomóż, przecież właśnie powierzyła córce całe swe życie. Zgodnie ze obyczajami i tradycjami Miasta Wolnego Handlu, kiedy umrze mężczyzna, jego własność dziedziczy najstarszy potomek. Nie żona, lecz potomek. Och, Ronica miała prawo zatrzymać dobra, które wniosła do małżeństwa z Ephronem, ale z jej wiana pozostało niewiele cennych rzeczy. Z bijącym sercem nagle sobie uprzytomniła, że nie tylko jej młodsza córka znalazła się na łasce i niełasce Kyle'a, lecz także ona sama.
Spojrzała na niego, starając się niczego po sobie nie pokazać. Mogła się tylko modlić do Sa, żeby zięć nie zdał sobie sprawy z własnej władzy nad świekrą, wtedy bowiem straciłaby wszystko. Czy potrafił wymóc na niej posłuszeństwo, nie pozwalając jej dysponować rodzinnymi finansami?
Głęboko zaczerpnęła oddechu i zapanowała nad głosem.
– Tak, tak się wydaje – przyznała. Uważała, że nie powinna nagle zacząć przytakiwać zięciowi. – Zobaczymy, jak będzie w rzeczywistości.
Westchnęła głośno, potem przetarła oczy, jak gdyby poczuła zmęczenie.
– Wiele kwestii musimy jeszcze przemyśleć. Bardzo wiele. Na razie zostawię w twoich rękach sprawę Althei. Zgadzam się też z Kyle'em, że “Vivacia” musi jak najszybciej wypłynąć z portu. Przypuszczam, że przede wszystkim powinniśmy się skupić na interesach. Mogę zapytać, do jakiego popłyniesz portu, jaki ładunek wybierzesz i kiedy wypływasz? – Ronica miała nadzieję, że nie naciska zbyt mocno zięcia, zadając mu tyle pytań w związku z planowanym rejsem. Już rozmyślała o pracy, którą wykona podczas jego nieobecności. Sprawdzi przynajmniej, czy to, co pozostało z jej przedmałżeńskich dóbr, Althea odziedziczy po jej śmierci. Nie zamierzała jednak wspominać o tym fakcie zięciowi; nagle zdecydowała, że lepiej mu w niczym nie zaprzeczać. A gdy zostanie sama z Keffrią, będzie mogła trochę popracować nad swoją starszą córką. Kyle wyraźnie się ucieszył ze zmiany tematu.
– Tak jak powiedziałaś, musimy wypłynąć wkrótce i to nie tylko z powodu finansów. Im szybciej odciągnę Wintrowa od rozrywek związanych z życiem na lądzie, tym szybciej zaakceptuje swój los. Mój syn musi się wiele nauczyć i wydorośleć. Powinien zacząć od razu.
Przerwał na chwilę, a w tym czasie obie kobiety skinęły głowami. Ronica – niechętnie, ponieważ w ten sposób przyznawała wbrew sobie, że chłopiec został źle wychowany. Kyle, zadowolony ze zgody kobiet, kontynuował:
– Jeśli chodzi o porty i ładunek, no cóż, przyznaliśmy wszyscy, że musimy handlować najbardziej opłacalnym towarem. – Znowu przerwał, czekając na potwierdzenie. – Istnieje zatem tylko jedno wyjście – zdecydował za całą trójkę. – Popłynę “Vivacią” na południe, do Jamaillii i kupię najlepszy towar, na jaki nas stać. Potem jak najszybciej ruszę na północ, do Chalced.
– Jak to towar? – spytała Ronica słabym głosem. Z niepokoju zamarło jej serce.
– Oczywiście niewolnicy. Wykształceni. Żadnych złodziei, morderców czy innych przestępców. Wezmę tylko tych, których Chalced doceni jako nauczycieli, nadzorców i opiekunki do dzieci. Artystów i rzemieślników. Wolę wykupywać długi niż brać skazanych na niewolnictwo za zbrodnie. – Umilkł, na chwilę się zamyślił, potem potrząsnął głową. – Nie będą oczywiście tak odporni jak tamci. Powinniśmy więc jak najściślej zapełnić ładownie… Musimy kupić tylu, ilu tylko zdołamy. Jeńców wojennych, ludzi urodzonych w niewoli i tym podobnych. Mój drugi oficer Torg pracował niegdyś na statkach przewożących niewolników i wiele wie o kupowaniu na aukcjach. Pewnie pomoże mi w transakcjach,
– Niewolnictwo jest nielegalne w Mieście Wolnego Handlu – zauważyła Keffrią niepewnym tonem.
Kyle zaśmiał się krótko.
– W chwili obecnej rzeczywiście tak jest. Podejrzewam jednak, że nie potrwa to długo. Zresztą nie potrzebujesz się obawiać, moja droga. Nie mam zamiaru zatrzymywać się z nimi w naszym porcie. Planuję szybki, prosty kurs. Przez Kanał Wewnętrzny do Jamaillia City, stamtąd na północ, do Chalced. Ominę Miasto Wolnego Handlu. Nikt nas nie będzie niepokoić.
– A piraci? – spytała Keffria nieśmiało.
– Zawsze dawali “Vivacii” spokój. Ile razy słyszałaś, jak twój ojciec chwalił się szybkością i zwinnością swego żaglowca? Teraz, kiedy go ożywiliśmy, będzie pływać jeszcze sprawniej. Piraci wiedzą, że ściganie żywostatku równa się stracie czasu. Nie będą nas niepokoić. Nie martw się o sprawy, które już przemyślałem. Nie decydowałbym się na taki rejs, gdybym uważał, że jest ryzykowny.
– Taki ładunek może stanowić ryzyko dla żywostatku – spokojnie zwróciła mu uwagę Ronica.
– Czego się obawiasz? Buntu niewolników? Niepotrzebnie. Będziemy ich trzymać w zamknięciu i dobrze pilnować przez całą podróż. – Zastrzeżenia kobiet zaczęły irytować Kyle'a.
– Ten pomysł może się okazać jeszcze gorszy. – Ronica starała się mówić łagodnie, chociaż uważała, że jej zięć sam powinien dostrzec wszelkie niebezpieczeństwa. – Żywostatki to istoty wrażliwe, Kyle'u, a “Vivacia” dopiero co się przebudziła. Trzeba o nią dbać tak jak… na przykład o Maltę. “Vivacii” mogą się nie podobać niewygody, które będą znosić niewolnicy.
Zięć przez moment patrzył spode łba, po chwili jednak zapanował nad sobą.
– Roniko, słyszałem trochę o żywostatkach i zamierzam uszanować tradycję na tyle, na ile pozwolą nasze finanse. Na pokładzie będzie przebywał Wintrow, któremu przydzielę codziennie kilka godzin na rozmowę z galionem. Będzie uspokajał “Vivacię” i tłumaczył jej nasze motywy. Nie w głowie mi też niepotrzebne okrucieństwo wobec kogokolwiek. Niewolnicy będą trzymani w zamknięciu i kontrolowani, lecz poza tym nikt nie zamierza traktować ich w sposób przesadnie surowy. Uważam, że niepotrzebnie się martwisz. Zresztą to będzie krótki rejs i “Vivacia” powinna go wytrzymać. Nikomu nie stanie się nic złego, nawet jeśli statek będzie trochę zestresowany przez jakiś czas.