– Zdaje mi się, że dobrze wszystko przemyślałeś. – Ronica próbowała mówić przekonującym tonem, a równocześnie ukryć gniew pod pozorem lekkiego niepokoju. – Słyszałeś oczywiście opowieści o dziwnym zachowaniu zdenerwowanych żywostatków? Podobno niektóre z nich nie chcą pływać, tracą wiatr z żagli, w nieoczekiwanych chwilach osiadają na mieliźnie, wloką za sobą kotwicę… Zapewne żwawa i dobrze wyszkolona załoga upora się z tego typu problemami. Dotarty wszakże do mnie plotki o poważniejszych sytuacjach. Słyszałam, że źle wykorzystywane statki mogą oszaleć. Najsłynniejszym przykładem jest “Paragon”, lecz wiele innych żywostatków nigdy nie powróciło z rejsu, ponieważ podobno obróciły się przeciw swemu właścicielowi i załodze…
– A ileż innych zwykłych statków wypłynęło z Miasta Wolnego Handlu i nie wróciło. Przyczyną są sztormy i piraci, nie szaleństwo – wtrącił niecierpliwie Kyle.
– Jeśli zginiecie ty i Wintrow, stracę połowę rodziny – Keffria zaczęła nagle lamentować. – Och, Kyle'u, czy naprawdę podjąłeś mądrą decyzję? Papa zarabiał z “Vivacią”, a nigdy nie przewoził ani nielegalnych, ani niebezpiecznych towarów.
Mężczyzna jeszcze bardziej się nachmurzył.
– Moja droga Keffrio, twój ojciec niestety nie zarobił wystarczająco dużych pieniędzy. O tym właśnie dyskutujemy. Chcę uniknąć jego błędów, uzdrowić nasze finanse i zdobyć dla całej rodziny jeszcze większy szacunek. Przyszła mi w tej chwili na myśl inna z jego dziwacznych decyzji. – Spojrzał nagle w oczy Ronice. Nadal na nią patrzył, gdy zauważył: – Jeśli niepokoi cię handel niewolnikami, moglibyśmy rozpocząć handel w górze Rzeki Deszczowej. Przecież stamtąd pochodzą najbardziej pożądane towary świata. Co drugi żywostatek prowadzi tam interesy. Dlaczego my nie mielibyśmy się tym zająć?
Ronica spokojnie oddała mu spojrzenie.
– Ponieważ wiele lat temu Ephron zdecydował, że rodzina Vestritów nie będzie uprawiała rzecznego handlu i odtąd tam nie pływamy. Nasze kontakty handlowe z ludem Deszczowych Ostępów skończyły się.
– Mój teść nie żyje. Nie wiem, czego się obawiał, ale jestem gotów stawić czoło wszelkim niebezpieczeństwom. Daj mi tylko mapy Rzeki Deszczowej, a nawiążę własne kontakty – zaoferował się Kyle.
– Zginiesz tam – oświadczyła Ronica z wielkim przekonaniem. Jej zięć parsknął pogardliwie.
– Wątpię. Rzeka Deszczowa jest może trochę dzika, ale pływałem już wcześniej pod prąd. Zatem… – chwilę milczał, potem powiedział powoli: -…poproszę o mapy. Zgodnie z prawem należą teraz do Keffrii, nie możesz ich już przed nami ukrywać. Daj mi je, a wszyscy będziemy zadowoleni. Na pokładzie “Vivacii” nie znajdą się niewolnicy i nieźle zarobimy w górze Rzeki Deszczowej.
Ronica nie wahała się ani przez moment. Natychmiast skłamała.
– Byłoby wspaniale, gdyby takie mapy nadal istniały. Niestety, nie ma ich już, Kyle'u. Ephron wszystkie zniszczył przed wieloma laty, kiedy postanowił zerwać wszelkie tamtejsze kontakty. Nie chciał, by ktokolwiek z rodziny Vestritów handlował w górze Rzeki Deszczowej, więc je spalił.
Mężczyzna skoczył na równe nogi.
– Nie wierzę w to! – warknął. – Mój teść nie był głupcem, a tylko głupiec zniszczyłby tak kosztowne mapy. Schowałaś je przed nami, prawda? Ocaliłaś je dla swojej cennej Althei i mężczyzny, którego namówisz, by się z nią ożenił?
– Nie obchodzi mnie, czy mi wierzysz – syknęła Ronica i była to prawdą.
– Ja natomiast nie życzę sobie, żebyś mnie traktowała jak głupca! – wściekł się Kyle. – Nikt w tej rodzinie nie okazuje mi szacunku, na który zasługuję. Mogłem znosić pogardę starego Ephrona. Był mężczyzną wiele lat starszym ode mnie. Pod tym dachem nie będę jednak tolerował takiego zachowania innych osób. Raz na zawsze, powiedz mi prawdę! Dlaczego twój mąż zerwał kontakty handlowe z ludem znad Rzeki i w jaki sposób możemy zmienić tę sytuację?
Ronica popatrzyła na niego bez słowa.
– Niech cię diabli, kobieto, nie potrafisz tego zrozumieć? Jaki sens posiadać żywostatek, skoro nie używamy go do handlu rzecznego? Wszyscy wiedzą, że tylko rodziny z żywostatkami mogą handlować w górze Rzeki. Jesteśmy rodziną Pierwszych Kupców, mamy odpowiedni żaglowiec, a co kapitan Vestrit zrobił z tym przywilejem i z rodzinnym długiem? Handlował sobie jedwabiem i brandy, które mógł przewozić byle jaką łajbą żaglową… Spokojnie obserwował, jak nasz dług rośnie z każdym rokiem. Wodami Rzeki Deszczowej płyną pieniądze, a my stoimy na brzegu i nie dojadamy.
– Istnieją gorsze rzeczy niż niedojadanie, Kyle'u Havenie – oświadczyła chłodno Ronica.
– Co na przykład? – zapytał. Nie mogła się powstrzymać.
– Na przykład posiadanie zięcia, który jest chciwym głupcem. Nie znasz całej prawdy o Rzece Deszczowej.
Mężczyzna posłał jej lodowaty uśmiech.
– Może więc dasz mi mapy, a wtedy dowiem się więcej. Jeśli masz rację, pozbędziesz się mnie, głupiego zięcia. Będziesz mogła wraz ze wszystkimi swoimi dziećmi i wnukami zatonąć w długach.
– Nie! – krzyknęła Keffria. – Nie mogę tego znieść! Nawet nie mówcie o takich sprawach. Kyle'u, nie powinieneś płynąć w górę Rzeki Deszczowej. Niewolnicy są znacznie lepsi… to znaczy handel niewolnikami. Weź ze sobą Wintrowa, skoro musisz, ale nie wolno ci popłynąć w górę Rzeki! – Błagalnie popatrzyła na nich oboje. – Jeśli popłyniesz, nie wrócisz. Oboje o tym wiemy. Papa dopiero co umarł, a teraz mamy pozwolić na śmierć mojego męża?
– Keffrio, jesteś za bardzo zdenerwowana i przesadnie na wszystko reagujesz.
Zięć dał wzrokiem do zrozumienia świekrze, że obarcza ją winą za wybuch żony, ponieważ zbyt obrazowo przedstawiła ich problemy. Maleńka iskierka gniewu zapłonęła w sercu Roniki, ale kobieta zapanowała nad sobą, gdy zobaczyła, że jej córka patrzy na męża oczyma pełnymi bólu. W tym spojrzeniu wyczuła swoją szansę.
– Pozwól, że się zajmę moją córką – zaproponowała spokojnie Kyle'owi. – Jestem pewna, że masz dużo pracy. Musisz przecież przygotować statek. Chodź, Keffrio, pójdziemy do mojej sypialni. Rache przyniesie nam herbatę. Prawdę mówiąc, sama jestem trochę podenerwowana. Chodź, niech Kyle sam podejmie pewne decyzje.
Wstała, otoczyła córkę ramieniem i wyprowadziła ją z pokoju. Ocalę – milcząco obiecała Ephronowi – tyle, ile zdołam, ocalę z tego, co mi pozostawiłeś, mój drogi. Przynajmniej jedną córkę zatrzymam bezpiecznie przy sobie.
11. KONSEKWENCJE I WNIOSKI
– A gdybym chciała zakwestionować te dokumenty? – spytała Althea powoli. Próbowała mówić spokojnym, cichym głosem, choć w środku cała drżała z gniewu i bólu.
Curtil niechętnym ruchem podrapał się po porośniętej rzedniejącymi włosami czaszce.
– Prawo mówi wyraźnie, że każdy, kto kwestionuje testament, zostaje automatycznie z niego wykluczony. – Niemal skruszony, potrząsnął głową. – To standardowa sprawa w przypadku ostatniej woli zmarłego – powiedział łagodnie. – Kiedy ją spisywaliśmy, twój ojciec myślał o tobie.
Dziewczyna podniosła oczy znad splecionych rąk i uważnie popatrzyła mężczyźnie w oczy.
– Wierzysz, że naprawdę sobie tego życzył? Chciał, by Kyle przejął “Vivacię”, a mnie z rozmysłem skazał na miłosierdzie mojej siostry?
– No cóż, wątpię, żeby tak sobie to wszystko wyobrażał – odparł poważnie Curtil. Wypił łyk herbaty. Althea zastanawiała się, czy chce w ten sposób zyskać na czasie i przemyśleć sobie odpowiedź. Nagle wyprostował się na krześle i miała wrażenie, że coś postanowił. – Sądzę jednak, że podjął decyzję z pełną świadomością. Nikt go nie oszukał ani nie zmusił. Nie wziąłbym udziału w oszustwie. Ojciec pragnął uczynić twoją siostrę swoją jedyną spadkobierczynią. Nie chciał cię ukarać, raczej starał się zabezpieczyć całą rodzinę.