Выбрать главу

– Tak. Mam na stole dwa dalsze. Byłoby wspaniale, gdybym mogła otrzymać również i te. – Podałam mu zamówienia. – Wyskoczysz ze mną na lunch?

– Valerie właśnie wyszła. Boję się, że będę musiał tu zostać jeszcze chwilę – odparł z żalem.

– Następnym razem. – Zabrałam mój portfel i odwróciłam się do wyjścia.

Zatrzymał mnie cichy głos Clairmonta.

– Miriam, czas na lunch.

– Nie jestem głodna – odparła jasnym melodyjnym sopranem, w którym pobrzmiewała złość.

– Świeże powietrze poprawi ci koncentrację. – Nakazująca nuta w głosie Clairmonta nie dopuszczała dyskusji. Miriam westchnęła głośno, rzuciła długopis na stół i wyłoniła się z cienia, żeby ruszyć za mną.

Mój posiłek składał się zwykle z dwudziestominutowej przerwy w kawiarni na piętrze pobliskiej księgarni. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, czym Miriam wypełni sobie ten czas uwięziona u Blackwella, gdzie gromadzili się turyści, żeby obejrzeć pocztówki i posilić się w otoczeniu przewodników po Oksfordzie oraz kryminałów.

Zamówiłam kanapkę i herbatę, a potem wcisnęłam się w najdalszy kąt zatłoczonego pomieszczenia między znanego mi z widzenia wykładowcę z wydziału historii, który czytał gazetę, a studenta, który równą uwagą obdarzał odtwarzacz MP3, telefon komórkowy i laptopa.

Skończyłam kanapkę, wzięłam w obie dłonie kubek z herbatą i wyjrzałam przez okno. Zesztywniałam. Jeden z nieznajomych demonów z czytelni księcia Humfreya opierał się o wejście do biblioteki i gapił w kierunku okien kawiarni Blackwella.

Poczułam na kościach policzkowych dwa szturchnięcia, delikatne i ulotne jak całus. Podniosłam oczy i zobaczyłam twarz innego demona, tym razem kobiety. Była piękna i miała ujmujące, niepasujące do siebie rysy twarzy – za szerokie usta przy nader delikatnym obliczu, czekoladowe oczy umieszczone zbyt blisko siebie, jak na ich ogromne rozmiary, oraz zbyt jasne włosy odbijające od cery w odcieniu miodu.

– Doktor Bishop? – Australijski akcent kobiety podziałał na mnie tak, jakby czyjeś zimne palce zaczęły wędrować po okolicach mojego krzyża.

– Tak – odpowiedziałam szeptem, spoglądając w stronę schodów. Ale ciemna głowa Miriam nie wyłoniła się z dołu. – Jestem Diana Bishop.

Kobieta się uśmiechnęła.

– Nazywam się Agatha Wilson. Pani przyjaciółka z dołu nie wie, że tu jestem.

Agatha, co za dziwaczne staromodne imię dla kobiety, która była zaledwie dziesięć lat starsza ode mnie. Dziwaczne, a przy tym bardzo stylowe. Jej nazwisko było mi znane, przypominałam sobie mgliście, że napotkałam je w jakimś magazynie mody.

– Czy mogę się przysiąść? – zapytała, wskazując miejsce opuszczone właśnie przez historyka.

– Tak, oczywiście – mruknęłam.

W poniedziałek poznałam wampira. We wtorek czarodziej próbował wedrzeć się do mojej głowy. Mogło się wydawać, że środa jest dniem demonów.

Mimo że demony nie odstępowały mnie w college'u, wiedziałam o nich jeszcze mniej niż o wampirach. Wydawało się, że niewiele osób rozumie te stworzenia, a Sarah nigdy nie potrafiła odpowiedzieć na moje pytania na ich temat. Gdyby wierzyć jej opowieściom, demony stanowiły kryminalną podklasę. Ich inteligencja i nadmiar twórczych zdolności popychały je do kłamstwa, kradzieży, oszustw, a nawet zbrodni, gdyż zawsze były pewne, że się im uda. Jeszcze bardziej kłopotliwe, przynajmniej według Sarah, miały być okoliczności ich narodzin. Nie było wiadomo, gdzie i kiedy pojawi się jakiś demon, ponieważ zazwyczaj rodziły się w rodzinach zwykłych ludzi. W oczach mojej ciotki już sama ta okoliczność wyznaczała im z góry marginalną pozycję w hierarchii różnych istot. Doceniała ona tradycje rodzinne i więzy krwi czarodziejów i czarownic, ale nie akceptowała nieprzewidywalnego pojawiania się demonów.

W pierwszej chwili Agatha Wilson wydawała się zadowolona, że może posiedzieć w milczeniu koło mnie, przyglądając się, jak trzymam herbatę. Ale już po chwili wybuchła zadziwiającym potokiem słów. Sarah mówiła często, że nie da się rozmawiać z demonami, ponieważ zaczynają one zawsze od środka.

– Tyle jest energii, która nas przyciąga – powiedziała rzeczowym tonem, tak jakbym zadała jej jakieś pytanie. – Na święto Mabon zjechały do Oksfordu czarownice, które rozmawiały tak otwarcie, jakby świat nie był pełen wampirów, które słyszą wszystko. – Zamilkła na chwilę. – Nie byłyśmy pewne, czy jeszcze ją zobaczymy.

– Ale co? – zapytałam cicho.

– Tę księgę – zwierzyła się przyciszonym głosem.

– Księgę? – powtórzyłam apatycznie.

– Tak. Po tym, jak czarownice rzuciły na nią jakiś urok, nie sądziłyśmy, że uda się nam kiedykolwiek na nią spojrzeć.

Oczy kobiety wpatrywały się w jakiś punkt na środku pomieszczenia.

– Oczywiście, pani także jest czarownicą. Być może nie powinnam z panią w ogóle rozmawiać. Myślę jednak, że ze wszystkich czarownic tylko pani mogłaby się domyślić, jak one to zrobiły. A teraz mamy jeszcze i to – powiedziała ze smutkiem, sięgnęła po porzuconą gazetę i podała mi ją.

Moją uwagę natychmiast przykuł sensacyjny tytuł: Wampir grasuje w Londynie. Pospiesznie przeczytałam cały artykuł.

„Policja nie ma żadnych nowych poszlak w sprawie zagadkowego morderstwa dwóch osób w Westminsterze. We wczesnych godzinach rannych w niedzielę Reg Scott, właściciel pubu Biały Jeleń przy St Alban's Street, znalazł w zaułku za swoim lokalem ciała Daniela Benetta, 22 lata, i Jasona Enrighta, 26 lat. Obaj mężczyźni mieli przecięte tętnice szyjne i liczne rany na szyi, ramionach i tułowiu. Badania lekarskie stwierdziły, że powodem ich śmierci był znaczny upływ krwi, chociaż żadnych jej śladów nie znaleziono na miejscu zdarzenia.

Władze prowadzące śledztwo w sprawie tych»wampirzych mordów«, jak zostały one nazwane przez okolicznych mieszkańców, korzystają z pomocy Petera Knoxa, który jest autorem poczytnych książek na temat współczesnego okultyzmu, a także Czarnej Magii: Diabeł w czasach nowożytnych oraz Odrodzenie magii: potrzeba tajemniczości w wieku nauki. Był on konsultantem wielu agencji na całym świecie w przypadkach zbrodni, o których popełnienie podejrzewano satanistów i seryjnych morderców.

»Nie ma dowodów na to, że są to morderstwa rytualne, powiedział Knox na konferencji prasowej. Nie wydaje się też, żeby były one dziełem seryjnego mordercy«, oświadczył także, pomimo wypadków podobnych zabójstw – Christiany Nilsson zeszłego lata w Kopenhadze i Sergieja Morozowa w Sankt Petersburgu na jesieni 2007 roku. Pod naciskiem dziennikarzy Knox przyznał jednak, że przypadek londyński może być sprawką jednego lub kilku zabójców, którzy kopiują zbrodnie innych morderców.

Okoliczni mieszkańcy zorganizowali publiczną straż, a miejscowa policja wszczęła kampanię informacyjną od drzwi do drzwi w celu zapewnienia wsparcia oraz udzielenia wyjaśnień i porad. Oficjalne władze zachęcają mieszkańców Londynu do zachowania szczególnej ostrożności dla własnego bezpieczeństwa, zwłaszcza w godzinach nocnych”.

– To robota redaktora gazety, który poszukuje sensacyjnej historii – powiedziałam, oddając kobiecie gazetę. – Prasa żeruje na ludzkim strachu.

– Czy rzeczywiście? – zapytała, rozglądając się po sali. – Nie jestem tego taka pewna. Myślę, że jest w tym coś więcej. Z wampirami nigdy nic nie wiadomo. Dzieli ich tylko krok od zwierząt. – Agatha Wilson zacisnęła z goryczą usta. – A wy myślicie o nas, że jesteśmy niezrównoważeni. Mimo wszystko przyciąganie uwagi zwykłych ludzi jest jednakowo niebezpieczne dla nas wszystkich.

Pomyślałam, że posuwa się za daleko jak na rozmowę o czarodziejach i wampirach w publicznym miejscu. Student miał jednak ciągle słuchawki na uszach, a inni goście byli zatopieni we własnych myślach albo zajęci rozmową ze współbiesiadnikami.