Выбрать главу

– Przepraszam. Nie powinnam była… – Chwyciłam kubek, starając się wrócić do równowagi.

– Rzeczywiście, nie powinnaś była.

Zaczęłam popijać w milczeniu herbatę. Podnieśliśmy oczy dopiero wtedy, gdy podeszła Steph, niosąc stojaczek z przegródkami pełen przypieczonych grzanek i kopiasty talerz jajecznicy na bekonie.

– Mama pomyślała, że potrzebuje pani warzyw – wyjaśniła Steph, kiedy zrobiłam oczy na widok góry smażonych grzybów z pomidorami, które towarzyszyły śniadaniu. – Powiedziała, że wygląda pani jak śmierć.

– Dziękuję! – powiedziałam. Krytyczne zdanie Mary na temat mojego wyglądu nie zmniejszyło mojego uznania dla dodatkowego jedzenia.

Steph się uśmiechnęła i Clairmont posłał mi delikatny uśmiech, kiedy sięgnęłam po widelec i zabrałam się do jedzenia.

Wszystko było gorące i pachnące, przypieczona skórka jajecznicy pozostawała w doskonałej proporcji do miękkiego parzącego środka. Zaspokoiłam pierwszy głód i przypuściłam metodyczny atak na trójkątne, chłodne już grzanki, smarując pierwszą z nich masłem. Wampir przyglądał się temu z taką samą napiętą uwagą, z jaką obserwował zabiegi przy herbacie.

– Więc dlaczego zajmujesz się nauką? – zachęciłam go, wkładając do ust grzankę tak, że musiał odpowiedzieć.

– A dlaczego ty historią? – Ton jego głosu był raczej odstręczający, ale pomyślałam, że nie pójdzie mu ze mną tak łatwo.

– Najpierw ty.

– Myślę, że chciałbym się dowiedzieć, skąd wziąłem się na świecie i dlaczego tu jestem – powiedział, wpatrując się w stół. Zaczął budować zamek ze słoika z cukrem i krążka niebieskich drażetek ze słodzikiem.

Zesztywniałam, uderzona zbieżnością jego odpowiedzi z tym, co dzień wcześniej powiedziała mi Agatha na temat Ashmole'a 782.

– To jest problem dla filozofów, a nie naukowców. – Zlizałam z palca kroplę masła, żeby ukryć zmieszanie.

Jego oczy błysnęły nagłym poirytowaniem.

– Uważasz… że naukowców nie interesuje odpowiedź na pytanie, dlaczego się tu znaleźli?

– W dawnych czasach mieli zwyczaj interesować się takimi pytaniami – przyznałam, przyglądając mu się uważnie. Nagłe zmiany jego nastroju przyprawiały mnie wręcz o przerażenie. – Wydaje się, że obecnie wszyscy zajmują się kwestią, jak… jak działa organizm, jak poruszają się planety…

Clairmont prychnął pogardliwie.

– Wszyscy, ale nie dobrzy naukowcy. – Jacyś ludzie za jego plecami podnieśli się do wyjścia. Znieruchomiał, gotów wstać, gdyby chcieli odsunąć stolik.

– A ty jesteś dobrym naukowcem.

Pozostawił moje słowa bez komentarza.

– Któregoś dnia będziesz musiał mi wyjaśnić relacje między neurologią, badaniami DNA, zachowaniem zwierząt i ewolucją. Te dziedziny nie wiążą się ze sobą w tak oczywisty sposób. – Odgryzłam następny kęs grzanki.

Clairmont uniósł lewą brew.

– Musiałaś myszkować po jakichś naukowych czasopismach – rzucił ostrym tonem.

Wzruszyłam ramionami.

– Miałeś nade mną nieuzasadnioną przewagę. Wiedziałeś wszystko o moich pracach. Chciałam zwyczajnie wyrównać szanse.

Mruknął coś pod nosem, zabrzmiało to jak francuski.

– Miałem mnóstwo czasu na przemyślenia – odparł stanowczym tonem, poszerzając fosę wokół zamku za pomocą jeszcze jednego krążka drażetek ze słodzikiem. – Nie ma między nimi żadnego związku.

– Łgarz – powiedziałam cicho.

Nie zdziwiłam się, że moje oskarżenie rozwścieczyło Clairmonta, ale szybkość zmiany jego nastroju zaskoczyła mnie. Było to przypomnienie, że jem śniadanie z istotą o nadnaturalnych zdolnościach, która mogła być śmiertelnie groźna.

– W takim razie powiedz, na czym polega ten związek – wycedził przez zaciśnięte zęby.

– Nie jestem tego pewna – odparłam ze szczerym przekonaniem. – Musi być coś, co je spaja, jakaś kwestia, która łączy twoje zainteresowania badawcze i nadaje im sens. Bo jeśli nie, to jedynym wyjaśnieniem byłoby to, że jesteś intelektualnym fantastą, co by było śmieszne, jeśli wziąć pod uwagę, jak wysoko cenione są twoje prace… Lub może to, że łatwo się nudzisz. Ale nie wyglądasz na gościa, który byłby podatny na intelektualne znudzenie. Wręcz przeciwnie.

Clairmont przyglądał mi się i jego milczenie wprawiło mnie w zakłopotanie. Mój żołądek zaczynał się buntować przeciwko nadmiarowi jedzenia, jakie spodziewałam się w niego wcisnąć. Nalałam sobie świeżej herbaty i mieszałam ją, czekając, aż rozmówca się odezwie.

– Jesteś spostrzegawcza, jak na czarownicę. – W oczach wampira pojawił się lekki odcień podziwu.

– Wampiry, Matthew, nie są jedynymi stworzeniami, które potrafią polować.

– Nie. Wszyscy na coś polujemy, prawda, Diano? – Znowu przeciągnął samogłoskę w moim imieniu. – Teraz moja kolej. Dlaczego obrałaś historię?

– Nie odpowiedziałeś na wszystkie moje pytania. – A ja nie zadałam tego najważniejszego.

Pokręcił stanowczo głową. Przestałam wyciągać informacje z Clairmonta i skupiłam się na obronie przed jego zakusami, żeby teraz pociągnąć mnie za język.

– Przypuszczam, że z początku uwiodła mnie jej jasność – powiedziałam zdumiewająco obojętnym tonem. – Przeszłość wydawała się tak łatwa do odcyfrowania, jakby nic, co się kiedyś wydarzyło, nie było zaskakujące.

– Mówisz jak ktoś, kogo przy tym nie było – zauważył oschle wampir.

Wyrwało mi się krótkie parsknięcie.

– Stwierdziłam dość szybko, że to nieprawda. Ale na początku tak to wyglądało. Profesorowie w Oksfordzie robili z przeszłości uporządkowaną historyjkę, która miała początek, środek i koniec. Wszystko wydawało się logiczne, nieuchronne. Uwiodło mnie ich spojrzenie na dzieje, i to było to. Nie interesował mnie żaden inny przedmiot. Zostałam historyczką i nigdy nie oglądałam się za siebie.

– Nawet wtedy, gdy odkryłaś, że istoty ludzkie, wszystko jedno, dawne czy obecne, nie są logiczne?

– Historia staje się większym wyzwaniem tylko wtedy, gdy traci coś z tego swojego uporządkowania. Za każdym razem, kiedy biorę do ręki jakąś książkę albo dokument z przeszłości, podejmuję wojnę z ludźmi, którzy żyli setki lat temu. Oni mają swoje sekrety i obsesje – wszystko to, czego nie chcą albo nie mogą wyjawić. Moim zadaniem jest odkryć i wyjaśnić ich tajemnice.

– A co, jeśli ci się nie udaje? Jeśli one opierają się wyjaśnieniu?

– Jeszcze mi się to nie przytrafiło – oświadczyłam, zastanowiwszy się nad sprawą. – A przynajmniej nie sądzę, żebym się nadziała na coś takiego. Trzeba tylko być dobrym słuchaczem. Tak naprawdę nikt nie chce zachowywać swoich sekretów, nawet umarli. Ludzie zostawiają wszędzie jakieś wskazówki i, jeśli wystarczy ci cierpliwości, możesz poskładać je do kupy.

– Jesteś więc historyczką, która postępuje jak detektyw – zauważył Clairmont.

– Tak. Tylko dużo mniej ryzykuję. – Oparłam się głębiej na krześle, mając nadzieję, że wywiad się skończył.

– W takim razie dlaczego obrałaś historię nauki?

– Przypuszczam, że było to wyzwanie ze strony wielkich umysłów! – Starałam się nie mówić bez namysłu ani nie unosić pytająco głosu na końcu zdania, ale nie udało mi się ani jedno, ani drugie.

Clairmont pochylił głowę i powoli zaczął rozbierać swój otoczony fosą zamek.

Rozsądek podpowiadał mi, żeby zachować milczenie, ale zasupłane nici moich sekretów zaczęły rozplątywać się same.

– Chciałam wiedzieć, jak ludzie stworzyli wizję świata, w którym jest tak mało magii – dodałam ni stąd, ni zowąd. – Chciałam zrozumieć, jak doszli do przekonania, że magia się nie liczy.