Выбрать главу

Pokryty filcem stół bilardowy Hamisha stał w pokoju naprzeciwko biblioteki. Gospodarz czekał tam już w swetrze i spodniach, gdy zjawił się Matthew w białej koszuli i dżinsach. Wampir unikał wkładania białych rzeczy, w których wyglądał przerażająco i upiornie, ale była to jedyna przyzwoita koszula, jaką miał przy sobie. Wybrał się na łowiecki wypad, a nie na wieczorne przyjęcie. Sięgnął po kij i stanął przy końcu stołu.

– Gotów?

Hamish skinął potakująco głową.

– Pogramy sobie tak, powiedzmy, z godzinkę. A potem zejdziemy na drinka.

Obaj mężczyźni pochylili się nad swoimi kijami.

– Mam nadzieję, że mnie nie rozniesiesz – mruknął Hamish tuż przed pierwszym uderzeniem. Wampir prychnął, kiedy bile potoczyły się na drugi koniec stołu, dotarły do bandy i się odbiły.

– Wybieram białą – powiedział Matthew, kiedy bile zatrzymały się i okazało się, że jego bila jest najbliżej. Wziął do ręki drugą i rzucił ją Hamishowi. Demon położył czerwoną bilę na oznaczonym dla niej miejscu i cofnął się o krok.

Podobnie jak na polowaniu, Matthew nie spieszył się, żeby zbierać punkty. Uderzył piętnaście razy z rzędu, za każdym razem umieszczając czerwoną bilę w innej łuzie.

– Jeżeli nie masz nic przeciwko temu – wycedził, wskazując stół. Demon bez słowa położył na nim swoją żółtą bilę.

Matthew przedzielał proste uderzenia, po których czerwona bila wpadała do luzy, trudniejszymi uderzeniami, tak zwanymi karambolami, które były jego mocną stroną. Chodziło w nich o to, żeby jednym uderzeniem posłać do kieszeni zarówno żółtą, jak i czerwoną bilę Hamisha, a to wymagało nie tylko siły, ale i zręczności.

– Gdzie znalazłeś tę wiedźmę? – spytał obojętnym tonem Hamish, gdy Matthew umieścił w kieszeniach żółtą i czerwoną bilę.

Matthew sięgnął po białą bilę i przygotował się do następnego uderzenia.

– W Bodlejańskiej.

Demon ze zdziwieniem uniósł brwi.

– W bibliotece? Od kiedy to w niej przesiadujesz?

Matthew nie trafił, jego biała bila przeskoczyła nad bandą i spadła na podłogę.

– Od czasu, gdy poszedłem na koncert i podsłuchałem, jak dwie wiedźmy rozmawiały o Amerykance, w której rękach znalazł się dawno zaginiony manuskrypt – powiedział. – Nie miałem pojęcia, dlaczego przywiązują do tego taką wagę. – Odszedł od stołu poirytowany popełnionym błędem.

Hamish prędko wykonał swoich piętnaście uderzeń. Matthew położył na stole swoją bilę i sięgnął po kredę, żeby zapisać wynik Hamisha.

– Więc po prostu poszedłeś tam i nawiązałeś z nią rozmowę, żeby się tego dowiedzieć? – Jednym uderzeniem demon umieścił w kieszeniach trzy bile.

– Tak, poszedłem, żeby się za nią rozejrzeć. – Matthew przyglądał się Hamishowi, który obchodził stół dokoła. – Byłem ciekawy.

– A ona, ucieszyła się na twój widok? – spytał grzecznym tonem Hamish, wykonując następne zręczne uderzenie. Wiedział, że wampiry, demony i czarodzieje rzadko zadawały się ze sobą. Wolały spędzać czas w ścisłym kręgu podobnych sobie istot. Jego przyjaźń z Matthew stanowiła względną rzadkość, a zaprzyjaźnione z Hamishem demony uważały, że popełnia szaleństwo, wchodząc w tak bliską zażyłość z wampirem. W takie wieczory jak ten przychodziło mu do głowy, że mogą mieć słuszność.

– Niezbyt. Diana była z początku przestraszona, chociaż wytrzymała moje spojrzenie bez mrugnięcia okiem. Ma wyjątkowe oczy… jest w nich błękit i złoto, zieleń i szarość – powiedział w zamyśleniu. – Potem chciała mnie uderzyć. Pachniała złością.

Hamish wykonał uderzenie i się roześmiał.

– Wygląda na to, że sensownie zareagowała na zasadzkę urządzoną w bibliotece przez wampira. – Postanowił być dla Matthew uprzejmy i nie czekał na jego odpowiedź. Rozmyślnie uderzył swoją żółtą bilę tak, że czerwona bila potoczyła się powoli do przodu i zderzyła z nią. – Cholera – jęknął. – Pudło.

Matthew wrócił do stołu, wykonał kilka prostych uderzeń i spróbował paru karamboli.

– Spotkaliście się poza biblioteką? – spytał Hamish, kiedy wampir odzyskał trochę pewności siebie.

– Właściwie to nie spotykam się z nią zbyt często, nawet w bibliotece. Siadam w jednym kącie, a ona w drugim. Ale zabrałem ją na śniadanie. I do Old Lodge, żeby poznała Amirę.

Hamish z trudem powstrzymał się od natychmiastowej reakcji. Matthew przez wiele lat utrzymywał znajomość z różnymi kobietami i nie zawoził ich do Old Lodge. A co mogło oznaczać to siadanie w przeciwległych zakątkach biblioteki?

– Jeżeli ona cię interesuje, to czy nie łatwiej byłoby siedzieć w bibliotece koło niej?

– To nie ona mnie interesuje! – Kij Matthew rąbnął w białą bilę. – Chodzi o manuskrypt. Próbuję go zdobyć od przeszło stu lat. A ona zwyczajnie wypełniła rewers i przynieśli go jej z magazynu. – W jego głosie pobrzmiewała zawiść.

– Co to za manuskrypt, Matt? – Hamish starał się ze wszystkich sił zachować cierpliwość, ale ta rozmowa szybko stawała się nie do zniesienia. Matthew cedził informacje jak skąpiec, który ściska w garści swoje pensy. Bystre demony uważały za szczególnie nieznośne sytuacje, gdy miały do czynienia z istotami, które nie przywiązywały większej wagi do jednostek czasu krótszych niż dekada.

– To alchemiczna księga Eliasa Asmole'a. Diana Bishop jest cenioną badaczką dziejów alchemii.

Matthew spudłował znowu, uderzając bile za mocno. Hamish rozstawił je na nowo i w dalszym ciągu zbierał punkty, podczas gdy jego przyjaciel tkwił w miejscu. W końcu zjawił się Jordan, by zakomunikować im, że drinki czekają na dole.

– I co tam mamy na tablicy? – Hamish rzucił okiem na wypisane kredą znaki. Wiedział, że wygrał, ale wypadało zapytać. Albo zaczekać, że powie mu to Matthew.

– Wygrałeś, oczywiście.

Matthew opuścił pokój i jego kroki zadudniły na schodach w tempie niedostępnym zwykłym ludziom. Jordan spojrzał z zatroskaniem na lśniące stopnie.

– Wiesz, Jordan, profesor Clairmont ma trudny dzień – stwierdził Hamish.

– Na to wygląda – mruknął lokaj.

– Lepiej przynieś jeszcze jedną butelkę czerwonego. Zapowiada się długi wieczór.

Usiedli przy drinkach w części domu, w której przyjmowano niegdyś gości. Okna pokoju wychodziły na ogród, w który zachowywano nadal porządne klasyczne klomby, choć ich rozmiary były całkowicie nieodpowiednie dla myśliwskiego domku. Były za duże, pasowałyby do pałacu, a nie do takiego architektonicznego kaprysu.

Gdy z drinkami w ręku znaleźli się naprzeciwko kominka, Hamish mógł w końcu wedrzeć się do sedna tajemnicy.

– Matthew, opowiedz mi o tym manuskrypcie Diany. Co on dokładnie zawiera? Przepis na stworzenie kamienia filozoficznego, który zamieni ołów w złoto? – zapytał nieco kpiącym tonem. – Instrukcję, jak sporządzić eliksir życia, dzięki któremu zwykły śmiertelnik może się zamienić w nieśmiertelną istotę?

Demon powstrzymał swoje docinki w chwili, gdy Matthew podniósł oczy, żeby na niego spojrzeć.

– Chyba nie traktujesz sprawy aż tak poważnie? – szepnął zszokowany. Kamień filozoficzny był jedynie mitem, takim samym jak święty Graal czy Atlantyda. Nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Poniewczasie demon uświadomił sobie, że wampirów, demonów i czarodziejów też nie uważa się za rzeczywiste istoty.

– Czy wyglądam na kogoś, kogo trzymają się żarty? – spytał Matthew.

– Nie. – Demon wzruszył ramionami.

Matthew był zawsze przekonany, że dzięki swoim naukowym umiejętnościom odkryje źródło odporności wampirów na śmierć i rozkład. Kamień filozoficzny dobrze pasował do tych rojeń.

– To jest zagubiona księga – powiedział Matthew z ponurą miną. – Znam ją.