– Słyszałem. Ktoś powinien położyć temu kres.
– Ty? – spytał Hamish.
– To nie jest moja sprawa… przynajmniej na razie.
Hamish wiedział, że Matthew ma teorię na temat tych morderstw, związaną z jego badaniami naukowymi.
– Nadal uważasz, że te morderstwa są znakiem wymierania wampirów?
– Tak – odparł Matthew.
Matthew był przekonany, że istoty o nadnaturalnych zdolnościach powoli giną. Z początku Hamish odrzucił hipotezę przyjaciela, teraz jednak zaczynał uważać, że Matthew może mieć słuszność.
Powrócili do mniej denerwujących tematów, a po kolacji udali się na górę. Demon podzielił jeden ze zbędnych pokojów gościnnych na salonik i sypialnię. W saloniku dominowała wielka szachownica z rzeźbionymi figurami z kości słoniowej i hebanu, które zgodnie z wszelkimi regułami powinny znajdować się raczej pod ochronnym szkłem jakiegoś muzeum niż w przewiewnym domku myśliwskim. Podobnie jak tamto badanie, komplet szachów był prezentem od przyjaciela.
Ich przyjaźń pogłębiła się dzięki długim wieczornym godzinom, spędzanym na grze w szachy i rozmowie o sprawach zawodowych. Pewnego wieczoru Matthew zaczął opowiadać mu o swoich dawnych wyczynach. Obecnie niewiele było dotyczących go spraw, o których demon by nie wiedział, i wampir był jedynym stworzeniem, jakie Hamish kiedykolwiek spotkał, które nie bało się jego potężnego intelektu.
Hamish, jak to było w jego zwyczaju, usiadł za czarnymi figurami.
– Czy dokończyliśmy naszą ostatnią partię? – spytał Matthew, udając zaskoczenie na widok równo ustawionych figur na szachownicy.
– Tak. Ty wygrałeś – odpowiedział krótko Hamish, przywołując na twarz przyjaciela jeden z rzadkich szerokich uśmiechów.
Zaczęli przestawiać swoje figury. Matthew zastanawiał się nad ruchami, a Hamish poruszał je szybko i zdecydowanie, gdy przychodziła jego kolej. Nie było żadnych odgłosów z wyjątkiem trzaskania ognia i tykania zegara.
Po godzinie gry Hamish przeszedł do końcowego stadium swojego planu.
– Mam pytanie. – Zadał je ostrożnie, czekając, aż przyjaciel wykona swój następny ruch. – Pragniesz tej wiedźmy dla niej samej, czy ze względu na jej moc nad tym manuskryptem?
– Nie zależy mi na jej mocy! – wybuchnął Matthew, robiąc błędny ruch wieżą, którą Hamish prędko zdobył. Pochylił głowę, przyjmując pozę, która bardziej niż kiedykolwiek upodobniła go do renesansowego anioła medytującego nad jakąś niebiańską tajemnicą. – Sam nie wiem, czego chcę.
Hamish siedział najspokojniej, jak tylko mógł.
– Myślę, że wiesz, Matt.
Matthew zrobił ruch pionem i nie odpowiedział.
– Inne stworzenia z Oksfordu – ciągnął Hamish – szybko się dowiedzą, jeśli już tego nie zrobiły, że interesuje cię coś więcej niż ta stara księga. Co chcesz ostatecznie osiągnąć?
– Nie wiem – szepnął wampir.
– Co cię interesuje? Miłość? Posmakowanie jej krwi? Zrobienie z niej kogoś takiego jak ty?
Matthew warknął opryskliwie.
– Bardzo poruszające – powiedział Hamish znudzonym tonem.
– Jest mnóstwo rzeczy, których w tym wszystkim nie rozumiem, ale są trzy, co do których mam pewność – stwierdził z emfazą Matthew, sięgając po kieliszek z winem stojący koło jego nóg na podłodze. – Nie poddam się łaknieniu jej krwi. Nie chcę kontrolować jej mocy. I z pewnością nie pragnę zrobić z niej wampira. – Skwitował tę myśl wzruszeniem ramion.
– W takim razie pozostaje miłość. Masz odpowiedź. Teraz już wiesz, czego chcesz.
Matthew przełknął łyk wina.
– Chcę czegoś, czego nie powinienem chcieć, i pragnę kogoś, kogo nigdy nie będę miał.
– Nie obawiasz się, że mógłbyś ją zranić? – spytał łagodnie Hamish. – Już wcześniej zadawałeś się z ciepłokrwistymi kobietami i nigdy nie skrzywdziłeś żadnej z nich.
Gruby kryształowy kielich w ręku wampira rozpadł się na dwie połowy. Czarka potoczyła się po podłodze i czerwone wino rozlało się na dywanie. Hamish zobaczył błysk sproszkowanego szkła między wskazującym palcem a kciukiem wampira.
– Och, Matt. Dlaczego mi nie powiedziałeś? – Hamish zapanował nad wyrazem swej twarzy, nie okazując najmniejszej reakcji.
– Uważasz, że mogłem to zrobić? – Matthew spojrzał na swoje dłonie i roztarł okruchy czubkami palców, aż zamieniły się w lśniącą, ciemnoczerwoną mieszaninę szkła i krwi. – Wiesz, zawsze zbytnio we mnie wierzyłeś.
– Co to była za kobieta?
– Miała na imię Eleanor. – Matthew zająknął się, wymawiając jej imię. Przetarł oczy wierzchem dłoni, starając się bezskutecznie usunąć obraz jej twarzy ze swej pamięci. – Mój brat i ja walczyliśmy ze sobą. Nie pamiętam już nawet, o co poszło. Ale chciałem go wówczas unicestwić gołymi rękami. Eleanor próbowała przywołać mnie do rozsądku. Stanęła między nami i… – Głos wampira się załamał. Objął dłońmi głowę, nie kłopocząc się otarciem krwawych resztek ze swych już uleczonych palców. – Tak bardzo ją kochałem. I ją zabiłem.
– Kiedy to się stało? – spytał szeptem Hamish. Matthew opuścił ręce, obracając je tak, żeby przyjrzeć się długim silnym palcom.
– Przed wiekami. Wczoraj. Jakie to ma znaczenie? – zapytał z właściwym wampirom lekceważącym stosunkiem do przemijającego czasu.
– Ma, i to olbrzymie. Jeśli popełniłeś ten błąd, gdy byłeś świeżo upieczonym wampirem i nie panowałeś nad swoimi instynktami i głodem krwi.
– Aha. Więc powinno się liczyć i to, że nieco ponad sto lat temu zabiłem też inną kobietę, Cecilię Martin. Nie byłem wtedy świeżo upieczonym wampirem. – Matthew wstał ze swego krzesła i podszedł do okna. Chciał zanurzyć się w czerni nocy i zniknąć, żeby nie oglądać przerażenia w oczach Hamisha.
– Były jeszcze inne? – spytał ostrym tonem Hamish.
Matthew pokręcił głową.
– Wystarczą te dwie. Nie może być trzeciej. W żadnym wypadku.
– Opowiedz mi o Cecilii – poprosił Hamish, pochylając się na krześle.
– Była żoną bankiera – odparł z ociąganiem Matthew. – Zobaczyłem ją w operze i poddałem się jej urokowi. W tamtym czasie wszyscy w Paryżu byli oczarowani żonami innych. – Narysował palcem zarys kobiecej twarzy na szklanej tafli okna. – Nie miałem złych zamiarów. Chciałem tylko jej posmakować. Tego wieczoru poszedłem do jej domu. Ale gdy zacząłem, nie mogłem się zatrzymać. Nie mogłem też pozwolić, żeby umarła – była moja i nigdy bym z niej nie zrezygnował. Ledwie zdążyłem zaprzestać w porę wysysania jej krwi. Dieu, jak ona nienawidziła myśli, że odtąd będzie wampirem. Zanim zdążyłem ją powstrzymać, Cecilia weszła do palącego się domu. Hamish zmarszczył brwi.
– Więc nie ty ją zabiłeś, Matt. Zrobiła to sama.
– Piłem jej krew, aż znalazła się na granicy śmierci, więc zmusiłem ją do napicia się mojej krwi i zamieniłem ją w wampirzycę bez jej zezwolenia, kierując się egoizmem i strachem – powiedział gwałtownie. – Więc jak można mówić, że jej nie zabiłem? Zabrałem jej życie, jej tożsamość, jej witalną siłę. To jest śmierć, Hamish.
– Dlaczego ukrywałeś to przede mną? – Hamish starał się nie myśleć o tym, że tych postępków dopuścił się jego najlepszy przyjaciel, ale nie było to łatwe.
– Nawet wampiry odczuwają wstyd – odparł z naciskiem Matthew. – Nienawidzę siebie… i mam powody… Za to, co zrobiłem tym kobietom.
– Dlatego musisz skończyć z ukrywaniem swoich sekretów, Matt. One zniszczą cię od środka. – Hamish zamyślił się nad tym, co chciał powiedzieć, a potem podjął: – Nie wybrałeś się do Eleanor i Cecilii, żeby je zabić. Nie jesteś mordercą.