Выбрать главу

Matthew oparł koniuszki palców na pomalowanej na biało ramie okna i przycisnął czoło do chłodnej szyby. Kiedy zaczął mówić, jego głos był płaski i martwy.

– Nie, jestem potworem. Eleanor mi wybaczyła. Cecilia tego nie zrobiła.

– Nie jesteś potworem – zaprzeczył Hamish zmartwiony tonem głosu przyjaciela.

– Może i nie, ale jestem niebezpieczny. – Odwrócił się i spojrzał na Hamisha. – Zwłaszcza, gdy jestem przy Dianie. Nawet Eleanor nie budziła we mnie takich odczuć. – Już na samą myśl o Dianie poczuł znowu łaknienie i ucisk w sercu, który zaczął się rozprzestrzeniać ku dołowi. Twarz pociemniała mu z wysiłku, żeby nad tym zapanować.

– Wracaj i dokończ tę partię – rzucił szorstkim tonem Hamish.

– Może bym już pojechał… – powiedział niepewnie Matthew. – Nie musisz przyjmować mnie pod swoim dachem.

– Nie bądź idiotą – odparł z miejsca Hamish. – Nigdzie nie pojedziesz.

Matthew usiadł.

– Nie rozumiem, jak możesz znieść moje towarzystwo, wiedząc o Eleanor i Cecilii – odezwał się po dłuższej chwili.

– Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, Matthew, co musiałbyś zrobić, żebym cię znienawidził. Kocham cię jak brata i będę kochał do ostatniego tchu.

– Dziękuję ci – odparł wampir z posępną miną. – Postaram się na to zasłużyć.

– Nie myśl o tym. Popatrz, co ci grozi – burknął Hamish. – Za chwilę stracisz gońca.

Wampir i demon z trudem skupili swoją uwagę na szachownicy. Wciąż jeszcze grali, gdy wczesnym rankiem zjawił się Jordan, niosąc kawę dla Hamisha i butelkę porto dla Matthew. Lokaj bez słowa pozbierał odłamki kieliszka, po czym Hamish odesłał go do łóżka.

Po odejściu Jordana Hamish przyjrzał się szachownicy i wykonał ostatni ruch.

– Szach-mat.

Matthew odetchnął ciężko i oparł się głębiej na krześle, przypatrując się figurom. Jego królowa stała w otoczeniu własnych figur – pionów, skoczka i wieży. Po drugiej stronie szachownicy samotny król dostał mata od skromnego czarnego piona. Gra była skończona, przegrał.

– W tej grze chodzi o coś więcej niż osłanianie królowej – stwierdził Hamish. – Dlaczego tak ci trudno zapamiętać, że to król jest figurą, którą trzeba chronić?

– Król zwyczajnie tkwi w miejscu, poruszając się przy każdym ruchu o jedno pole. A królowa może poruszać się tak swobodnie. Myślę, że wolałbym raczej przegrać niż pozbawić ją tej wolności.

Przez chwilę Hamish zastanawiał się, czy jego przyjaciel mówi o figurze na szachownicy, czy o Dianie.

– Matt, czy ona jest warta tej ceny? – zapytał cicho.

– Tak – odparł bez wahania Matthew, sięgając palcami po białą królową.

– Tak myślałem. Nie czujesz tego w tej chwili, ale jesteś szczęśliwy, że ją w końcu odnalazłeś.

Oczy wampira zaświeciły, a jego usta wykrzywiły się w uśmiechu.

– Ale czy ona wygrała szczęśliwy los? Czy to dla niej dobrze, że stała się przedmiotem zakusów takiej istoty jak ja?

– To zależy wyłącznie od ciebie. Tylko pamiętaj, żadnych tajemnic. Żadnych, jeśli ją kochasz.

Matthew spojrzał w pogodną twarz swojej królowej, jego palce zamknęły się w ochronnym geście wokół małej rzeźbionej figurki.

Trzymał ją ciągle, gdy wstało słońce, długo po tym, jak Hamish poszedł spać.

ROZDZIAŁ 10

Otworzyłam drzwi mojego mieszkania, próbując ciągle otrząsnąć się z chłodu, jaki spojrzenie Matthew pozostawiło na moich ramionach. Automatyczna sekretarka przywitała mnie miganiem czerwonej liczby „13”. Dziewięć dodatkowych wiadomości uzbierało się w poczcie głosowej mojej komórki. Wszystkie były od Sarah i oddawały jej coraz większe zaniepokojenie tym, co mogło dziać się w Oksfordzie, a co ona wyczuwała swoim szóstym zmysłem.

Nie czując się na siłach, żeby stawić czoło moim wszechwiedzącym, aż nazbyt domyślnym ciotkom, wyciszyłam sygnał automatycznej sekretarki, wyłączyłam dzwonki w obu telefonach i znużona wgramoliłam się do łóżka.

Gdy następnego ranka mijałam portiernię, żeby pobiegać, Fred pomachał mi plikiem listów.

– Odbiorę je później – zawołałam. Uniósł kciuk na znak, że zrozumiał.

Moje stopy dudniły po znajomych ścieżkach prowadzących przez pola i bagna po północnej stronie miasta. Fizyczny wysiłek pomagał mi utrzymać na dystans zarówno poczucie winy, że nie oddzwoniłam do moich ciotek, jak i wspomnienie chłodnej twarzy Matthew.

Wróciwszy do college'u odebrałam listy i wrzuciłam je do kosza na śmieci. Potem odsunęłam nieuchronny telefon do domu, oddając się weekendowym rytuałom: gotowaniem jajka, parzeniem herbaty, przygotowywaniem bielizny do prania i sprzątaniem stosów papierzysk, które zalegały dosłownie wszędzie. Te nieproduktywne zajęcia wypełniły mi większą część poranka, po czym pozostało mi tylko wykonać długo odkładany telefon. Wprawdzie za oceanem było jeszcze wcześnie, ale z pewnością nikt nie leżał już w łóżku.

– Co ty sobie właściwie wyobrażasz, Diano? – spytała na powitanie Sarah.

– Dzień dobry, Sarah. – Zapadłam się w fotel koło nieczynnego kominka i skrzyżowałam nogi na pobliskiej półce. Wszystko wskazywało, że potrwa to chwilę.

– To nie jest dobry dzień – rzuciła opryskliwie Sarah. – Wychodziłyśmy z siebie. Co się dzieje?

Em podniosła słuchawkę drugiego telefonu.

– Witaj, Em – powiedziałam, zdejmując jedną nogę z drugiej. Miałam już pewność, że ta chwila będzie bardzo długa.

– Czy ten wampir nadal cię nachodzi? – spytała niespokojnym tonem Em.

– Niezupełnie.

– Wiemy, że przez cały czas miałaś wokół siebie wampiry i demony – wtrąciła niecierpliwie moja ciotka. – Straciłaś rozum, czy też dzieje się coś naprawdę groźnego?

– Nie straciłam rozumu, i nie dzieje się nic złego. – To drugie stwierdzenie było kłamstwem, ale skrzyżowałam palce z nadzieją, że mi się upiecze.

– Naprawdę myślisz, że uda ci się nas nabrać? Nie wolno ci okłamywać czarownic! – wykrzyknęła Sarah. – Nie rób tego, Diano.

Mój mały plan się rozsypał.

– Pozwól jej mówić, Sarah – wtrąciła się Em. – Pamiętasz, postanowiłyśmy zaufać Dianie i przyjąć, że będzie podejmowała słuszne decyzje.

Nastąpiła cisza, która dała mi do zrozumienia, że musiało dojść do kontrowersji na tym tle.

Sarah nabrała już powietrza do płuc, ale Em ją ubiegła.

– Gdzie byłaś wczoraj wieczorem?

– Na zajęciach jogi. – Nie było sposobu, żeby wywinąć się od tego badania, ale miałam tę przewagę, że mogłam dawać krótkie i rzeczowe odpowiedzi.

– Jogi? – spytała z niedowierzaniem Sarah. – Co cię skusiło, żeby ćwiczyć jogę razem z tymi stworzeniami? Wiesz, jak groźne jest zadawanie się z wampirami i demonami.

– Lekcję prowadziła czarownica! – zaczęłam urażonym tonem, widząc przed sobą pogodną, miłą twarz Amiry.

– Czy te zajęcia jogi to był jego pomysł? – spytała Em.

– Tak. Odbyły się w domu Clairmonta.

Sarah burknęła coś z odrazą.

– Mówiłam ci, że to on – mruknęła Em do mojej cioci. Następne słowa skierowała do mnie. – Widzę wampira, który stoi między tobą a… czymś innym. Nie jestem pewna, co to jest.

– A ja stale ci powtarzam, Emily Mather, że to nonsens. Wampiry nie osłaniają czarownic – zapewniła ją Sarah szorstkim, stanowczym tonem.

– Ale on to właśnie robi – wyjaśniłam.

– Co? – spytała Em. Sarah wydała okrzyk zgrozy.

– Robi to od wielu dni. – Zagryzłam wargę niepewna, jak im przedstawić całą tę historię. – Coś się wydarzyło w bibliotece. Zamówiłam manuskrypt i okazało się, że jest zaczarowany.