Na chwilę zapadła cisza.
– Zaczarowana książka? – Głos Sarah pobrzmiewał ciekawością. – Był to może zbiór zaklęć? – Sarah była specjalistką od zaklęć, a jej najcenniejszym skarbem była stara księga magicznych formułek, która przechodziła z pokolenia na pokolenie w rodzinie Bishopów.
– Nie sądzę – odparłam. – Były w niej tylko alchemiczne ilustracje.
– Co jeszcze? – Moja ciotka wiedziała, że w zaczarowanych księgach to, co widać, to dopiero początek.
– Ktoś rzucił urok na tekst manuskryptu. Był on ułożony jakby warstwami, jedna na drugiej, a pod powierzchnią migotały niewyraźne linijki pisma.
Po drugiej stronie oceanu Sarah odstawiła z hałasem kubek z kawą.
– Czy to zdarzyło się przed czy po pojawieniu się Clairmonta?
– Przed – szepnęłam.
– I nie przyszło ci do głowy, że warto o tym wspomnieć, kiedy mówiłaś nam o spotkaniu z tym wampirem? – Sarah nie ukrywała złości. – Na boginię, twoją patronkę, Diano, ty potrafisz być taka lekkomyślna. W jaki sposób zaczarowano tę książkę? Nie mów mi, że nie wiesz.
– Wydzielała dziwny zapach. Pachniała czymś… niedobrym. Z początku nie mogłam otworzyć okładki. Ale położyłam na niej dłoń. – Odwróciłam dłoń na moich kolanach, przypominając sobie wrażenie nagłego nawiązania kontaktu z manuskryptem, niemal oczekując, że zobaczę lśnienie, o którym wspominał Matthew.
– I co? – spytała Sarah.
– Poczułam mrowienie w dłoni, potem usłyszałam westchnienie i… jej napięcie ustąpiło. Czułam to, przez skórę i drewniane okładki.
– Jak zdołałaś zdjąć z niej urok? Wypowiedziałaś jakieś słowa? Co przy tym myślałaś? – Sarah nie była już w stanie pohamować ciekawości.
– Nie sięgnęłam po żadne czary, Sarah. Chciałam tylko obejrzeć tę księgę pod kątem moich badań i położyłam na niej płasko dłoń, to wszystko. – Wzięłam głęboki oddech. – Gdy już ją otworzyłam, sporządziłam trochę notatek, a potem zamknęłam ją i zwróciłam do magazynu.
– Zwróciłaś ją? – Odezwał się głośny trzask, gdy aparat, z którego rozmawiała Sarah, spadł na podłogę. Zamrugałam i odsunęłam komórkę od ucha, ale wciąż dochodził mnie barwny język cioci.
– Diana? – odezwała się cicho Em. – Jesteś tam?
– Jestem, słucham – odparłam ostrym tonem.
– Diano Bishop, chyba wiesz, co robisz? – powiedziała z wyrzutem Sarah. – Jak mogłaś zwrócić coś magicznego, czego w pełni nie zrozumiałaś?
Moja ciocia uczyła mnie, jak rozpoznawać magiczne i zaczarowane przedmioty i jak z nimi postępować. Należało unikać dotykania ich i poruszania nimi, zanim się nie odkryło, jak działa ich magia. Zaklęcia mogły odznaczać się wielką subtelnością, a wiele z nich miało w sobie mechanizmy zabezpieczające.
– A co miałam zrobić, Sarah? – Ton mojego głosu wskazywał, że zamierzam przejść do obrony. – Nie opuszczać biblioteki, aż ty obejrzysz tę księgę? To było w piątek wieczorem. Chciałam iść już do domu.
– Co się wydarzyło, jak już ją zwróciłaś? – spytała przez zaciśnięte usta Sarah.
– Odniosłam wrażenie, jakby na chwilę w powietrzu zawisło coś dziwnego – przyznałam. – Może nawet poczułam, że biblioteka się wzdrygnęła.
– Oddałaś manuskrypt i zaklęcie odżyło – zawyrokowała Sarah, wypowiadając znowu brzydkie słowo. – Niewiele czarownic i czarodziejów jest w stanie rzucić urok, który automatycznie odżywa, gdy ktoś go złamie. Nie masz do czynienia z amatorem.
– To jest ta energia, która przyciągnęła ich wszystkich do Oksfordu – powiedziałam w nagłym olśnieniu. – Nie chodzi o to, że otworzyłam ten manuskrypt. Istotne było przywrócenie uroku. I nie chodzi o stworzenia, z którymi byłam na zajęciach jogi. Wampiry i demony kręcą się wokół mnie w Bibliotece Bodlejańskiej. Clairmont przyszedł tam w poniedziałek wieczorem, bo usłyszał rozmowę dwóch czarownic na temat manuskryptu i miał nadzieję, że uda mu się na niego zerknąć. A we wtorek w bibliotece roiło się już od nich.
– No właśnie – westchnęła Sarah. – Nie minie miesiąc, jak demony zaczną się pokazywać w Madison i rozglądać za tobą.
– Muszą tam być jakieś czarownice, do których mogłabyś zwrócić się o pomoc. – Em starała się mówić obojętnym tonem, ale wyczuwałam jej zaniepokojenie.
– Są tu czarownice – odpowiedziałam niepewnie – ale ani myślą mi pomagać. Jakiś czarodziej w brązowej marynarce z tweedu próbował siłą wedrzeć się do mojej głowy. Gdyby nie Matthew, mogło mu się to udać.
– Te wampir wszedł między ciebie a czarodzieja? – Em była wyraźnie przerażona. – Tego się nie robi. Nigdy nie wchodzi się między czarodziejów czy czarownice, jeśli się nie jest jednym z nas.
– Powinnyście być mu wdzięczne! – Być może nie miałam już ochoty słuchać wykładów Clairmonta ani jadać śniadań w jego towarzystwie, ale ten wampir zasłużył sobie na moją wdzięczność. – Gdyby go tam nie było, nie wiem, co mogło się wydarzyć. Nigdy dotąd żaden czarodziej nie zachowywał się wobec mnie tak… natrętnie.
– Być może powinnaś wyjechać na jakiś czas z Oksfordu – zasugerowała Em.
– Nie zamierzam wyjeżdżać tylko dlatego, że w mieście jest jakiś źle wychowany czarodziej.
Em i Sarah poszeptały coś do siebie, trzymając w rękach słuchawki.
– Ta sprawa nie podoba mi się ani trochę – powiedziała w końcu ciotka tonem, który sugerował, że świat wali się w gruzy. – Zaczarowane księgi? Demony, które cię śledzą? Wampiry, które zabierają cię na zajęcia jogi? Czarodzieje, którzy grożą komuś z rodziny Bishopów? Czarownice powinny unikać rozgłosu, Diano. W końcu nawet zwykli ludzie zorientują się, że dzieje się coś dziwnego.
– Jeśli pozostaniesz w Oksfordzie, musisz zadbać, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy – łagodziła Em. – Gdybyś znalazła się w sytuacji nie do wytrzymania, nie zrobisz nic złego, jeśli wrócisz na jakiś czas do domu i zaczekasz, aż się tam uspokoi. Ten manuskrypt nie jest ci już potrzebny. Może i oni przestaną się nim interesować.
Żadna z nas nie wierzyła, że to może nastąpić.
– Nie mam zamiaru stąd uciekać.
– To nie byłaby ucieczka – zaprotestowała Em.
– Byłaby. – Poza tym nie zamierzałam okazywać cienia tchórzostwa, dopóki w pobliżu był Matthew Clairmont.
– On nie może być przy tobie przez cały dzień, kochanie – powiedziała Em, słysząc moje niewypowiedziane myśli.
– Ja też tak uważam – dodała mrocznym tonem Sarah.
– Nie potrzebuję pomocy Clairmonta. Jestem w stanie sama zatroszczyć się o siebie – odparłam.
– Diano, ten wampir nie osłania cię z dobroci serca – stwierdziła Em. – Zależy mu na czymś, co wiąże się z tobą. Musisz się domyślić, co to jest.
– Być może interesuje się alchemią. Lub jest po prostu znudzony.
– Wampiry nie popadają w znudzenie – zauważyła szorstkim tonem Sarah – a przynajmniej nie wtedy, gdy czują koło siebie krew czarownicy.
Nie było rady na uprzedzenia mojej ciotki. Kusiło mnie, żeby jej powiedzieć o seansie jogi, podczas którego przez przeszło godzinę czułam się cudownie wolna od strachu przed innymi istotami. Ale nie miało to sensu.
– Wystarczy na dziś – przerwałam stanowczo. – Matthew Clairmont nie zbliży się do mnie jeszcze bardziej, a wy nie musicie się martwić, że zacznę się bawić częściej zaklętymi manuskryptami. Ale nie wyjadę z Oksfordu i to jest moja ostateczna decyzja.
– Zgoda – powiedziała Sarah. – Ale jeżeli zacznie się dziać coś złego, nie będziemy mogły wiele zdziałać, pozostając tak daleko od ciebie.
– Wiem o tym, Sarah.
– A gdyby znowu wpadło ci w ręce coś magicznego, czy będziesz się tego spodziewać, czy nie, zachowuj się jak czarownica, którą jesteś, a nie jak jakaś głupiutka istota ludzka. Nie lekceważ tego ani nie wmawiaj sobie, że coś ci się przywidziało. – Świadome ignorowanie i lekceważenie przez ludzi tego, co nadprzyrodzone, znajdowało się na samej górze zestawionej przez Sarah listy spraw, które ją irytowały. – Odnieś się do tego z szacunkiem, a jeśli nie będziesz wiedziała, co robić, poproś o pomoc.