Выбрать главу

Ale wampir nie patrzył już w moją stronę. Z rozwścieczonym wyrazem twarzy wpatrywał się w Petera Knoxa.

– Matthew – zawołałam cicho, wstając z miejsca.

Odwrócił wzrok od czarodzieja i podszedł do mnie. Ujrzawszy, że na widok jego groźnej miny marszczę niepewnie brwi, uśmiechnął się zachęcająco.

– Jak rozumiem, było tu trochę nerwowo. – Stał tak blisko, że chłód jego ciała działał ma mnie niczym orzeźwiający wietrzyk w letni dzień.

– Nie działo się nic, nad czym nie dałoby się zapanować – odparłam spokojnie, świadoma obecności Petera Knoxa.

– Czy możemy odłożyć tę rozmowę do wieczoru? – zapytał, a potem uniósł dłoń i dotknął palcami wybrzuszenia widocznego na wysokości jego piersi pod miękko układającym sie swetrem. Zastanawiałam się, co on tam ma, tak blisko serca. – Moglibyśmy pojechać na seans jogi.

Chociaż miałam za sobą bezsenną noc, perspektywa jazdy do Woodstock doskonale wyciszonym autem i półtoragodzinnych ćwiczeń połączonych z medytacją wydała mi się nader kusząca.

– To by było cudowne – odparłam z przekonaniem.

– Chciałabyś, żebym popracował tu koło ciebie? – zapytał, pochylając się w moją stronę. Jego zapach był tak silny, że wprawiał mnie w oszołomienie.

– Niekoniecznie – powiedziałam stanowczym tonem.

– Daj mi znać, gdybyś doszła do innego wniosku. W przeciwnym razie będę czekał o szóstej koło Hertford. – Jeszcze przez chwilę Matthew nie odrywał oczu ode mnie. Potem spojrzał z obrzydzeniem w kierunku Petera Knoxa i wrócił na swoje miejsce.

Gdy w drodze na lunch mijałam jego stół, Matthew zakaszlał znacząco. Miriam odrzuciła ze złością długopis i ruszyła za mną. Byłam pewna, że Knox nie będzie mnie śledził u Blackwella. Już Matthew tego dopilnuje.

Popołudnie ciągnęło się niemiłosiernie. Z trudem powstrzymywałam się od zaśnięcia. O piątej byłam gotowa nie siedzieć tu ani minuty dłużej. Knox pozostał w Selden End, razem z pstrą gromadką zwykłych ludzi. Matthew odprowadził mnie na dół, po czym w dużo lepszym nastroju pospieszyłam do college'u, przebrałam się i zabrałam matę do ćwiczeń. Gdy Matthew podjechał swoim autem pod metalowe ogrodzenie Hertford, już tam na niego czekałam.

– Przyszłaś wcześniej – zauważył z uśmiechem, odbierając ode mnie matę, żeby włożyć ją do bagażnika. Sadowiąc mnie w środku, wziął głęboki oddech. Zastanawiałam się, jakiego rodzaju posłanie przekazał mu zapach mojego ciała.

– Musimy porozmawiać.

– Nie ma pośpiechu. Wyjedźmy najpierw z Oksfordu. – Zamknął za mną drzwi auta i usiadł za kierownicą.

Na Woodstock Road panował bardziej ożywiony ruch w związku z napływem studentów i wykładowców. Matthew zręcznie manewrował w strumieniu poruszających się powoli pojazdów.

– Jak ci poszło w Szkocji? – spytałam, kiedy wyjechaliśmy poza granice miasta. Było mi wszystko jedno, co powie, chciałam tylko słuchać jego głosu.

Matthew obrzucił mnie przelotnym spojrzeniem, po czym skupił się znowu na obserwowaniu drogi przed nami.

– Dobrze.

– Miriam powiedziała mi, że pojechałeś na polowanie.

Matthew zrobił łagodny wydech. Jego palce powędrowały do guza pod swetrem.

– Nie powinna była.

– Dlaczego?

– Ponieważ nie powinno się poruszać pewnych tematów w mieszanym towarzystwie – odparł z odcieniem poirytowania. – Czy czarownice zwierzają się innym, że właśnie przez cztery dni rzucały uroki i warzyły w kotle nietoperze?

– Czarownice nie warzą w kotłach nietoperzy! – obruszyłam się.

– Nie chodzi o szczegóły.

– Byłeś sam? – spytałam. Matthew nie odpowiedział od razu.

– Nie.

– Ja też nie narzekałam na osamotnienie – zaczęłam. – Ci wszyscy…

– Miriam już mi mówiła. – Jego ręce zacisnęły się na kierownicy. – Gdybym wiedział, że będzie cię niepokoił Peter Knox, nie wyjechałbym z Oksfordu.

– Miałeś słuszność – rzuciłam, uznając, że przed podjęciem rozmowy na temat Knoxa powinnam zrobić to zwierzenie. – Nie zdołałam usunąć magii z mojego życia. Sięgałam po nią również w mojej pracy, nie zdając sobie z tego sprawy. Ona jest we wszystkim. Przez całe lata po prostu się oszukiwałam. – Słowa same popłynęły z moich ust. Matthew nadal skupiał swoją uwagę na drodze. – Jestem tym przerażona.

Jego chłodna dłoń dotknęła mojego kolana.

– Wiem.

– Co mam zrobić? – szepnęłam.

– Coś wymyślimy – odparł spokojnie, skręcając w kierunku bramy Old Loge. Gdy auto pokonało łagodne wzniesienie i zatrzymało się na kolistym podjeździe, przyjrzał mi się uważnie. – Jesteś zmęczona. Dasz radę ćwiczyć jogę?

Kiwnęłam potakująco głową.

Matthew wysiadł z samochodu i otworzył drzwi auta po mojej stronie. Tym razem nie pomógł mi wysiąść. Pochylił się nad bagażnikiem, wyjął obie maty i zarzucił je na ramię. Obok przechodzili inni uczestnicy kursu, spoglądając z zaciekawieniem w naszą stronę.

Matthew czekał, aż zostaniemy sami na podjeździe. Wpatrywał się we mnie, tak jakby zmagał się z czymś. Zmarszczyłam brwi i odchyliłam do tyłu głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Dopiero co zwierzyłam mu się, że korzystam z magii, nie zdając sobie z tego sprawy. Czy było coś aż tak wstrętnego, że nie mógł mi o tym powiedzieć?

– Byłem w Szkocji u starego przyjaciela, Hamisha Osborne'a – odezwał się w końcu.

– U człowieka, o którym gazety piszą, że powinien kandydować do parlamentu i objąć tekę ministra finansów? – spytałam zdumiona.

– Hamish nie będzie kandydował do parlamentu – odparł chłodnym tonem Matthew, pociągając za tasiemkę pokrowca swojej maty.

– Zdaje się, że on jest gejem! – rzekłam, wracając myślą do niedawnych wiadomości w nocnym programie telewizji.

Matthew spojrzał na mnie ostro.

– Tak. Ale co ważniejsze, jest demonem. – Nie znałam zbyt dobrze świata istot o nadnaturalnych zdolnościach, ale wiedziałam, że nie wolno im uczestniczyć w politycznym i religijnym życiu zwykłych ludzi.

– Och. To dziwne, że będąc demonem, wybrał karierę w dziedzinie finansów. – Przez chwilę zastanawiałam się nad sprawą. – Ale to tłumaczy, skąd się bierze jego mistrzostwo w obracaniu pieniędzmi.

– Jest mistrzem nie tylko w tych sprawach – odparł Matthew, a potem zamilkł na chwilę, nie robiąc żadnego ruchu w kierunku drzwi. – Ten wyjazd był mi potrzebny. Chciałem wyskoczyć na polowanie. – Spojrzałam na niego z zakłopotaniem. – Zostawiłaś sweter w moim aucie – powiedział, tak jakby moje niedopatrzenie tłumaczyło cokolwiek.

– Miriam już mi go oddała.

– Wiem. Nie mogłem zatrzymać go przy sobie. Domyślasz się dlaczego?

Pokręciłam przecząco głową. Matthew westchnął, a potem rzucił przekleństwo po francusku.

– Mój samochód był pełen twojego zapachu, Diano. Musiałem wyjechać z Oksfordu.

– No tak, ale ciągle nie rozumiem…

– Nie mogłem pozbyć się myśli o tobie. – Przeczesał ręką włosy i rozejrzał się po podjeździe.

Moje serce biło nieregularnie i osłabione krążenie krwi spowolniło działanie moich szarych komórek. W końcu jednak zrozumiałam.

– Obawiasz się, że mógłbyś mi zrobić krzywdę? – Odczuwałam uzasadniony strach przed wampirami, ale Matthew wydawał się inny.

– Nie jestem tego pewien. – Spoglądał na mnie ze spokojem i rozwagą, ale w jego głosie pobrzmiewało ostrzeżenie.

– Więc nie wyjechałeś z powodu tego, co wydarzyło się w piątek wieczorem. – Poczułam nagłe odprężenie.

– Nie – odparł cicho – jedno nie miało nic wspólnego z drugim.