– Wchodzicie czy zamierzacie ćwiczyć na podjeździe? – Dobiegł od drzwi głos Amiry.
Weszliśmy do środka, rzucając sobie od czasu do czasu ukradkowe spojrzenia, gdy któreś z nas myślało, że to drugie nie widzi. Ta pierwsza uczciwa wymiana informacji zmieniła nasze relacje. Oboje próbowaliśmy wyobrazić sobie, co zdarzy się za chwilę.
Gdy po zajęciach Matthew ściągnął przez głowę swój sweter, moją uwagę zwrócił jakiś drobny obiekt, rzucający srebrzyste odblaski. Zwisał z jego szyi, uwiązany na cienkim rzemyku. To tego przedmiotu dotykał bezustannie przez sweter, niczym talizmanu.
– Co to jest? – spytałam, wskazując palcem.
– Pamiątka – odparł krótko Matthew.
– Po czym?
– Po zabójczej sile nienawiści.
Peter Knox ostrzegał mnie, żebym była ostrożna w relacjach z wampirem.
– Czy to nie jest odznaka, jaką nosili pielgrzymi? – Kształtem przedmiot ten przypominał mi coś, co widziałam w British Museum. Wyglądał na bardzo stary.
Matthew skinął potakująco głową i pociągnął za rzemyk. Odznaka zakołysała się swobodnie, połyskując odbitym światłem.
– To jest ampułka z Betanii. – Miała kształt trumny i mogła pomieścić kilka kropli święconej wody.
– Symbol Łazarza – powiedziałam cicho, spoglądając na trumnę. To w Betanii Chrystus wskrzesił Łazarza z martwych. I choć otrzymałam pogańskie wychowanie, wiedziałam, dlaczego chrześcijanie udają się na pielgrzymki. Robili to, żeby odpokutować swoje grzechy.
Matthew wsunął ampułkę pod podkoszulek, ukrywając ją przed oczami istot, które ciągle wypełniały salę.
Pożegnaliśmy się z Amirą i wyszliśmy z domu na ostre jesienne powietrze. Było ciemno pomimo reflektorów, których światło oblewało ceglane mury budynku.
– Poczułaś się lepiej? – spytał Matthew, przerywając moje zamyślenie. Kiwnęłam potakująco głową. – W takim razie powiedz mi, co się wydarzyło.
– Chodzi o ten manuskrypt. Knox chce go zdobyć. Agatha Wilson, istota, którą spotkałam u Blackwella, powiedziała mi, że demony chcą poznać jego treść. Ty też się nim interesujesz. Ale Ashmole 782 jest pod urokiem.
– Wiem – przyznał Matthew.
Tuż przed nami pojawiła się biała sowa, bijąc skrzydłami powietrze. Uchyliłam się i uniosłam ręce, żeby się osłonić, przekonana, że ptak celuje we mnie dziobem i pazurami. Ale sowa zmieniła kierunek lotu i wzbiła się między dęby rosnące wokół podjazdu.
Serce załomotało mi w piersi. Przez moje ciało przeleciała fala strachu, począwszy od stóp. Matthew otworzył bez ostrzeżenia tylne drzwi jaguara i wepchnął mnie na siedzenie.
– Pochyl głowę i oddychaj – polecił, a potem przykucnął na żwirowym podjeździe, kładąc dłoń na moich kolanach. Poczułam smak żółci – miałam w żołądku tylko wodę – która podpełzła w górę, dławiąc mi gardło. Zakryłam dłonią usta, walcząc z napadami nudności. Matthew wyciągnął rękę i wsunął niesforny kosmyk włosów za moje ucho. Dotyk jego chłodnych palców działał uspokajająco.
– Jesteś bezpieczna – powiedział.
– Tak mi przykro. – Przetarłam drżącą ręką usta i nudności ustąpiły. – Ten paniczny strach ogarnął mnie wczoraj wieczorem po spotkaniu z Knoxem.
– Przejdziesz się kawałek?
– Nie – odparłam spiesznie. Park wydawał mi się zbyt duży i bardzo ciemny, a moje nogi były jak z gumy.
Matthew obrzucił mnie przenikliwym wzrokiem.
– Zabieram cię do domu. Reszta tej rozmowy może zaczekać.
Pomógł mi wysiąść i przytrzymał swobodnie moją rękę, dopóki nie usadowiłam się na przednim siedzeniu. Zamknęłam oczy, gdy zajmował miejsce za kierownicą. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Matthew obrócił kluczyk w stacyjce i jaguar ożył.
– Czy to często ci się przydarza? – zapytał obojętnym tonem.
– Nie, dzięki Bogu – powiedziałam. – Zdarzało się, i to bardzo często, gdy byłam jeszcze dzieckiem, ale teraz jest dużo lepiej. To jest po prostu nadmiar adrenaliny. – Matthew przyglądał się moim dłoniom, kiedy odgarniałam włosy z twarzy.
– Wiem – powiedział znowu, a potem zwolnił hamulec postojowy i ruszył z miejsca.
– Możesz to wyczuć nosem?
Kiwnął potakująco głową.
– To gromadziło się w tobie od czasu, jak powiedziałaś mi, że sięgasz po magię. Czy to dlatego tak dużo ćwiczysz? Biegi, wiosłowanie, jogę…
– Nie lubię lekarstw. Czuję się po nich niewyraźnie.
– Prawdopodobnie ćwiczenia są pod każdym względem bardziej skuteczne.
– Tym razem nie podziałały – mruknęłam, mając na myśli niedawną przygodę z naładowanymi elektrycznością dłońmi.
Opuściliśmy teren Old Lodge i wyjechaliśmy na drogę. Matthew skoncentrował się na prowadzeniu auta, którego spokojne ruchy kołysały mnie łagodnie.
– Dlaczego do mnie zadzwoniłaś? – spytał ostrym tonem, przerywając moje zamyślenie.
– Z powodu Knoxa i Ashmole'a 782 – odpowiedziałam, czując znowu ukłucia panicznego strachu wywołane nagłą zmianą jego nastroju.
– Wiem o tym. Pytam, dlaczego zadzwoniłaś do mnie. Z pewnością masz przyjaciół, czarownice i ludzi, którzy mogliby ci pomóc.
– Nie sądzę. Żadna ze znanych mi osób, które są zwykłymi ludźmi, nie wie, że jestem czarownicą. Musiałabym poświęcić wiele dni na wyjaśnienie im, co tak naprawdę dzieje się na świecie… To znaczy, gdyby wytrzymali tak długo, żebym mogła dokończyć. Nie mam przyjaciółek wśród czarownic, a wolałabym nie wciągać w to moich ciotek. To nie ich wina, że popełniłam głupstwo i oddałam manuskrypt, zanim zdołałam go zrozumieć. – Zagryzłam wargi. – Nie powinnam była do ciebie dzwonić?
– Nie wiem, Diano. W piątek powiedziałaś mi, że czarownice i wampiry nie mogą zostać przyjaciółmi.
– W piątek powiedziałam ci mnóstwo rzeczy.
Matthew pogrążył się w milczeniu, poświęcając pełną uwagę zakrętom drogi.
– Sama już nie wiem, co myśleć. – Urwałam, żeby zastanowić się nad precyzyjnym doborem słów. – Ale jedno wiem na pewno. Wolałabym siedzieć w bibliotece z tobą niż z Knoxem.
– Wampirów nigdy nie wolno obdarzać pełnym zaufaniem… Zwłaszcza gdy mają koło siebie ciepłokrwistych. – Na moment Matthew skupił na mnie spojrzenie swoich chłodnych oczu.
– Ciepłokrwistych? – spytałam, marszcząc brwi.
– Ludzi, czarownice, demony… wszystkich tych, którzy nie są wampirami.
– Zaryzykuję twoje ugryzienie, zanim pozwolę Knoxowi zakraść się do mojego mózgu i łowić informacje.
– Próbował tego? – Matthew zadał to pytanie spokojnym głosem, w którym można było jednak wyczuć gotowość agresji.
– To nie było nic groźnego – wyjaśniłam pospiesznie. – Ostrzegał mnie tylko przed tobą.
– I słusznie. Nikt nie może stać się kimś innym, bez względu na to, jak by się starał. Nie powinnaś idealizować wampirów. Być może ten Knox nie ma wobec ciebie najlepszych zamiarów, ale miał rację, jeśli chodzi o mnie.
– Nikt nie szykanuje moich przyjaciół, a z pewnością nie robią tego tacy fanatycy jak Knox. – W miarę jak rosło moje poirytowanie, zaczynałam odczuwać szczypanie w palcach, więc wsunęłam dłonie pod uda.
– A zatem my też nimi jesteśmy? Przyjaciółmi? – zapytał Matthew.
– Tak myślę. Przyjaciele mówią sobie prawdę, nawet kiedy jest to trudne. – Zakłopotana poważnym tonem rozmowy zaczęłam się bawić zapięciem swetra.
– Wampiry nie są szczególnie dobre w przyjaźni. – Wydawało się, że Matthew znowu się złości.
– Posłuchaj, jeżeli chcesz, żebym zostawiła cię w spokoju…
– Oczywiście, że nie chcę – przerwał mi. – Chodzi tylko o to, że relacje z wampirami są… skomplikowane. Potrafimy być opiekuńczy… nawet zaborczy. Mogłoby ci się to nie podobać.